Mere Radom: klienci nie bojkotują; kupują, choć w niewielkich ilościach

Bojkot rosyjskich i białoruskich produktów trwa w najlepsze. Sprawdzamy zatem, jak wygląda sytuacja w jednym z dyskontów Mere, sieci, która należy do rosyjskiej firmy handlowej Svetofor.

Sobota po południu, jadę do otwartego zaledwie kilka miesięcy temu drugiego już w Radomiu sklepu sieci Mere. Ruch w centrum handlowym przy ul. Struga, gdzie mieści się dyskont, raczej mizerny. W sklepach kasjerki co rusz tęsknie patrzą na zegarki, najwyraźniej wyczekując końca pracy.

Niewiele lepiej jest w Mere, choć tu widać kilka osób. Ktoś jest w chłodni i wybiera wędliny, ktoś inny ogląda alkohol, klientka z dzieckiem kupuje chrupki kukurydziane. Wchodzę i ja.

Uwagę przykuwają cenówki wydrukowane w formacie A4, na których wyróżniona jest informacja o kraju pochodzenia sprzedawanych produktów. Idę zatem tym tropem. Szampon do włosów Olśniewający połysk i gęstość; odżywka do włosów Fortifying; Aroma Scrub z olejkiem pomarańczowym; pianka do czyszczenia tapicerki; worki na odpady budowlane; farby do włosów, pieluchy, podkłady do pielęgnacji obłożnie chorych, itd. Wymieniać można długo. Wszystkie te produkty łączy jedno – kraj pochodzenia: Rosja. Żeby jednak być sprawiedliwym, warto odnotować, że w Mere jest też sporo produktów z Ukrainy oraz z Polski.

- Czy macie mniej klientów w związku z bojkotem rosyjskich produktów? - zagajam kasjerkę.

- Może minimalnie, ale tu nigdy nie było zbyt dużego ruchu. Bojkotu też nie zauważyłam – odpowiada.

Mere jest bardzo specyficznym formatem sklepu. Nie ma tu warzyw, owoców, pieczywa; jest bardzo ograniczony wybór wędlin czy mrożonek. Próżno w tym hard dyskoncie nie tylko o szeroki wybór produktów, ale i o komfort podczas robienia zakupów.

Atuty Mere są dwa: cena i rzadko spotykane w innych sklepach wybrane produkty. Kawior czerwony imitowany z kremem 200 g kosztuje tu 4,10 zł, litrowy szampon 6,13 zł, a andżyka abchaska 350 g – 3,13 zł.

Po wizycie w tym rosyjskich dyskoncie w Polsce rodzi się pytanie, czy sklep w ogóle utrzyma się na rynku? Wiadomo, że marce Mere jest ciężko nie tylko nad Wisłą. "Lebensmittel Zeitung" informuje, że Mere planuje lada moment zamknąć swój jedyny sklep w Wielkiej Brytanii. W Hiszpanii też słychać o wycofaniu się sieci - wszystkie osiem działających na tym rynku sklepów ma być zamkniętych, i to zaledwie rok po debiucie. Trudności ma jedyny sklep sieci Mere w Belgii, a w Ukrainie – tamtejsza Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony nałożyła na nią restrykcyjne sankcje. Nie wiadomo jeszcze, co stanie się z sześcioma oddziałami Mere w Niemczech.

Jeżeli chodzi o nasz kraj to w internecie już pojawiły się głosy namawiające do rezygnacji zakupów w placówkach tej sieci. Obecnie Mere działają w Częstochowie, Ostrowcu Świętokrzyskim, Radomiu, Żyrardowie i w Jaworznie. Zobaczymy, czy przetrwają wojenną zawieruchę.

 

 

 

Katarzyna Pierzchała 5193 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.