Jaja z wolnego wybiegu: problemy z pozwoleniem, opór społeczny

Fermy Drobiu Woźniak starały się o pozwolenie na otwarcie swojego pierwszego wolnego wybiegu dla kur ponad dwa lata. Wszystko przez opór społeczny - mieszkańcy terenów na których zlokalizowane są fermy obawiają się m.in. odoru.

- Nasze doświadczenie pokazuje, że jest spora różnica między deklaracjami konsumentów (w temacie chowu kur, ekologii etc.), a rzeczywistością - mówi Barbara Woźniak (na zdjęciu), prezes firmy Ovotek i pełnomocnik zarządu Ferm Drobiu Woźniak, właściciela marki Zdrovo.

Od lat toczy się dyskusja na temat dobrostanu kur znoszących jaja w hodowlach przemysłowych. W ostatnim roku, za sprawą zapowiedzianego przez Unię Europejską końca ery klatkowej do 2027 r., przybrała ona na sile. W praktyce jednak uzyskanie pozwolenia przez producenta jaj na zmianę hodowli okazuje się bardzo długim i trudnym procesem.

Ale po kolei. Jaja pochodzące z chowu wolnowybiegowego oznaczane są numerem 1. Kury te mieszkają w kurnikach i mają dostęp do wybiegu na świeżym powietrzu. Mają możliwość grzebania w ziemi, czy biegania. W kurniku musi znajdować się odpowiednia ilość słomy, którą powinna być pokryta co najmniej 1/3 powierzchni podłogi. Na 1 metr kwadratowy nie może przypadać więcej niż 9 kur, a na każdą z nich powinny przypadać 4 metry wybiegu.

W Polsce obecnie chów wolnowybiegowy to niecałe 4% produkcji jaj.

Jedną z firm, która wprowadziła tę formę chowu alternatywnego są Fermy Drobiu Woźniak. - Od ponad ośmiu lat stale modernizujemy naszą architekturę wytwórczą i wdrażamy chów alternatywny, jednak proces związany z jego wdrażaniem obarczony jest trudnościami zarówno ze strony urzędów, jak i czynnikami społecznymi. Nasze doświadczenie pokazuje, że jest spora różnica między deklaracjami konsumentów (w temacie chowu kur, ekologii etc.), a rzeczywistością. Na naszej drodze do wolnego wybiegu spotkaliśmy się z wieloma przeszkodami, które nie wybrzmiewają w społecznej dyskusji – mówi Barbara Woźniak, prezes firmy Ovotek i pełnomocnik zarządu Ferm Drobiu Woźniak, właściciela marki Zdrovo.

Fermy Drobiu Woźniak starały się o pozwolenie na otwarcie swojego pierwszego wolnego wybiegu ponad dwa lata (od 2019 r.). - To bardzo długi okres, który skutecznie hamuje inwestycje i powoduje, że proces zmian zachodzi w Polsce bardzo wolno i to nie z winy producentów. Nasz wybieg ma doskonałą lokalizację, która w żaden sposób nie przeszkadza w funkcjonowaniu lokalnej społeczności, gdyż ferma oddalona jest od pierwszych zabudowań, okolona lasem i polem, a mimo to przez protesty okolicznych mieszkańców tak długo czekaliśmy na pozwolenie – wyjaśnia Barbara Woźniak.

Mieszkańcy terenów na których zlokalizowana jest produkcja jaj obawiają się degradacji terenów zielonych przez kury, nadmiernego wykorzystywania zasobów naturalnych czy odoru. - Na konsultacjach społecznych, tłumaczymy i rozwiewamy wątpliwości, jednak nierzadko nastawienie jest bardzo negatywne, a protesty powodują, że inwestycje znacząco się opóźniają - przyznaje Barbara Woźniak.

I dodaje, że konsument opowiada się za chowami alternatywnymi w szeregu raportów, jednak kiedy dochodzi do faktycznych działań – decyzje najczęściej są na "nie".

Jak pokazują ostatnie dane Krajowej Izby Drobiu i Pasz udział jaj klatkowych w produkcji jaj ogółem wyniósł w Polsce, w 2020 r., 81,1%. Co oznacza, że w ciągu 10 lat zmalał jedynie o 9,4 punktów procentowych. O tyle samo wzrósł udział produkcji alternatywnej, z 9,5% w roku 2010 do 18,9% w 2020.

Na początku grudnia br. sieć Makro ogłosiła, że już na początku 2022 r. całkowicie wycofa się ze sprzedaży jaj pochodzących z chowu klatkowego. To o trzy lata wcześniej niż pierwotnie zakładano w deklaracji z 2017 r.

Pełną listę działających w Polsce firm, które wycofują jaja pochodzenia klatkowego, można zobaczyć na stronie www.politykadobrostanu.pl.