JOKR szuka dostawców i kolejnych miast [WYWIAD]

Chcemy być przedłużeniem lodówki - deklaruje firma. Jesienią będzie działać w całej stolicy, a potem wchodzić do kolejnych miast. Na razie w 100 dni otworzyła... 100 hubów na świecie.

HandelExtra: Skąd JOKR czerpie doświadczenie, budując pozycję na polskim rynku?

JAKUB JURKOWSKI, Commercial Director CEE w JOKR: JOKR to międzynarodowa platforma quick commerce finansowana przez największe, globalne fundusze inwestycyjne. Uwierzyli oni, że to kolejny krok w ewolucji e-commerce, a także w nasz model biznesowy i w końcu wiedzę i umiejętności ludzi, którzy założyli firmę. Wśród naszych założycieli są osoby z całego świata, odpowiedzialne wcześniej za globalny sukces takich firm jak Foodpanda czy Delivery Hero.

Według jakiego klucza JOKR dobiera dostawców?

Jesteśmy otwarci zarówno na dużych dostawców, jak i tych lokalnych, którzy są bardzo istotni dla obranej przez nas strategii. Naszym celem jest zbudowanie najlepszego i najpełniejszego asortymentu na rynku, który klient będzie miał na wyciągnięcie ręki - czyli w 15 minut. Intensywnie go rozwijamy - pod koniec czerwca wynosił on ok. 400 produktów, obecnie jest to już 900 pozycji, a w połowie sierpnia będziemy mogli zaoferować klientom ok. 1 300 produktów.

Co konsument musi zrobić, aby skorzystać z oferty JOKR?

W sumie - bardzo niewiele. Przede wszystkim trzeba zainstalować aplikację, która dostępna jest zarówno na telefony z systemem Android, jak i iOS, a potem założyć konto. Jeśli tylko będziemy znajdować się w zasięgu naszego funkcjonowania można już zamawiać. W tym momencie w Warszawie JOKR ma już 11 mikro magazynów, a wkrótce wystartują kolejne. Obecnie oferujemy dostawę na terenie 10 warszawskich dzielnic: Woli, Bielan, Wilanowa, Służewca, Śródmieścia, Ursynowa, Mokotowa, Gocławia, Grochowa i Pragi Południe. W najbliższych tygodniach usługi będą uruchamiane w kolejnych rejonach stolicy. Do końca września chcemy dostarczać już w większości warszawskich dzielnic.

Ile osób zatrudniacie?

W samym biurze ponad 30. Natomiast pracowników magazynów oraz kurierów jest kilkadziesiąt osób. Ich dokładna liczba jest zmienna i uzależniona od natężenia zamówień – a one rosną z tygodnia na tydzień, dlatego liczba ta stale się zmienia.

Rynek dowozu zakupów pod drzwi w Polsce robi się bardzo konkurencyjny. Czym w takim razie JOKR chce przyciągnąć do siebie klientów i co go odróżnia od innych dostawców?

W handlu tradycyjnym mamy różne kanały dystrybucji - są dyskonty, supermarkety, sklepy convenience. Wszystkie różnią się między sobą ofertą i pozycjonowaniem cenowym. Tak samo jest w świecie e-commerce - mamy różnych graczy. E-commerce w Warszawie do tej pory oferował dostawy najwcześniej w dwie godziny od złożenia zamówienia, a w przypadku dużych supermarketów online standardem był to nawet następny dzień. To, co nas wyróżnia, to dowóz w 15 minut. Nie mamy też minimalnej wartości zamówienia i opłaty za dostawę. Oferujemy konkurencyjne ceny i stale rosnący asortyment, który dodatkowo jest analizowany i dostosowywany pod kątem poszczególnych hubów. 

Istotne jest także to, że budujemy ofertę bazując nie tylko na produktach, ale na całych kategoriach. Chcemy być takim sklepem do którego nie tylko idzie się wtedy, gdy czegoś brakuje, lecz zarządzać pewnymi tematami, takimi jak np. śniadania. Naszym celem jest stanie się pierwszym wyborem dla klientów - przedłużeniem ich lodówki.

A jeśli wygaśnięcie pandemii będzie wiązało się z powrotem Polaków do stacjonarnych zakupów?

Zarówno doświadczenia nasze, jak i z innych rynków pokazują, że trend przechodzenia ludzi do e-commerce i bez pandemii byłby wzrostowy, a sytuacja związana z lockdownem i dystansowaniem społecznym tylko go przyspieszyła - i dotyczy to wszystkich grup wiekowych konsumentów Widać to wyraźnie w obszarze zakupów online żywności. Jak już wspomniałem JOKR nie dostarcza zakupów następnego dnia, a w 15 minut i tu widzimy swoją szansę. Dlaczego klient miałby z tego rezygnować? Takiej oferty na rynku do tej pory nie było.

Ale teraz w dostawę żywności kupionej online wchodzą tacy giganci, jak InPost, który uruchomił aplikację InPost Fresh.

Z tego co się orientuję, InPost oferuje dostawę minimalnie w 2-3 godziny od zakupu (a częściej właściwie na kolejny dzień). Dlatego sądzę, że chce raczej konkurować z supermarketami online, nie z firmami takimi jak JOKR. Cieszy nas jednak fakt, że na rynek wchodzą nowi gracze. Każdy z nich na swój sposób edukuje konsumenta, a zrozumienie idei sotjącej za szybkimi, wygodnymi zakupami z dostawą pod drzwi jest kluczowe.

Kiedy JOKR wyjdzie poza rynek warszawski?

Na razie skupiamy się na rozwoju w stolicy. Zakładamy, że w październiku JOKR będzie działał w całej Warszawie. W następnej kolejności będziemy rozważać wejście do innych miast, takich jak Kraków, Wrocław, Poznań czy Trójmiasto. Analizujemy otoczenie konkurencyjne w poszczególnych miastach,  a także to, czy sama infrastruktura miasta pozwala na szybkie dostawy w modelu, który budujemy. Przypominam, że JOKR to bardzo młoda firma, która jednak rozwija się niesamowicie szybko i dynamicznie. W 100 dni na świecie otworzyliśmy 100 hubów. A to dopiero początek. Teraz przyszedł czas na to, aby dodatkowo skoncentrować się na asortymencie, doświadczeniach klienta, a przede wszystkim - wyciągać wnioski, bo do tej pory w Polsce nikt na taką skalę nie prowadził podobnej działalności.

Niedawno został pan nowym Commercial Directorem CEE w JOKR. Najpilniejsze wyzwania to?

Priorytetem jest zbudowanie zespołu, który zapewni fantastyczną selekcję produktów w dobrych cenach z dowozem w 15 minut. W tym celu chcemy zatrudnić najlepszych specjalistów i ekspertów.

Gdzie widzi pan JOKR za dwa, trzy lata?

Chciałbym, aby JOKR i dostawy w 15 minut były stałym elementem życia mieszkańca każdego dużego miasta, zarówno w Polsce, jak i w regionie. Aby to się zadziało musimy zmienić myślenie konsumenta o tym, w jaki sposób robimy zakupy. Czyli rzeczywiście jeżeli jestem w domu i czegoś mi zabraknie to wtedy sięgam po aplikację i zamawiam te produkty, które w 15 minut są pod moimi drzwiami. Co ważne wierzę, że to będzie dotyczyć nie tylko artykułów spożywczych, ale praktycznie wszystkich kategorii produktów.

Jak Pana zdaniem za kilka lat w ogóle będzie wyglądał rynek e-commerce?

Spodziewam się dużego wysypu firm zarówno w takim klasycznym rozumieniu e-commerce, czyli spożywczych i nie tylko.Dziś mamy wielu graczy, lecz w perspektywie 2-3 lat zostaną tylko Ci najsilniejsi. Oprócz nich na rynku będą też nisze okupowane przez mniejsze lub większe organizacje. Nie wykluczam akwizycji oraz zniknięcia z rynku niektórych firm. Zapewne pojawi się też wiele nowych podmiotów.

Joanna Hamdan 12721 Artykuły

Z redakcją „Handlu” związana od 1996 r. Na rynku FMCG nie umknie jej żadna nowość produktowa, kampania reklamowa ani akcja promocyjna. Pasjonatka podróży stopem.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.