Marcin Łojewski, Kaufland: z niedzieli na niedzielę obrót jest większy

Dlaczego opłaca się uruchamiać markety w niehandlowe niedziele, o wejściu (bądź nie) w nowe formaty sklepów i lokalizacje oraz o konflikcie z UOKiK-iem mówi w rozmowie z HandelExtra.pl Marcin Łojewski, członek zarządu Kaufland Polska.

HandelExtra.pl: W ostatnich tygodniach / miesiącach w niehandlowe niedziele otworzyły się wszystkie duże sieci handlowe, w tym Kaufland. Po posiedzeniu Sejmu 14 października wiadomo, że znów się to zmieni, bo przepisy zostały uszczelnione. Opłacało się więc te sklepy otwierać, skoro za kilka miesięcy znów będzie trzeba je zamknąć?

Marcin Łojewski (na zdjęciu), członek zarządu Kaufland Polska:

Jeśli sklepy konkurencji są otwarte, to tak. Nie jesteśmy pierwszą dużą siecią, która zdecydowała się na taki krok. W sytuacji, kiedy robi to konkurencja, nie mamy wyjścia. Klient, wbrew pozorom, nie jest dziś szczególnie lojalny. Jeśli widzi, że jeden duży market jest czynny w niedziele, a drugi nie, zrobi zakupy w tym pierwszym. I to na cały tydzień.

Obecnie w niehandlowe niedziele otwarte są wszystkie sklepy Kaufland poza jednym w Zielonej Górze. Od początku tak było?

Nie. Zaczęliśmy od uruchomienia ok. 30 marketów (z 228 wszystkich). Wcześniej rozmawialiśmy o tym z załogą, gdyż zależy nam na dialogu z pracownikami, a nie stawianiu ich przed faktem dokonanym.

Jest pan zaskoczony decyzją o uszczelnieniu przepisów o handlu w niedziele?

Raczej nie. Od początku byliśmy na taką opcję przygotowani.

Luka w prawie, która pozwalała stawiać za ladą pracowników sklepów w każdą niedzielę, jeśli te mają status placówki pocztowej, istniała od początku wejścia w życie ustawy o zakazie handlu w niedziele, czyli od marca 2018 r. Tymczasem od razu wykorzystała ją tylko Żabka. Dlaczego duże sieci handlowe czekały z tym ponad trzy lata? 

Zdecydowało o tym wiele czynników. Bez wątpienia jednak czekaliśmy na decyzje administracji państwowej, czy rzeczywiście, uzyskując status placówki pocztowej, można powierzać w niehandlowe niedziele wykonywanie pracy pracownikom, a nie tylko najbliższej rodzinie. Po latach okazało się, że taka interpretacja przepisów jest dla polskich sądów akceptowalna. Do tego doszła pandemia, która, jak wiadomo, zmniejszyła częstotliwość zakupów konsumentów. Splot tych wszystkich czynników sprawił, że sieci na masową skalę zaczęły podejmować decyzje o otwieraniu swoich placówek w niedziele niehandlowe.

Chciałbym jednak podkreślić, że my jako Kaufland jesteśmy za tym, żeby przepisy w Polsce formułowano w taki sposób, aby dla wszystkich uczestników rynku były jasne i takie same.

A jak jest z obrotem w niedziele?

Z niedzieli na niedzielę jest coraz większy i widać, że z każdym tygodniem klienci coraz bardziej przyzwyczajają się do możliwości zrobienia zakupów w tym dniu. Im chłodniejsza aura, tym z założenia klientów jest więcej.

Auchan czy Carrefour, które, podobnie jak Kaufland, zbudowały swoją markę na hipermarketach, od lat inwestują również w mniejsze formaty sklepów. Kaufland – nie. Czy to się zmieni?

Średnia powierzchnia sprzedaży sklepów Kaufland wynosi 2700 mkw. Największe placówki mają ok. 4000 mkw., a najmniejsze ok. 2000 mkw. Nie są to więc typowe hipermarkety. Powiedziałbym, że nasze sklepy sytuują się pomiędzy dyskontem a hipermarketem. Średnio w asortymencie mamy od 15 do 20 tys. artykułów. W dyskontach jest to kilka tysięcy, a w klasycznych hipermarketach – nawet kilkadziesiąt tysięcy. Mamy więc swoją strategię, której trzymamy się od 20 lat i którą dopasowujemy do uwarunkowań lokalnych, choć rzeczywiście trzymamy się jednego wyznaczonego kierunku. Stawiamy przede wszystkim na świeżość, duży wybór i wygodę zakupów. To się sprawdza i nie szukamy innych konceptów.

Ale w e-commerce zdecydowaliście się zaistnieć.

W tym przypadku pandemia przyspieszyła ten proces. Mamy więc opcję click & collect, współpracujemy też z Everli.

Czy obie te usługi dostępne są we wszystkich marketach sieci Kaufland?

Nie ma takiej potrzeby. W małych miejscowościach tego typu rozwiązania nie zdają egzaminu. Musi być potrzeba na takie usługi i mowa tu głównie o dużych miastach.

Skoro mówimy o wielkomiejskim kliencie. Produkty eko, wege, roślinne. Czy to również oferta przede wszystkim dla nich?

Te trendy zakupowe dochodzą akurat do głosu niemal w każdej lokalizacji. I to zapewne również efekt pandemii. Sprzedaż produktów ekologicznych i roślinnych rośnie, ponieważ konsumenci chcą jeść zdrowiej, lepiej, świadomiej.

Wspomniał pan o wygodzie zakupów. W ilu marketach sieci Kaufland dostępne są kasy samoobsługowe?

W 130 i w każdym nowo powstałym oraz w każdym modernizowanym sklepie. Pandemia przyspieszyła również ten proces. Klienci chętniej zaczęli obsługiwać się sami w obawie o swoje bezpieczeństwo, a później po prostu do tego rozwiązania przywykli.

Czy większa liczba takich kas to także większa liczba kradzieży?

To przypadki incydentalne. Z perspektywy liczby klientów, których mamy, jest to naprawdę promil.

Myślicie państwo o stworzeniu aplikacji mobilnej dla klientów sieci Kaufland?

Nie. Mamy bardzo ceniony przez klientów program lojalnościowy Payback, dostępny także w aplikacji mobilnej. Zasady są bardzo proste: 100 punktów Payback to równowartość złotówki. Zebrane punkty klient może wymienić na zakupy w naszych sklepach i w ten sposób obniżyć wartość rachunku. W ramach programu Payback można również otrzymać dodatkowe punkty za zakup określonych produktów lub niższą cenę zakupu poszczególnych artykułów.

Jest 228 marketów Kaufland, a ile będzie?

W 2020 r. mieliśmy dziesięć otwarć, w 2021 – na razie trzy, ale kolejne są planowane. O nową atrakcyjną lokalizację obecnie się po prostu walczy. Na pewno przed nami ekspansja i jeszcze raz ekspansja.

I na koniec UOKiK kontra Kaufland. Urząd zarzuca spółce Kaufland wykorzystywanie swojej przewagi konkurencyjnych wobec m.in. dostawców. Ma rację?

Naszym zdaniem ocena UOKiK nie uwzględnia tego, w jaki sposób w praktyce funkcjonuje rynek handlowy i jak wyglądają negocjacje między sieciami a dostawcami. Za każdym razem konieczna jest tu zgoda jednej, jak i drugiej strony. O żadnym wymuszaniu nie ma więc mowy.

A co, jeśli to właśnie ta druga strona jest autorem skargi na Kaufland?

Oczywiście, taka sytuacja mogła mieć miejsce. Podam jednak przykład – UOKiK kwestionuje między innymi fakt, że w styczniu nie mamy jeszcze podpisanych wszystkich umów z dostawcami na kolejny rok. Jednak w biznesowej praktyce nie zawsze uda się tego dokonać. Kaufland ma ok. 1600 dostawców, a proces negocjacyjny z każdym z nich może się opóźnić z różnych względów, w tym czysto losowych – takich jak na przykład choroba, urlop.

Czy władze Urzędu są otwarte na dialog z wami?

Tego nie wiemy, ponieważ jesteśmy dopiero na początku postępowania. Z naszej strony jesteśmy otwarci na przekazanie stanowiska i argumentów. A mamy ich sporo. Nawet jeśli jakiś dostawca poczuł się pokrzywdzony, jesteśmy w stanie to wyjaśnić. Warto podkreślić, że ustawa o przewadze kontraktowej nie operuje w wielu miejscach jednoznacznymi określeniami. To, jak UOKiK interpretuje określone zachowania biznesowe stron, dowiedzieliśmy się dopiero z lektury raportu o polityce rabatowej, który ukazał się w kwietniu tego roku.

Ilu z 1600 dostawców Kauflandu to polskie firmy?

Na pewno większość. Należy jednak rozróżnić dostawców non-food, w tym przypadku więcej jest firm zagranicznych, od dostawców żywnościowych – tu niemal 90% stanowią podmioty krajowe. Wśród nich są lokalni dostawcy – ok. 400 – czyli tacy, którzy dostarczają produkty do wybranych marketów. Są to małe mleczarnie, piekarze, rzeźnicy.

Dziękuję za rozmowę, Ilona Mrozowska

 

 

Ilona Mrozowska 4378 Artykuły

W „Handlu” od 2005 r. Blisko tematyki przemysłowej i producenckiej. Właścicielka białej kulki, czyli szynszyli o imieniu Tula.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.