Zalegający towar i brak płynności finansowej. Co dalej?

Stare bądź niepełne kolekcje, zwroty z supermarketów czy artykuły bez wymaganych certyfikatów - to tylko przykładowe problemy, z jakimi mierzą się przedsiębiorcy, którzy handlują towarem. Jak sobie z tym radzić?

Kłopot narasta, kiedy w magazynach zalegają nadwyżki, idące w tysiące, a nawet miliony sztuk. To tzw. stoki magazynowe. Jednak jest i dobra wiadomość – je także można sprzedać. Jak cała procedura wygląda „od kuchni”? O tym mówi Dominik Małysa, właściciel firmy „Stocklots”, która skupuje niemal każdy produkt z każdej branży.

Branża, w której działacie już od 2000 roku, jest dosyć specyficzna. Można powiedzieć, że gołym okiem na co dzień widzicie to, co przeciętny Kowalski może sobie jedynie wyobrazić. Mówię tu o nadwyżkach towarów, których pomagacie się pozbyć. Z czego to wynika, że w ogóle jest to konieczne? Skąd się te stoki magazynowe biorą?

Wynika to z tego, że jest ogromna nadprodukcja. Wiele firm chce cały czas oferować klientom coś nowego. Inwestują w to ogromne pieniądze. Z drugiej strony nic nie dzieje się bez przyczyny. Dzisiejsze społeczeństwo jest coraz bardziej przyzwyczajone do szybkiej konsumpcji. W ten sposób jedna kolekcja szybko zastępuje kolejną. A potem to, czego nie udaje się sprzedać, zalega w magazynach. My potrafimy je wyczyścić, nadając tym produktom drugie życie.

Kto najczęściej się do was zgłasza? W czym wy, jako firma „Stocklots”, przez której magazyn przeszły już przecież setki tysięcy ton różnego typu towarów, możecie pomóc?

Bardzo często zgłaszają się do nas firmy, które mają na przykład setki palet zalegających produktów, a którym nie kalkuluje się ich dalsze składowanie w centrum logistycznym, co przecież każdego dnia przynosi koszty. Zgłaszają się również tacy przedsiębiorcy, którzy mają mniejsze ilości towaru przykładowo kilka palet starych kolekcji. Jeśli my kupimy od nich ten towar, to nie tylko zyskają to, co my im zapłacimy, ale i nie będą dalej tracić na jego przechowywaniu. Już wtedy mogą obracać tymi pieniędzmi, inwestując w kolejne rzeczy. Bo w ten sposób odblokowali zarówno kapitał i miejsce w magazynie. Mogą tam wstawić nowy towar, na którym zarobią.

Jednak nie tylko takich klientów mamy, bo zgłaszają się także właściciele biznesów, które są na granicy upadku. Mówię tu o przedsiębiorstwach, do których drzwi pukają już komornicy czy wierzyciele, a ich problemy finansowe ciągle tylko narastają. Wtedy zalegający towar może być ich atutem. Bo jak my go kupimy, to mogą na przykład spłacić najbardziej niecierpliwych wierzycieli. To już daje duży oddech. A jak jeszcze zostanie im część kapitału na nowe produkty, to znowu będą mogli ruszyć ze sprzedażą.

Kontaktują się z wami wyłącznie firmy, które mają ogromne ilości danego towaru, czy zdarzają się i takie, które mają go mniej, ale jeśli chcą doprowadzić do wyczyszczenia magazynu, to im także możecie pomóc?

Może się z nami skontaktować każdy, kto ma towar a sam nie potrafi go sprzedać albo ktoś, kto po prostu nie chce się tym dalej zajmować. Mamy klientów we wszystkich kanałach dystrybucji. Nie tylko w Polsce czy Europie, ale także poza nią. Zapraszam do kontaktu, chętnie wyjaśnię, na czym to wszystko polega. Porozmawiamy, a jak dojdziemy do porozumienia, to będzie to dobra wiadomość dla obu stron. Wszystkie dane kontaktowe można znaleźć na stronie.

Przejdźmy zatem do szczegółów takiej współpracy pomiędzy firmą, która ma zablokowany kapitał i jej celem jest wyczyszczenie magazynu, a wami. To jest tak, że najpierw kupujecie taki zalegający towar, a potem zastanawiacie się co z tym zrobić, czy odwrotnie: najpierw orientujecie się, czy znajdziecie na niego nabywcę i dopiero wtedy decydujecie się na kupno stoków magazynowych?

Zawsze jest to ten pierwszy wariant. O tym, czy decydujemy się na skup określonych produktów, niejako decydują intuicja oraz zdobyte przez te ponad 20 lat doświadczenie. W dużym skrócie odbywa się to tak, że kupujemy towar, transportujemy go od razu do magazynu, a dopiero później szukamy kogoś, kto to od nas kupi.

Jak wygląda wycena takiego towaru?

Staramy się do tego podchodzić bardzo uczciwie. W oparciu o znajomość różnych kanałów dystrybucji dokładnie szacujemy, po jakiej cenie my sami możemy to później sprzedać oraz uwzględniamy marżę. Jeżeli kwota, którą zaoferujemy klientowi jest dla niego akceptowalna, to z reguły szybko dochodzimy do porozumienia i natychmiast finalizujemy transakcję. Całość płacimy jeszcze przed dostawą, a towar odbieramy błyskawicznie. Co więcej, robimy to na własny koszt.

Co się dzieje w tym mniej optymistycznym wariancie – wtedy, kiedy kwota, którą zaproponowaliście dostawcy, jest jego zdaniem zbyt niska? Prowadzone są dalsze negocjacje, czy to cena niepodważalna, poniżej której z reguły nie schodzicie?

Nie brakuje sytuacji, kiedy „nie spotykamy się” przy wycenie towaru. Wynika to z tego, że do głosu dochodzą emocje lub chęć podjęcia kolejnych prób sprzedaży we własnych kanałach dystrybucji. Bywa i tak, że dostawca czuje się urażony cenami, jakie mu oferujemy. Jednak moim zdaniem należy to traktować dokładnie odwrotnie – z naszej strony to jest jak podanie pomocnej dłoni. Dzięki temu, nie marnuje się potencjał, który ludzie włożyli w wyprodukowanie, wypromowanie danego produktu. Jak ktoś z tego potrafi skorzystać, to pozbędzie się zalegającego towaru, produkty nie trafią na śmietnik, a pieniądze, które od nas dostanie, może pomnożyć w inny sposób. Natomiast jeśli wskazana przez nas cena jest zbyt niska dla dostawcy, to możemy mu tylko podziękować, uszanować jego decyzję i powiedzieć, że to, że dzisiaj się nie dogadaliśmy, nie oznacza, że nigdy nie podejmiemy współpracy. Jeśli zmienią się uwarunkowania rynkowe, to taki klient zawsze może do nas wrócić, a nasza oferta będzie aktualna.

Więcej informacji https://www.stocklots.tv/