Barbara Woźniak, Fermy Woźniak: przedsiębiorca jest skazany sam na siebie

Jak utrzymać produkcję i płynność finansową, gdy wzrost cen gazu wynosi aż 700% - pyta Barbara Woźniak, dyrektor sprzedaży przetwórni Eggs Product, prezes firmy Ovotek i pełnomocnik zarządu Ferm Drobiu Woźniak.

Polski przemysł spożywczy od dłuższego czasu boryka się z trudną sytuacją. Pandemia, zerwane łańcuchy dostaw czy problemy eksportowe, sprawiły, że w minionym roku wzrost cen odczuli klienci końcowi. Jednak wszystko wskazuje na to, że to nie koniec rosnącej drożyzny. O sytuacji polskich producentów mówi Barbara Woźniak, dyrektor sprzedaży przetwórni Eggs Product, prezes firmy Ovotek i pełnomocnik zarządu Ferm Drobiu Woźniak.

- Styczeń przywitał nas 700% podwyżką cen gazu, skorygowaną w połowie miesiąca do 500%. Te zmiany wywołają poważne konsekwencje. Szczególnie dramatycznie wygląda sytuacja w przetwórstwie jajecznym, gdzie do wytwarzania sproszkowanych jaj niezbędny jest gaz. Za nieudolną politykę energetyczną konsekwencje poniosą konsumenci, ponieważ producenci, aby opłacić wszystkie koszty będą zmuszeni podnieść ceny produktów – podkreśla Barbara Woźniak.

Jak tłumaczy, przetwórstwo jajeczne napędza szeroką gałąź produkcji żywności. Sproszkowane jaja wykorzystywane są w piekarnictwie, cukiernictwie, przy produkcji makaronów, majonezów i sosów, lodów czy na szeroką skalę w gastronomii. Tymczasem rosnące koszty produkcyjne oraz wejście w życie wyższych podatków związanych z Polskim Ładem powodują, że ceny towarów rosną. Rzutuje to także na eksport. Ze względu na sytuację wewnętrzną wymuszającą wzrost cen, polscy producenci stają się mniej konkurencyjni na rynkach globalnych, gdzie jednym z dużych graczy jest USA.

Dla eksporterów aktualna sytuacja to podwójny cios. - O ile w Polsce wszyscy jesteśmy w podobnej sytuacji i te koszty będą musiały być dostosowane, to przy eksporcie możemy stać się mniej atrakcyjni dla obecnych i przyszłych kupców. A nie zapominajmy, że 80% polskiej produkcji żywności to eksport. Prowadzenie biznesu w Polsce staje się niebezpieczne i nieprzewidywalne. Nie można niczego zaplanować, zrobić kalkulacji kosztów, bo dostawca gazu nie chce zawierać kontraktów. W związku z tym jesteśmy zmuszeni operować na bieżącym cenniku, który ulega ciągłym zmianom – zaznacza Barbara Woźniak.

Cios dla rynku pracy

Tak poważne zwiększenie kosztów operacyjnych polskich przedsiębiorców w krótkim czasie może przełożyć się na redukcję zatrudnienia. Wiele firm produkcyjnych znajduje się na terenach wiejskich, gdzie duży zakład pracy nierzadko zapewnia utrzymanie całym rodzinom. Jeśli znacznie ograniczy swoją działalność, a w sytuacji krytycznej ją zakończy, dojdzie do grupowych zwolnień załogi.

- Po raz kolejny widzimy, że przedsiębiorca jest skazany sam na siebie. Nas nie obowiązują ulgowe taryfy, tarcze czy zapomogi. Zaproponowana przez rząd 23% ulga na zakup gazu nie daje nic, skoro mówimy o wzrostach cen na poziomie 500%. Tak wysokie koszty prowadzenia działalności odbiją się w pierwszej kolejności na konsumentach, którzy będą zmuszeni płacić za podstawowy koszyk produktów znacznie więcej, niż do tej pory. Powszechna drożyzna stanie się jeszcze bardziej dotkliwa – mówi Barbara Woźniak.

I dodaje, że 0becna sytuacja to wzrost kosztów producentów, który w niedługim okresie poskutkuje wzrostem cen dla klienta końcowego oraz podnoszącym się poziomem inflacji. Błędne koło.