Tesco Extra w Anglii na tropie produktów z Polski

Ogrom produktów i usług - tak w skrócie można opisać największe w Bristolu Tesco Extra. Nie dość, że hipermarket jest dwupoziomowy, to jeszcze nie brakuje w nim polskich akcentów. Są m.in. soki Tymbark, napoje Tiger, Ptasie Mleczko, paluszki Beskidzkie czy Majonez Kielecki.

Tesco wycofało się z Polski, więc nie lada gratką jest odwiedzić sklep tej sieci na jej rodzimym, czyli brytyjskim gruncie. Wybrałam największą ich placówkę w Bristolu – w Bradley Stoke.

PRZYJEMNE NIESPODZIANKI
I od razu zaskoczenie: hipermarket jest dwupoziomowy, czego w Polsce nie doświadczyliśmy. Na antresoli jest m.in. odzież, w tym marki własnej sieci F&F. Mnie zainteresował bardziej parter, czyli część spożywczo-przemysłowa. Tuż przy wejściu jest ekspozycja oferty lunchowej – od dań gotowych po napoje w butelkach o małych pojemnościach. W pierwszej części sklepu jest też strefa promocyjna oraz działy z artykułami gospodarstwa domowego i kwiatami.

Nie będę opisywać rozmieszczenia poszczególnych działów. Wolę się skupić na ciekawostkach, które wpadły mi w oko. Pierwsze zdziwienie: wielkie czerwone kółka widoczne już z alei centralnej, a ulokowane przy niektórych produktach. Na tych kółkach jest napisane „Aldi Price Match”, czyli cena porównywalna z tą w sieci sklepów Aldi. Dzięki temu wiemy więc, z kim głównie Tesco tu konkuruje. Samo Tesco chwali się w materiałach marketingowych widocznych w sklepie, że ma setki produktów w cenach porównywalnych z Aldim. Warto w tym miejscu odnotować, że Tesco w Wielkiej Brytanii pozycjonuje się na średnim poziomie cenowym. Niżej cenowo są właśnie Aldi czy Lidl, a segment premium sklepów spożywczych wypełnia Marks & Spencer. Działają tu jeszcze m.in. takie sieci jak przeznaczony dla klientów klasy wyższej supermarketowy Waitrose czy Morissons, będący czwartą pod względem wielkości, po Tesco, Asda i Sainsbury’s, siecią supermarketów w Wielkiej Brytanii.

Wróćmy jednak do „naszego” Tesco Extra – kolejnym zaskoczeniem był narożny i pokaźnych rozmiarów regał, stojący tuż przy strefie kas, gdzie są karty podarunkowe do różnych sklepów, restauracji czy nawet punktów usługowych. Z punktu widzenia klienta jest to rozwiązanie zdecydowanie godne polecenia.

Przechadzając się między alejkami, trafiłam na dział z żywnością i napojami ze wschodniej Europy. Tu zdecydowanie dominuje polska oferta – są m.in. soki Tymbark, napoje Tiger, Ptasie Mleczko, paluszki Beskidzkie czy Majonez Kielecki. Długo by wymieniać. Co ciekawe, kilka alejek dalej widzę spory napis nad jednym z regałów „Polish. Celebrate great polish food”, czyli informujący o tym, że w tym miejscu są polskie produkty. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy ich tam nie znalazłam. Może to oznaczać, że zostały przeniesione do działu z wschodnioeuropejskimi produktami, a wizualizacja została po staremu. Na tym jednak nie koniec tropienia naszych specjałów. Serek wiejski z Piątnicy, jogurty Jogobella Zott czy śmietanę Mlekovity można też znaleźć na ogólnym stoisku chłodniczym. Tu też są polskie wędliny, parówki i kabanosy. Mając tak ogromny wybór naszych produktów, emigranci z Polski mogą poczuć się jak u siebie, a Brytyjczycy zapoznać z produktami znad Wisły.

I jeszcze ciekawostka. Zawsze z wyjazdów do Anglii przywożę do domu kilka opakowań herbat Twinings. W Polsce też one są dostępne, ale u nas opakowania są mniejsze i jest mniejszy wybór wariantów smakowych. W Tesco jest
ich co najmniej kilkanaście. Jakież było moje zdziwienie, gdy wykładając te herbaty przy kasie, zauważyłam, że przyjechały one ze Swarzędza, gdzie jest siedziba spółki R. Twinings and Company.

OPAKOWANIA GIGANTY
Po bardzo dużych opakowaniach produktów widać, że Anglicy nie robią tak często zakupów jak Polacy. Paczka zawierająca 600 torebek herbat Tetley, gigantyczne chleby tostowe czy kilkukilogramowe paki chipsów sprawiają, że w Tesco można poczuć się jak w hurtowni.

Jest też druga strona medalu: ogromny wybór produktów typu food-to-go. Są więc gotowe sałatki owocowe, warzywne, a nawet obrane owoce granatu. Co ciekawe, dzieci chodzące do brytyjskich przedszkoli czy szkół nie mają w nich posiłków, dlatego też nawet maluchy noszą ze sobą śniadania i gotowe zestawy lunchowe. Przykładem tych ostatnich są np. miksy produktów: w jednym opakowaniu jest kilka małych plasterków szynki, sera oraz kilka ciasteczek i z tego zestawu dzieci samodzielnie mogą zrobić sobie kanapki.

Jeśli chodzi o słodkości, w osłupienie wprawił mnie dział cukierniczy na końcu sklepu, gdzie na ogromnych regałach piętrzyły się torty w przeróżnych kształtach, kolorach i smakach. Dla dzieci i dla dorosłych. Wyglądały przepięknie, jednak nawet ponadroczna data przydatności do spożycia skutecznie mnie do nich zniechęciła.

W bristolskim Tesco jest dużo rozwiązań niespotykanych w polskich sklepach sieci, kiedy jeszcze u nas były. Np. na stoisku z karmą dla zwierząt wisi informacja, że na miejscu można wykupić ubezpieczenia dla psa czy kota. Przy kasach klienci dowiadują się o korzyściach płynących z usług Tesco Banku; często można spotkać też informacje, że obiekt jest monitorowany, a na sporej części produktów są zabezpieczenia antykradzieżowe, o czym też donoszą stosowne napisy.

Standardem są tu kasy samoobsługowe – ich liczba dorównuje tradycyjnym, których jest tu kilkanaście. Jeszcze przed pandemią ruszyła tu usługa click & collect – przygotowanie zamówienia kosztuje 1 funta, a odbiera się je w wyznaczonym miejscu na parkingu sklepu. Przy okazji można zatankować samochód na pobliskiej stacji paliw Tesco.

Szerokość oferty i komplementarność usług to największe atuty bristolskiego Tesco Extra. Wiele trendów można tu wychwycić, część z nich zapewne niedługo dotrze do Polski. Jest też jeden fundamentalny zarzut: nieuzupełniane na bieżąco półki, co wywołuje spory bałagan i dezorientację klientów. Jest to skutek exodusu emigrantów po brexicie i braku rąk do pracy, co widać na każdym kroku.

Katarzyna Pierzchała 5179 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.