Małe szanse na podwyżki płac w handlu w 2022 r. [PROGNOZA]

Ekonomiści zapowiadają, że początek tego roku przyniesie wzrost wynagrodzeń o ok. 10%. Natomiast w drugim półroczu znacznie spadnie. Pracownicy domagają się wyższych pensji, aby ochronić się przed wysoką inflacją. Najtrudniej o podwyżkę będzie w handlu, gastronomii i turystyce.

W grudniu Biedronka ogłosiła, że od 1 stycznia 2022 r. podniesie miesięczne wynagrodzenia pracowników od 200 do 250 zł, zarówno w sklepach i centrach dystrybucyjnych. Ale w branży handlowej to wyjątek. Tymczasem z badań wynika, że ponad połowa pracowników w Polsce (bez względu na branżę) zgłasza żądania płacowe, aby ochronić się przed wysoką inflacją. Jest to uzasadnione, zwłaszcza jeśli wynosi ona 8%, co jest porównywalne do utraty jednej pensji.

Niektóre firmy już w 2021 r. zdecydowały się na 10-proc. podwyżki. Natomiast w wielu nowych kontraktach pojawiają się klauzule inflacyjne, dlatego dochodzi również do zwiększenia rotacji pracowników, wyjaśnia prof. Paweł Wojciechowski, były minister finansów.

Presja płacowa narasta

Pod koniec ubiegłego roku mieliśmy do czynienia z presją płacową. Ona na pewno będzie w miejscach i branżach, gdzie jest najniższa stopa bezrobocia. Ekonomista Marek Zuber prognozuje, że początkowo prawdopodobnie nastąpi wzrost wynagrodzeń podobny do tego z końca 2021 roku, tj. w okolicach 10%. Natomiast w drugim półroczu będzie on już dużo mniejszy. Zdaniem eksperta wzrost gospodarczy nie osiągnie 4,6%, co jest zakładane w budżecie przez rząd. I to właśnie spowolni ww. proces na rynku pracy.

– Inflacja wymknęła się spod kontroli, ponieważ NBP spóźnił się z reakcją. Już teraz mamy spiralę cenowo-płacową. Do pracowników dotarło, że to, co się dzieje, nie jest chwilowe i spowodowane np. słabym urodzajem warzyw czy wyjątkowym wzrostem cen ropy naftowej po awarii jednej z dużych instalacji – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji "Lewiatan".

Jak zaznacza prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, jeżeli w sektorze usług nie pojawią się nowe obostrzenia i zacznie on stopniowo wracać do normalnej działalności, to automatycznie pojawi się problem wzrostu wynagrodzeń. I to przynajmniej na poziomie zbliżonym do inflacji. A ona, zdaniem eksperta, wzrośnie w styczniu i lutym. Wydaje się więc, że presja płacowa będzie narastać.

– Od początku 2022 roku obowiązuje wyższy, urzędowo wyznaczany, poziom płacy minimalnej, a to działa na rzecz podwyższania także pozostałych wynagrodzeń. Na pewno będzie presja płacowa w tych ośrodkach i branżach, gdzie są największe trudności z pozyskiwaniem pracowników, czyli tam, gdzie jest najniższa stopa bezrobocia albo nie ma go wcale. W takiej sytuacji pracodawcy, chcąc pozyskać pracowników, muszą im oferować dostatecznie korzystne warunki płacowe. Jednak sama wyższa pensja niekoniecznie musi być rozstrzygającym czynnikiem. Istotny jest całokształt warunków pracy – mówi prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Podwyżka pensji dla wybranych

Prof. Mączyńska zwraca uwagę na branże, które pod koniec 2021 r. dokonały sporych podwyżek wynagrodzeń. Zrobiły to pod wpływem sytuacji na rynku, ale tym samym obecnie mają mniejszy potencjał, mniejszą przestrzeń do dalszego podnoszenia płac. Ekspert PTE podkreśla, że jeżeli np. informatyk uzyskał 10-20% lub więcej podwyżki wynagrodzenia, to dla takiej osoby obecna inflacja nie jest szczególnie dotkliwa. Ona dotyka przede wszystkim osoby najuboższe, mało wykwalifikowane, a także te, które mają bardzo ograniczone możliwości zmiany pracy czy wywarcia presji płacowej na pracodawcy.

– Z informacji, które do nas docierają, wynika, że mniej więcej dwie trzecie pracodawców liczy się z podwyżkami. I prawdopodobnie najczęściej wynagrodzenia zostaną zwiększone w stopniu zbliżonym do inflacji. Dzisiaj sięgnęła ona już 8%, a średnioroczna to 5%. W naszych głowach zakotwicza się pierwsza z tych wartości, bo myśli się o obecnej sytuacji, a nie o tym, co było jakiś czas temu. Natomiast co trzecia firma nie ma środków na wyższe płace. Moim zdaniem, kilka, maksymalnie kilkanaście procent pracowników, mających najbardziej poszukiwane na rynku kwalifikacje, może liczyć na podwyżki wyraźnie wyższe od inflacji – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Jak twierdzi prof. Gomułka, podwyżka płac powinna być większa od inflacji, ale mniejsza od inflacji połączonej ze wzrostem wydajności pracy. Jeżeli wynagrodzenia rosną zbyt szybko, to obroną ze strony przedsiębiorców może być tylko podnoszenie cen. Ekspert BCC zaznacza, że obecnie jesteśmy w chwili dużego odbicia gospodarczego. Ponadto rząd oczekuje dużego wzrostu PKB w 2022 r. Powstała więc sytuacja, w której będziemy obserwować nie tylko wysoką inflację, ale także wzrost płac mniej więcej taki jak inflacja, może wyższy.

Zdaniem prof. Wojciechowskiego najtrudniej o podwyżki będzie w sektorach operujących na niskich marżach np. w handlu, a także tych, które przeżywają trudności związane z pandemią, m.in. w turystyce czy gastronomii.

Źródło: MondayNews

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.