Chef na Kołach: od fine diningu do food trucka

Mateusz Sokołowski, szef kuchni z wieloletnim stażem, postanowił otworzyć food trucka 40 minut od Grudziądza. Wraz z narzeczoną smaży w Chefie na Kołach naprawdę nietypowe burgery.

Zdjęcie: archiwum prywatne
Zdjęcie: archiwum prywatne
Wychował się we Włoszech, pracował w Toruniu, Warszawie, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Szwecji oraz na Sycylii. Ma za sobą doświadczenie w restauracjach typu fine dining, także tych z najwyższej, „gwiazdkowej”  półki.
– Kocham to, co robię. Kocham gotować i będę to robił całe życie – mówi Mateusz Sokołowski.
Jak twierdzi, wolałby serowować jedzenie na talerzach niż do jednorazowych pojemników, ale „biznes to biznes”.
– Na koniec miesiąca nie liczy się liczba gwiazdek tylko pensja, która wpływa na konto – wyjaśnia.
Pewnego dnia ta pensja przestała być wypłacana. Jak wielu innych kucharzy, właściciel Chefa na Kołach stracił zatrudnienie w okresie pandemii. Zamiast czekać na pojawienie się oferty z pracą marzeń, wziął sprawy w swoje ręce.
– Pracowałem jako szef kuchni w hotelu w Toruniu. Dopracowywaliśmy wszystko powoli, dobrze szło, ale przyszła pandemia i niestety, trzeba się było pożegnać. Nie mogłem czekać, bo trzeba było za coś żyć. Wyjechać nie mogłem, bo wszystko było pozamykane – opowiada Sokołowski.

To mi płynie w żyłach
Szef kuchni z Torunia przyznaje, że marzył kiedyś o własnej przyczepie gastronomicznej, choć pandemia przyspieszyła nieco decyzję o otwarciu własnego biznesu. Czy zatem myśli on o powrocie do gastronomii pełnej elegancji i minimalizmu?
– Nie po to pracowałem w gwiazdkowych restauracjach, łamałem sobie kręgosłup, żeby siedzieć teraz w przyczepie gastronomicznej. Choć jest to bardzo fajny projekt, który dobrze się przyjął, a klienci są zadowoleni. Nie jest to jednak coś, co chciałbym robić całe życie. Moim marzeniem jest fajna restauracja fine diningowa. To mi płynie w żyłach – mówi właściciel Chefa na Kołach, ale jednocześnie zastrzega, że to nie oznacza, że food truck nie będzie się rozwijać.

Po co rozpłaszczać burgery?
Już dziś menu jadłowozu z Wąbrzeźna może robić wrażenie, mimo że fine dinningowych dań w nim nie znajdziemy. Są za to wołowe burgery w kilku wydaniach, burger z kurczaka oraz wegetariański, frytki, nachosy, chrupiące i ciągnące się ciastka, mleczne szejki, samodzielnie wypiekane bułki oraz lemoniada z czarnego bzu z dodatkiem truskawek i mięty.
Serwowane przez food truck kanapki to, zyskujące coraz większą popularność także w Polsce, tzw. smash burgery. Wyroznia je to, że kotlet rozbijany jest na grillu niemal całkowicie na płasko. „Rozpłaszczając” mięso sprawiamy, że większa jego powierzchnia styka się z grillem i dzięki temu burger przypieka się na większej powierzchni. Za smak tych podpieczonych fragmentów odpowiada reakcja Millarda, która zachodzi między białkami i cukrami. Odpowiednio wysmażony burger będzie soczysty w środku, nawet jeśli jego wierzchnia warstwa wyraźnie się przypiecze.

Zdjęcie: archiwum prywatne
Zdjęcie: archiwum prywatne


Będę mógł spać godzinę dłużej
Mateusz Sokołowski nie wyklucza, że ze swoim food truckiem pojawi się na zlotach czy festiwalach, ale narazie nie chce zostawić klientów, którzy odwiedzają go regularnie. W planach ma także serwowanie śniadań, o ile czas na to pozwoli, a także steków przygotowanych na japońskim grillu konro.
Gdy kończymy naszą rozmowę właściciel Chefa na Kołach ma już zaplanowaną wizytę w piekarni.
– Jadę piec bułki. Wczoraj wróciłem o wpół do trzeciej do domu. Zanim ciasto wyrosło, wyrobiłem, to trochę czasu minęło. Myślę, że jeszcze dwa tygodnie i mi to “wejdzie w ręce”, będzie szło szybciej. Wtedy będę mógł spać godzinę dłużej, mam nadzieję – śmieje się Sokołowski.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.