Krzysztof Pawiński, CEO Grupy Maspex: Polacy nie będą oszczędzać na żywności

O Rosji, Ukrainie, inflacji, rosnących kosztach produkcji, nowym biznesie, planach inwestycyjnych i wynikach finansowych firmy rozmawiamy z Krzysztofem Pawińskim, współwłaścicielem i CEO Grupy Maspex.

HandelExtra.pl: Rozmawiamy w nieprzewidywalnych i trudnych czasach, dlatego zacznę od pytania, co z działalnością Grupy Maspex w Rosji?

Krzysztof Pawiński, współwłaściciel i CEO Grupy Maspex:

Biznes w Rosji sprzedaliśmy w połowie ubiegłego roku. Teraz moglibyśmy powiedzieć, że byliśmy przewidujący, ale tak nie było. Rynek rosyjski nas rozczarował i uznaliśmy, że dalej nie będziemy płacić za marzenia. Byliśmy nim zmęczeni i rozgoryczeni nieefektywnością. Próbowaliśmy przez wiele lat – początek sięga połowy lat 90. Rozpoczynaliśmy od eksportu, który skończył się w 1998 r., w czasie kryzysu gospodarczego. Wróciliśmy w 2001 r. i otworzyliśmy zakład produkcyjny pod Kaliningradem. Przez kilka lat warunki były sprzyjające. Po przystąpieniu Polski i Państw Bałtyckich do Unii Europejskiej w 2004 r. koszty logistyki i dostaw przez granice na tyle wzrosły, że biznes przestał się opłacać. Sprzedaliśmy więc zakład pod Kaliningradem, a nabyliśmy nowy w Obnińsku pod Moskwą. Rozbudowaliśmy go i prowadziliśmy kilkanaście lat, do momentu, w którym uznaliśmy, że ten rynek, jego złożoność i stosowane tam nieakceptowalne praktyki, są dla nas nie do przyjęcia. Przede wszystkim uciążliwość urzędnicza - 28 inspekcji robotniczo-chłopskich, które kontrolują firmy i aktywnie ze swoich praw korzystają. Powiedzieliśmy sobie, że trzeba się skupić na rynkach, które są dla nas bardziej perspektywiczne.

 A jeśli chodzi o Ukrainę?

Nie prowadziliśmy na Ukrainie dużego biznesu. Skupialiśmy się wyłącznie na działalności dystrybucyjnej, która w świetle wojennych wydarzeń jest oczywiście zamrożona. Trochę inaczej wygląda to w CEDC. W tej firmie sprzedaż na Ukrainę miała rozsądny wymiar, ale na razie także jest zamrożona. Obecnie skupiamy się głównie na niesieniu pomocy.

Co dalej? Jakie nastroje panują wśród przedsiębiorców?

Skutki wojny będziemy odczuwali na wielu poziomach. Przykładowo – jesteśmy dużym producentem makaronu, a to oznacza, że rynkowe ceny zbóż są dla naszego biznesu bardzo istotne. W wyniku wojny cena zbóż wzrosła z 800 zł za tonę w ubiegłym sezonie do 1800 zł obecnie. Nasza firma jest jeszcze w stanie zapłacić za zboże więcej, konsumenci za finalny produkt też, ale zapewne są biedniejsze regiony świata, dla których taka cena okaże się nieakceptowalna. Zresztą nie chodzi tylko o cenę, ale i o samą dostępność zbóż.

Polacy również są zmęczeni podwyżkami.

To pokłosie lockdownów, w tym przerwania łańcucha dostaw między Azją i Europą, galopujących cen energii i wreszcie skutków wojny. Mówimy więc o bardzo szerokim spektrum oddziaływań, co ostatecznie sprawia, że impuls inflacyjny jest i pozostaje bardzo silny. Nie znajduję obecnie ani jednego składnika w kosztach wytworzenia, który by nie wzrósł. Dlatego pierwszą falę podwyżek wprowadziliśmy w październiku 2021 r., jeszcze bardzo skromną. Szybko okazało się, że jest niewystarczająca. W marcu b.r. wdrożyliśmy kolejną, bardziej radykalną. W połowie roku planujemy następną, ponieważ w tej galopadzie cen zaopatrzenia nie jest możliwe utrzymanie obecnego stanu. A to prawdopodobnie nie koniec. Żaden przedsiębiorca nie ma takiej marży, która pomogłaby zniwelować rosnące ceny produkcji. Nie widzę też żadnej przesłanki, aby ten impuls inflacyjny póki co wyhamował i dotyczy to każdej kategorii produktów.

Zerowy VAT cokolwiek zmienia?

Oczywiście. Tyle, że w skali 5%.

Co w tej sytuacji z siłą nabywczą konsumentów? Czy będą poszukiwali tańszych zamienników produktów spożywczych?

Nie jesteśmy społeczeństwem na tyle ubogim, aby oszczędzać na żywności. Zresztą jest taka stara dziewiętnastowieczna teoria, która mówi, że w czasach kryzysu spożycie mleka i chleba rośnie. I coś w tym jest. Spadek siły nabywczej Polaków nie będzie dotyczył produktów pierwszej potrzeby, jak żywność. Prędzej podróży, remontu, wymiany samochodu itd. Oczywiście można się spodziewać większej wrażliwości cenowej i pewnych przesunięć na tańsze wyroby. W jakiejś części siła nabywcza będzie jednak dodatkowo pobudzana wyższą płacą i presją na nią. Natomiast inflacja zubaża, i to jest fakt. Można powiedzieć, że to taki dodatkowy podatek, który płaci każdy. Patrząc na to z szerszej perspektywy, polska gospodarka już nie raz musiała radzić sobie z galopującą inflacją. Prowadzę firmę od 32 lat i pamiętam wzrost cen na dużo wyższych poziomach niż obecnie, a biznesy i tak się rozwijały. To nie jest koniec świata. W ostatnich latach przywykliśmy co prawda do stabilności, mieliśmy nawet epizod deflacyjny, ale otoczenie rynkowe się zmienia.

Ile czasu potrzebujemy zatem, aby wypłynąć na spokojniejsze wody?

Nie jest to kwestia kilku miesięcy; raczej dwóch, trzech lat. Teraz mamy do czynienia z dynamicznym wzrostem, potem wyhamowaniem, a dopiero na końcu spadkiem. Co jest niespodziewane, w tym obecnym impulsie inflacyjnym, to fakt, że jest on podażowy i popytowy. Przerwanie łańcuchów dostaw sprawiło, że pewnych produktów po prostu nie da się kupić. Podam przykład. Kiedyś na wyposażenie nowej hali produkcyjnej potrzebowaliśmy maksymalnie dziewięciu miesięcy, teraz nie wiem czy wystarczy piętnaście. Nasi dostawcy przysyłają nam zdjęcia gotowych linii, których nie mogą uruchomić, bo brakuje kluczowych elementów. Nie dotarły z Azji.

Tymczasem Grupę Maspex czekają nowe wyzwania i inwestycje. Skąd pomysł, aby wejść w taką odmienną dla Grupy kategorię, jak alkohole?

Wybierając cel akwizycyjny zawsze patrzymy na to, jak jest dopasowany do naszych kanałów sprzedaży. Chodzi o to, by efektywniej współpracować z partnerami handlowymi i mieć większą skalę biznesu w sklepach, co pozwala na lepszy serwis na półkach. W przypadku CEDC synergia z pozostałą częścią naszego portfela jest oczywista - niemal wszyscy nasi dystrybutorzy zajmują się też produktami alkoholowymi.

Weszliśmy w całkowicie nowy, ale bardzo interesujący segment rynku jako lider rynkowy. Poszerzyliśmy nasze portfolio o kolejne kultowe polskie marki w tym Żubrówkę - legendarną polską wódkę, znaną na całym świecie. Cały proces przejęcia trwał długo, bo dwa lata, ale to efekt głównie pandemii. W tym roku transakcję udało się sfinalizować i teraz przyszedł czas na działanie.

O jakiego rzędu inwestycjach mówimy? I w które części działalności szczególnie?

CEDC to biznes z dobrze zorganizowanymi fabrykami i silnymi markami. Nie zamierzamy mocno ingerować w jego działanie i skorzystamy z wiedzy ludzi, którzy budowali siłę tej firmy. Bez wątpienia w kilku obszarach jest to spółka niedoinwestowana – przykładowo logistyka. W ten obszar będziemy musieli zainwestować. Ponieważ jednak dla Grupy Maspex CEDC jest inwestycją „na zawsze”, nie niecierpliwimy się, dopiero uczymy się tej firmy. Za dwa kwartały będę mógł powiedzieć coś więcej.

CEDC pozostanie samodzielnym podmiotem?

Struktura Grupy składa się z 9 Business Unitów: BU Beverages, BU Food, BU Export, BU Private Label, BU Farmacja (Polski Lek), BU Business 2 Business, BU Rumunia, Bułgaria, Mołdawia, Węgry, BU Czechy, Słowacja oraz BU Spirits. Pierwszym krokiem w procesie integracji było dołączenie CEDC do powyższej struktury jako osobnego Business Unitu Spirits – jednostki organizacyjnej, która tak jak pozostałe wymienione powyżej, zachowa swoją niezależność biznesową i będzie skupiała wszystkie funkcje niezbędne do prowadzenia działalności, w tym handlowe, marketingowe oraz produkcyjne. W związku z tym sprzedaż i marketing produktów CEDC będą nadal realizowane poprzez funkcjonującą już w CEDC strukturę handlową i dział marketingu. Produkcja będzie nadal prowadzona i rozwijana w obu zakupionych zakładach – w Białymstoku i Obornikach. Nowy BU będzie zarządzany z Warszawy, gdzie CEDC ma obecnie swoją siedzibę. Dyrektorem generalnym został Marek Bucior - manager, który swoje doświadczenie zdobywał zarówno w Polsce, jak i zagranicznych oddziałach Grupy Maspex.

Maspex zakończył już etap akwizycji?

CEDC to największe przejęcie w naszej historii, więc mamy nad czym pracować. Ogłaszanie kolejnych byłoby więc na wyrost, choć oczywiście obserwujemy, co dzieje się na rynku. Nie jest tajemnicą, że nie mamy w portfolio dobrej wody mineralnej, ale na rynku nie ma marki, którą moglibyśmy przejąć. Rynek wody jest stabilny, nas tam nie ma i pewnie tak zostanie. Przynajmniej na razie.

Ile średnio wynosiły inwestycje firmy w ostatnich latach? Jak pod tym względem zapowiadają się kolejne lata?

Po sfinalizowaniu programu inwestycyjnego na około 700 mln zł rok 2021 był rokiem wyciszenia i zrealizowaliśmy capex za łączną kwotę ok. 60 mln zł., głównie w zaplecze produkcyjne i przerób surowca. Ten rok będzie rokiem większych wydatków inwestycyjnych w wysokości około 350 mln zł. Będą to także inwestycje w rozbudowę zaplecza produkcyjnego, ale także magazynowego. Planujemy też wydatki proekologiczne – instalacje fotowoltaiczne.

Kilka lat temu nie wykluczał Pan wejścia Grupy Maspex na giełdę.

Dopóki udaje nam się rozwijać organicznie oraz przy pomocy kredytów bankowych, wejście na giełdę i współdzielenie się własnością nie jest konieczne. Jeżeli będziemy mieć przed sobą realizację przejęcia, którego nie będziemy mogli sfinansować w konserwatywny sposób – wejście na giełdę będzie miało uzasadnienie. Na razie nie ma takiej potrzeby.

Wiele wskazuje na to, że pandemia za nami pandemia, przed nami zatem nowy rozdział. Gdzie i jak konsument będzie robił zakupy za pięć lat? Co ze sprzedażą produktów żywnościowych przez internet?

Badania, które prowadzimy pokazują, że konsument lubi dokonywać zakupów stacjonarnie, nawet codziennie, o ile nie zajmują one więcej niż 20-25 minut. Dokładnie takie potrzeby realizują małe sklepy osiedlowe, convenience, czy supermarkety i z tego powodu tracą największe formaty jak hipermarkety. Polacy cenią również dyskonty, które doskonale poradziły sobie w pandemii i są największymi beneficjentami tego okresu na rynku handlowym. E-commerce stanowił dobrą alternatywę w czasie pandemii. Obecnie trend rozwoju tego kanału sprzedaży zwolnił i nie będzie rozwijał się już tak dynamicznie, jak w wyniku obostrzeń. Podsumowując. Sklepy niezależne istnieją i istnieć będą, znikną tylko te najsłabsze. Osobiście uważam, że tak różnorodnego i ciekawego otoczenia handlowego jak w Polsce nie ma w żadnym kraju europejskim. Siła handlu tradycyjnego jest bezdyskusyjna. Jedynie kanał HoReCa boryka się z dużymi wyzwaniami - nasi konsumenci nadal wolą spędzić wieczór z kieliszkiem wina w domu, niż w restauracji. Gastronomię dotkliwe doświadczyła też pandemia.

Jest miejsce dla producentów żywności w wirtualnym świecie? Pytam, bo Tiger Energy Drink, jako pierwsza marka w Polsce, dołączył do klubu Fancy Bears Metaverse.

To działanie marketingowe, związane z innowacyjnością marki. NFT to technologia, która zyskuje w ostatnim czasie na popularności. Uważamy, że warto interesować się nowatorskimi rozwiązaniami i być w nich obecnym. Ten krok pokazuje, że Tiger jest nowoczesną marką, która idzie z duchem czasu.

Najważniejszy plan dla Grupa Maspex na najbliższe lata?

W 2021 r. wypracowalismy 6,2 mld zł przychodów, a w ciągu pięciu najbliższych lat chcemy podwoić nasz biznes. Nasz team managerski uważa ten plan za realny.

Ilona Mrozowska 4567 Artykuły

W „Handlu” od 2005 r. Blisko tematyki przemysłowej i producenckiej. Właścicielka białej kulki, czyli szynszyli o imieniu Tula.