Cukier się rozsypał [GŁOS HANDLU]

W hurtowni cukier potrafi być droższy nawet o 1,50 zł na kilogramie, więc część detalistów kupuje go w dyskontach. Czemu tak się dzieje? Analizują zaprzyjaźnieni z "Handlem" detaliści.

„Handel”: Czy w waszych sklepach brakowało ostatnio cukru?

AGNIESZKA SALENIUK, właścicielka Delikatesów w Żaganiu, zrzeszonych w sieci Chorten: W pewnej chwili, gdy zrobił się boom na cukier, brakowało go również u nas. Ale było to tylko chwilowe.

GRZEGORZ WOJCIECHOWSKI, wraz ze wspólnikiem prowadzi dwa sklepy w Wielkopolsce: jeden jest w Chacie Polskiej, drugi w GK Specjał: U nas też chwilami były braki cukru. Zazwyczaj krótkie, jednodniowe, ale zdarzały się.

JACEK BANASZEK, właściciel delikatesów U Jacka w Brwinowie: U mnie natomiast nie brakowało. Na produkty topowe, typu sól, mąka, cukier, olej itp., zawsze mam zwiększony stok magazynowy, co pozwala utrzymywać zarówno ciągłość sprzedaży, jak i konkurencyjną cenę.

Ile kosztuje u was teraz cukier, a ile kosztował jeszcze kilka miesięcy temu?

A.S.: Wcześniej kosztował 2,99 zł lub nieco ponad 3 zł. W tej chwili cena skacze od 4,50 do nawet ponad 5 zł.

G.W.: Obecnie cukier jest u nas po 7,69 za 1 kg. To dość dużo, zważywszy, że na początku roku kosztował w okolicach 4 zł za 1 kg.

J.B.: U mnie cena cukru po podwyżkach wynosi 5,99 zł. Kilka miesięcy temu oscylowała w granicach 3,50-4 zł.

Jak myślicie, gdzie tkwi źródło ostatniej gorączki na wykupywanie cukru?

A.S.: Myślę, że jest to efekt wzrostu cen. Ludzie boją się podwyżek i – ulegając pokusie gromadzenia – masowo wykupują cukier. Poza tym lato to czas przetworów, więc zawsze w tym okresie jest zwiększone zapotrzebowanie na cukier. Jest jeszcze trzeci powód: wydaje mi się, że cukiernicy wykupują hurtowe ilości z marketów ze względu na niższą cenę w niektórych sklepach niż w hurtowniach.

G.W.: Ja z kolei nie mam pojęcia, z czego wynika tak wysoka cena cukru, oraz – co równie ciekawe – jego braki. Są różne pogłoski na ten temat: od niewłaściwego zarządzania, prognozowania w cukrowniach, na panice konsumenckiej kończąc. Nie mając szerokiej wiedzy w tym temacie, wolę się wstrzymać z opinią.

J.B.: Przychylam się do argumentacji pani Agnieszki. Moim zdaniem gorączka jest taka sama jak co roku: ludzie robią przetwory, więc kupują więcej cukru. Nie wydaje mi się, żeby sprzedaż wzrosła dwukrotnie rok do roku.  Wiadomo, że cukier jest produktem, który może poleżeć, nie ma terminu przydatności, więc można zrobić jakiś zapas. Plotki z rynku też robią swoje: nie ma cukru w Biedronce, to kupujemy, gdzie jest i ile się da. Taka jest polska mentalność, że najpierw kupujemy, a potem myślimy, po co nam tyle. Przerabialiśmy to już w czasie pandemii, teraz mamy wojnę na Ukrainie, szalejąca inflację itd., więc powodów do obaw jest sporo.

Gdzie kupujecie cukier i czy obserwujecie jakieś kłopoty z jego dostępnością? Czy robicie jego zapasy, jak pan Jacek?

A.S.: W tej chwili kupuję cukier w marketach ze względu na dużą niższą cenę niż w hurtowni. Jest problem z zakupem większej ilości, bo sieci wprowadziły limity sprzedażowe. Ale jakoś trzeba sobie radzić.

G.W.: Cukier z hurtowni nie przyjeżdża regularnie, dlatego staramy się zrobić jego niewielkie zapasy. Nie mamy miejsca na składowanie dużych ilości cukru, dlatego zdarzają się sporadyczne przerwy w dostępnością u nas. Jednak nadal kupujemy go tylko w hurtowniach.

J.B.: Cukier zazwyczaj kupuję w jednej z lokalnych hurtowni, w której jestem stałym klientem od wielu lat. Muszę jednak przyznać, że przez chwilę hurtownie miały problem z jego dostępnością. Mamy zrobiony zapas na tym towarze, na pewno jesteśmy w stanie utrzymać swoją cenę do jesieni.

Pani Agnieszka zauważyła, że ceny cukru w hurtowniach są teraz wyższe niż w dyskontach czy sklepach innych wielkich sieci. Czy też macie takie spostrzeżenia i czy wobec tego kupujecie tam towar?

A.S.: To najpierw ja powiem, że w hurtowni cukier potrafi być droższy nawet o 1,50 zł na sztuce. To jest bardzo dużo. Dlatego kupuję go w marketach, aby moi klienci też mieli go w miarę dobrej cenie. Kiedyś tego nie robiłam, bo nie było takiej dużej różnicy w cenie.

G.W.: Zauważamy, że ceny w dyskontach lub supermarketach czasami są niewspółmiernie niskie do cen rynkowych, ale nie zdarzyło nam się jeszcze korzystać z takich dróg zaopatrzenia.

J.B.: Ciężko jest mi udzielić odpowiedzi, ponieważ nie wiem, po ile Biedronka sprzedaje cukier. Z tego co słyszałem od klientów, jest droższy niż u mnie w delikatesach. Nigdy mi się nie zdarzyło niczego kupować w dyskontach, chyba że są to dyskonty budowlane. Warto zauważyć, że ceny są tam niższe, ale tylko na niektóre produkty. Wiele jest droższych. Co więcej, nikt nie mówi głośno, że część produktów dla dużych sieci ma obniżoną gramaturę. Przykład: śmietana jednej ze znanych firm jest dostarczana dla sieci w opakowaniach o pojemności 350 ml, a do naszych sklepów jest to już 400 ml. Jeżeli więc rozpatrujemy to tylko cenowo, to tak, sieci mają taniej, ale mniej.

Czyli nie macie obserwacji, że producenci i dystrybutorzy zaczęli już traktować handel tradycyjny na równi z tzw. nowoczesnym?

A.S.: Nic takiego nie zauważyłam. Dla producentów handel tradycyjny jest niszowy i w ogóle nie rozmawia się z nami. Niestety, markety zawsze wygrywają na tym polu ze względu na skalę zamawianego towaru.

G.W.: Moim zdaniem producenci i dystrybutorzy wciąż nie traktują tzw. handlu tradycyjnego na równi z nowoczesnym, ze szkodą oczywiście dla tego pierwszego. Jednak instytucja franczyzy powoli uświadamia producentom i dystrybutorom, że warto się liczyć ze zjednoczonym handlem tradycyjnym, gdyż jest to również duży rynek zbytu.

J.B.: Myślę, że trochę tak, a trochę nie. Znam kilka przypadków, gdzie producenci kierują swoją ofertę tylko do jednego kanału sprzedaży, aby był obrót. Ale znam też sytuacje, że jest wręcz przeciwnie – nie chcą się identyfikować z dużymi sieciami. Każdy widzi swoje za i przeciw.

Zdjęcie: Shutterstock

Katarzyna Pierzchała 5366 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.