List czytelniczki HE: 4-os. rodzina, inflacja i kredyt

Publikujemy list czytelniczki, która w dobie rosnących kosztów życia postanowiła przyjrzeć się wydatkom swojej rodziny. Sprawdziła, czy jest tu jeszcze miejsce na przysłowiowe zaciśnięcie pasa i dzieli się z nami swoimi spostrzeżeniami.

4-osobowa rodzina i pies. Do tego kredyt, stałe opłaty, inflacja, zajęcia dodatkowe dla dzieci (proszę mi wierzyć, nie ma ich dużo), auto na ropę. Do tej pory żyło nam się dość spokojnie, choć bez fajerwerków. Ostatnie miesiące to już wyzwanie, którego coraz częściej – mówiąc językiem mojej córki - nie ogarniam. Dlatego w tym tygodniu postanawiam spisać wszystkie nasze wydatki. Chcę sprawdzić, ile realnie wydajemy na życie i czy da się jeszcze zacisnąć pasa. Taki „czelendż”? – pyta młodszy syn. – Taki challenge – potwierdzam.

PIĄTEK, 29 KWIETNIA

Na długi weekend nie mamy za specjalnie planów, więc lista zakupów nie różni się od standardowej. Z rana, przed pracą, gonię męża na zakupy. Wydajemy na nie 355,86 zł. Przy szalejącej inflacji to niewiele, jak na naszą rodzinę, ale w zamrażarce mam sporo mięsa i warzyw na patelnię, które planuję do reszty wykorzystać. Niestety, już podczas rozpakowywania mina mi zrzędnie. Kompletnie zapomniałam o chemii gospodarczej; skończyła się też karma dla psa i przekąski. Jeszcze wędlina, której nigdy nie kupuję w dyskoncie. Z kolei w sobotę, na lokalnym targu, planuję dokupić trochę owoców, młodą kapustę, koperek, szczypiorek oraz gruntowe ogórki i dodatki konieczne do przygotowania ich małosolnej wersji. Po uzupełnieniu braków wychodzi 640 zł. Czyli właściwie jak co tydzień (z chemią czy bez, z karmą czy bez). Jak to się dzieje? Córka ma rację, nie ogarniam.

SOBOTA

Piękny, słoneczny dzień. Mąż idzie do pracy, a córka oznajmia, że umówiła się ze znajomymi. Z synem postanawiam więc wybrać się na wycieczkę. Wyjeżdżamy po obiedzie i choć popołudnie okazuje się bardzo miłe, wieczorem podliczam wydatki: łącznie 140 zł (przejazd, bilety wstępy, lody i przesolone frytki, które lądują w koszu na śmieci). Oznacza to, że w dobę po otrzymaniu wypłaty jestem do tyłu 740 zł.

NIEDZIELA

To kolejny słoneczny i zachęcający do wyjścia z domu dzień. Zaliczam go do udanych nie tylko ze względu na wycieczkę rowerową, ale i stan portfela, który pozostaje na niezmienionym poziomie.

PONIEDZIAŁEK

Dzieci nie muszą iść do szkoły, ale ja i mąż pracujemy. W przypadku córki to dzień świstaka (czytaj „umówiłam się ze znajomymi”), syna zabierają dziadkowie. Jeśli chodzi o wydatki pierwsze godziny poniedziałku są całkiem przyjemne – poza świeżym pieczywem (koszt ok. 20 zł) nie kupuję nic więcej. Ale po 13.00 dobry humor znika. Bank ściągnął ratę kredytu, która drugi miesiąc z rzędu jest o 400 zł wyższa niż przez ostatnie sześć lat. Idę za ciosem i robię wszystkie pozostałe przelewy, w tym za sam czynsz z wodą płacę 1050 zł. Stan konta spada do dramatycznie niskiego poziomu. Wieczorem spotykam się z przyjaciółkami. Na takie okazje zawsze dysponuję niewielkim, ale jednak systematycznie odkładanym „babskim” budżetem, aby nie obciążać tego rodzinnego. Na chwilę się odprężam.

WTOREK

Dzień wolny dla całej naszej czwórki, za oknem słońce. Nie poddaję się czarnym myślom, dlatego wspólnie wybieramy się na całodniową wycieczkę. Plecak wypełniam przekąskami, kanapkami i butelkami z wodą (także dla psa). Łączny koszt wyprawy ostatecznie i tak przyprawia mnie o zawrót głowy. Powód? Musieliśmy zatankować auto.

ŚRODA

Zapowiada się nieźle. Wydaję ok. 20 zł na pieczywo i nie planują kupować nic więcej. Ale po południu otrzymuję informację z banku, że od czerwca rata naszego kredytu wzrośnie po raz drugi – tym razem do 1892,31 zł. Jeszcze w lutym wynosiła 1100 zł. Robi mi się ciemno przed oczami. „Damy radę” – powtarzam jak mantrę. „Jakoś na pewno” – dorzuca mąż.

CZWARTEK        

Lodówka zaczyna świecić pustkami, ale jako mistrzyni jednogarnkowych dań pichcę na szybko makaron z resztkami pieczarek, szpinaku i sera pleśniowego. Na kolację będą naleśniki. Tymczasem Rada Polityki Pieniężnej znów podnosi stopy procentowe, a to oznacza, że rata w wysokości już prawie 1900 zł kolejny raz wzrośnie. Zapewne od lipca. Świetnie, w sam raz na wakacje. W mediach huczy od wypowiedzi jednego z posłów: „Jak się zaciąga kredyty, to się je spłaca”. Nie chcę tego komentować. Wieczorem idę pobiegać, muszę się uspokoić.

PIĄTEK

6 maja. Jeśli lodówka mogłaby świecić na czerwono i podnieść alarm na pewno by to zrobiła. Robię listę, z rana przed pracą gonię męża na zakupy … Do końca miesiąca pozostało 25 dni, a z mojej pensji nie zostało praktycznie nic! Czy zatem czegoś nauczył mnie miniony tydzień? Rozpaczliwie szukam mądrych myśli w głowie, podliczam, dodaję, odejmuję. Ostatecznie utwierdzam się w przekonaniu, że jednak zupełnie … nie ogarniam.

Czytelniczka

 OD REDAKCJI:

Dziękuję za list i rozumiemy rozczarowanie obecną sytuacją w kraju. Mierzymy się z inflacją najwyższą od ponad 20 lat, co niestety przekłada się także na wzrost rat kredytowych. O galopujących cenach w sklepach pisaliśmy już niejednokrotnie. Dane aplikacji zakupowej PanParagon pokazują np., że choć zaciskamy pasa wydajemy więcej, bo średnia wartość paragonu za artykuły spożywcze wzrosła z 41,28 zł w 2021 r. do 46,41 zł w 2022 r. To 5,13 zł różnicy w skali 12 miesięcy. W przeliczeniu za jeden produkt spożywczy w zeszłym roku zapłaciliśmy 5,16 zł, obecnie cena jednostkowa wynosi już 6,63 zł. Wzrost cen przyczynił się do zmian w decyzjach zakupowych Polaków. Średnio 8 pozycji na jednym paragonie widniało na rachunkach za zakupy spożywcze w kwietniu 2021 r. Rok później w tym samym miesiącu liczba produktów z tej kategorii zmniejszyła się do 7 sztuk. Oznacza to, że w obliczu powszechnych podwyżek cen Polacy kupują mniej. Niestety pomimo starań w kierunku oszczędzania, nadal wydajemy więcej niż w roku poprzednim [szczegóły tutaj]. 

Zdaje się, że problemy Polaków dostrzegają operatorzy największych sieci handlowych. W odpowiedzi na postępującą inflację Kaufland przygotował specjalną akcję, która pozwoli konsumentom ograniczyć wydatki związane z zakupami. Poza standardowymi promocjami co tydzień, począwszy od 5 maja, detalista dodatkowo obniży ceny ponad 1000 produktów o 10%. Akcja potrwa przez 6 tygodni.

Z kolei w sklepach Biedronka od 12 kwietnia do 30 czerwca trwa akcja promocyjna „Tarcza Biedronki Antyinflacyjna” nawiązująca nazwą do rządowego programu. Polega ona na tym, że operator sieci - spółka Jeronimo Martins Polska, obiecuje niezmienność ceny określonych towarów i ich najniższą cenę na rynku. - Jeśli na naszej liście 150 najczęściej kupowanych produktów znajdziecie produkt w niższej cenie regularnej w innym sklepie zwrócimy różnicę – zapewnia w reklamach właściciel sieci Biedronka.

Być może do akcji obniżających ceny przyłączą się inne, duże sieci, dzięki czemu łatwiej będzie radzić sobie przynajmniej z rosnącymi kosztami żywności. Tego sobie i naszej czytelniczce życzymy.