BezMięsny: w branży wege idzie przełom [WYWIAD]

Zaczynali od manufaktury bezmięsnych wędlin. Po 6 latach są obecni w największych sieciach handlowych w Polsce i aplikacjach zakupowych. Rafał Czech i Igor Sadurski, współzałożyciele BezMięsnego, opowiadają nam, jak zdobywają rynki zagraniczne i dlaczego 2030 r. będzie przełomowy dla branży wege.

HE: Od jak dawna firma istnieje w branży? Jakimi sukcesami na rodzimym i zagranicznym rynku możecie się pochwalić? Jak podsumowaliby panowie miniony rok?

Igor Sadurski: Prywatnie jesteśmy kuzynami. A zawodowo spotkaliśmy się na portalu crowdfundingowym Pomagam.pl, gdzie razem pracowaliśmy. W tym czasie jednocześnie zaczęliśmy przechodzić na wegetarianizm i doszliśmy do wniosku, że oferta dla wegan i wegetarian w Polsce jest uboga, a za granicą takie firmy coraz częściej odnoszą sukcesy. Postanowiliśmy, że spróbujemy.

Firma istnieje od 2016 r. Zaczynaliśmy od akcji crowdfundingowej. To była tak naprawdę przedsprzedaż naszych produktów. Akcja pozwoliła nam zebrać pierwszy kapitał, ok. 160 tys. zł, i dała nam szansę sprawdzenia pomysłu. Oczywiście, sześć lat temu rynek alternatyw roślinnych wyglądał zupełnie inaczej, świadomość konsumentów też była inna.

Początkowo działaliśmy z naszą małą manufakturą tylko w sklepie internetowym, od niedawna przeszliśmy na model produkcji kontraktowej, tzn. mamy producenta, ale produkty są nasze. To nam pozwoliło rozszerzyć rynek zbytu, wejść z naszymi produktami znacznie szerzej.

W jakich sieciach handlowych BezMięsny jest dostępny, a do których zamierzacie dotrzeć? Jakie inne kanały dystrybucji chcecie rozwijać, np. aplikacje do robienia szybkich zakupów: Liska, Jokra, Glovo?

I.S.: Naszym największym sukcesem na rodzimym rynku jest wejście do liczących się sieci handlowych, co na początku istnienia BezMięsnego wydawało się czymś nierealnym. Jesteśmy obecni w Auchan, Carrefourze, Kauflandzie, Selgrosie, E.Leclercu, Farmie Zdrowia, Frisco i Netto. Nasz dział sprzedaży negocjuje umowy z dwiema dużymi sieciami handlowymi, ale i mniejszymi. Zamierzamy polski rynek spenetrować możliwie najgłębiej.

Ale szturmujemy też rynki zagraniczne: można nas znaleźć w Szwecji, Czechach, Słowenii, na Litwie, Węgrzech, w Wielkiej Brytanii. „Bezmięsny” za granicą byłby trudny do wypowiedzenia, więc tam funkcjonujemy pod brandem Plenty Reasons.

Na tych dużych, rozwiniętych bardziej niż polski rynkach alternatyw roślinnych przyjęliśmy strategię bycia dużą rybą w małym stawie. W Europie Zachodniej rynek jest bardziej nasycony, zdajemy sobie sprawę, jak dużą konkurencję tam mamy. Dlatego staramy się zdobywać i budować swoją pozycję na tych rynkach, które oferują mniej alternatyw roślinnych. Sukcesy eksportowe BezMięsnego mają więc mniejszą skalę niż w Polsce, ale chcielibyśmy to szybko nadrobić.

Jeśli chodzi o aplikacje do robienia szybkich zakupów, to jesteśmy obecnie w Jush Żabki i sprzedaż naszych produktów jest tu bardzo dobra. Od lutego planujemy wejść do Jokra. Chcemy rozwijać się w takich ultranowoczesnych kanałach dystrybucji, bo być może to przyszłość zakupów. Prowadzimy też rozmowy z innymi właścicielami aplikacji.

Jak inflacja wpłynęła i wpływa na ceny roślinnych produktów? Czy one też zdrożały? Jaka jest cena opakowania roślinnej szynki, wędliny, kaszanki, a jaka powinna być panów zdaniem. Co się na tę cenę składa?

Rafał Czech: Na cenę gotowego wyrobu roślinnego składają się np. koszt surowców, materiałów używanych do pakowania, etykiet, kuponów zbiorczych, koszty produkcji, logistyki, transportu. A inflacja? Wzrost kosztów materiałów, surowców dotyczy wszystkich. Wydaje nam się, że wszyscy będą zmuszeni do podniesienia cen. My próbujemy na razie to obejść różnego rodzaju optymalizacjami kontraktowanymi, czyli kupujemy materiały w większej ilości na dłuższy okres, i w ten sposób walczymy o utrzymanie dotychczasowych cen.

Wędliny wege mieszczą się w podobnym przedziale cenowym co średniej jakości wędliny mięsne – roślinne alternatywy są o kilka złotych droższe od mięsnych, np. kaszanka roślinna (25 dag) osiąga cenę ok. 10 zł, jest droższa niż mięsna. Te różnice w cenach wynikają z samej skali występowania roślinnych zamienników. Dla porównania w 2020 rynek wszystkich produktów wegańskich w Polsce wynosił 600 mln zł, rynek samych parówek mięsnych jest wart obecnie 1,7 mld zł – to dwa różne światy. Poza tym branża roślinna nie jest dotowana przez różne programy pomocowe państwa tak jak rolnictwo  – to walka na czysto rynkowych zasadach.

Ogólnie ceny mięsa i nabiału są w Polsce bardzo niskie względem tego asortymentu w krajach zachodnich, dlatego porównywanie dzisiaj cen mięsa i nabiału do cen roślinnych zamienników na rynku polskim nie ma sensu. Natomiast ten trend ulega zmianie, bo już w 2021 roku miały miejsce pierwsze podwyżki tradycyjnych wyrobów, wędliny wieprzowe zdrożały wtedy o 17%, w tym roku może to być jeszcze więcej. Wydaje mi się, że ceny alternatyw roślinnych nie zaczną jakoś drastycznie spadać. Natomiast nadal będą rosły ceny samego mięsa i wyrobów mięsnych, aż się zrównają z cenami asortymentu roślinnego. Ciężko mi prognozować, bo żyjemy w tak dynamicznych czasach, że nie wiemy, co się wydarzy.

Wprowadzenie Nowego Ładu wpłynęło/wpływa na kondycję panów firmy i w jaki sposób? I jak to jest w przypadku pandemii?

I.S.: Pierwsza fala pandemii stała się dla nas impulsem do rozwoju. Nasz sklep internetowy przeżywał oblężenie. Sieci się zatowarowywały, to był okres wielkiej niepewności, wszyscy wtedy zaopatrywali się w towar na zapas, nie wiedząc, kiedy będzie znowu dostępny. Obserwujemy, że zmniejsza się liczba osób w sklepach stacjonarnych, zwłaszcza podczas tych pików zachorowań w pandemii, a to szansa dla aplikacji zakupowych i e-commerce: Frisco, Barbora. Kiedy się zaczynała pandemia, mieliśmy plan awaryjny: stwierdziliśmy, że będziemy sprzedawać tylko w internecie, jeśli już naprawdę wszystko padnie, i będziemy mieli własny magazyn. Wydaje mi się, że już dziś ryzyka całkowitego lockdownu nie ma. Natomiast przeszliśmy dużo zmian podczas pandemii: upowszechniła się praca zdalna, pojawiło się wiele sanitarnych procedur. Na pewno prowadzenie firmy  w czasach pandemii to duże utrudnienie.

A Nowy Ład został wprowadzony w sposób średnio kontrolowany. Myślę, że wszystkich nas, przedsiębiorców, czekają zmiany, choćby w obliczeniach składki zdrowotnej pracowników (nasza firma zatrudnia 20 osób). Jesteśmy w przededniu wyliczeń za ten pierwszy pełny miesiąc trwania Nowego Ładu, więc ciężko mi powiedzieć, jak to wpłynie na naszą dalszą działalność...

Eksperci wieszczą, że podwyżka cen mięsa i nabiału może nasilić trend odchodzenia od nich na rzecz roślinnych alternatyw, a dieta roślinna przestanie być postrzegana jako ta znacznie droższa. Jak panowie jako producenci ustosunkują się do tej prognozy?

I.S.: 2030 r. ma być rokiem przełomowym, jeśli chodzi o skalę korzystania z roślinnych alternatyw i protein. Na konferencji organizowanej przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju poświęconej alternatywom roślinnym, w której poza mną brali udział prelegenci m.in. z USA, Skandynawii, Wielkiej Brytanii, Indii, wszyscy byli co do tego zgodni. Eksperci przewidują też, że średnio 20% rynku światowego (czyli jedna piąta) zostanie zastąpiona przez alternatywy protein zwierzęcych. A to już znacząca skala.

R.Cz.: Przykładem na to, że ten trend staje się bardzo silny, są Stany Zjednoczone, gdzie 15% rynku mleka stanowią mleka roślinne, a to w skali kraju, który ma ponad 300 mln mieszkańców, bardzo duża część.
Wydaje mi się, że dopiero za te 10 lat porównywanie cen produktów z protein odzwierzęcych i z protein roślinnych będzie miało znacznie większy sens niż teraz. Może to wynikać z rosnących cen mięsa. Ale nie jestem pewny, że będą taniały ceny surowców alternatyw roślinnych.

I.S.: Większość rządzących (może niekoniecznie naszym krajem) ma świadomość, że świat zbliża się do poważnych i nieodwracalnych zmian klimatycznych, a jedną z przyczyn jest hodowla zwierząt i produkcja protein odzwierzęcych. Dlatego myślę, że kraje UE będą coraz bardziej subsydiowały, wspierały taką działalność jak nasza, tak jak ma to miejsce obecnie w branży rolniczej. Te produkty  staną się bardziej dostępne. Nasz asortyment jest właśnie odpowiedzią na wyzwania dzisiejszych czasów.

Kto jest odbiorcą waszej oferty?

R.Cz.: Myślę, że grupa odbiorców jest dość płynna. Wynika to z faktu, ze coraz więcej osób jest zainteresowanych produktami wege, szukają nowości, sprawdzają, jak smakują. Po nasz asortyment często sięgają osoby na tradycyjnej diecie. Natomiast jest też stała grupa naszych konsumentów: to osoby na diecie wegańskiej i wegetariańskiej, fleksitarianie (reduktarianie). Przeważnie zakupu naszych produktów dokonują kobiety w większych miastach w przedziale wiekowym bardzo szerokim. Na pewno marka jest kierowana do pokolenia młodszego w wieku produkcyjnym, bo to oni z dziesięć lat będą dokonywali tych wyborów żywieniowych. I to oni najchętniej korzystają właśnie z aplikacji do robienia szybkich zakupów i mieszkają w dużych miastach.

Coraz więcej producentów roślinnych zamienników mięsa pojawia się na polskim rynku i prężnie działa: Roślinny Qurczak, It’s bean. Dołączają też wielkie firmy wędliniarskie ze swoimi wegańskimi markami: Tarczyński, Sokołów, Nestlé. Czym wyróżnia się na tle rosnącej konkurencji BezMięsny?

R.Cz.: My niezależnie od tego, czy są to wielkie firmy, czy lokalne, o podobnym formacie co my, wyróżniamy się sposobem komunikacji, budowaniem relacji z klientem (marka ma budzić pozytywne emocje) i unikalnymi produktami. Przede wszystkim tworzymy nie tyle zamienniki mięsa co jego alternatywy. Wyglądem mają przypominać swoje tradycyjne odpowiedniki, jednak dbamy o to, by były kilka poziomów wyżej niż mięsny asortyment. Na tle dostępnych na rynku alternatyw roślinnych nasze wędliny są bardzo aromatyczne, dobrze przyprawione. Większość asortymentu konkurującego z naszym ma płaski smak. Mamy świetnego technologa, który doskonale dobiera smaki, tworzy ich szerokie spektrum. Ciekawa jest też tekstura bezmięsnej szynki i boczku. Kabanosy mają odpowiednią ciągliwość. Pełnowartościowe białko w BezMięsnym pozyskujemy z pszenicy i grochu. Tworzymy też inne białka pochodne, z których korzystamy, np. białko teksturowane pszenicy.

Jakie produkty BezMięsnego cieszą się wśród klientów największą popularnością i dlaczego?

R.Cz.: Naszym królem jest bezmięsny boczek, bezmięsne boczki w kostce w marynatach, np. węgierskiej: z syropem klonowym, musztardą, natką pietruszki. Ogromną popularnością wśród klientów cieszy się szynka czosnkowa. Do naszego portfolio dołączyło Bezmięsne Salami, a jego rozwinięciem są kolejne dwa produkty, tj. Bezmięsna Suszona, Chrizo i Salami Picante. Natomiast mamy też całą linię bezmięsnych kabanosów, które naszym zdaniem są numer jeden na rynku polskim. Kaszanka BezMięsnego też zbiera pochwały.

Proszę opowiedzieć o planach na przyszłość w dziedzinie innowacji, nowości, rozwoju firmy?

I.S.: Chcielibyśmy wprowadzać coraz lepsze wędliny na nowych proteinach, które będą odzwierciedlały tradycyjne wędliny. To dział Rafała R&D w laboratorium głównie pracuje nad tym, żeby te produkty udoskonalać i wprowadzać na rynek.

R.Cz.: Teraz opracowujemy ofertę na 2022 rok – alteranatywy dla kiełbasek, shoarmy. O konkretach nie chcę jeszcze mówić, bo dopiero kończymy prace nad nimi. Te kiełbaski miały chyba z 40 różnych receptur, dobieraliśmy je starannie i mamy nadzieję, że będą smakować.

Przeczytaj także Qurczak chce zdobyć roślinne półki. Nie tylko w Polsce [WYWIAD]