Mere jest dla mnie zagadką [FELIETON]

Litrowe mydło w płynie za 2,52 zł, karma dla psa 1250 g za 3,25 zł czy kilogram makaronu za 2,91 zł - ceny rzeczywiście są atrakcyjne. Ale czy to wystarczy, aby przekonać do siebie klienta? Odwiedzając radomski sklep Mere mam wątpliwości.

Sklep działa od lutego br. w budynku Park Łucznik przy ulicy Młodzianowskiej, czyli w strefie przemysłowej po Zakładach Metalowych Łucznik w Radomiu. Aby do niego trafić, trzeba się trochę naszukać – najpierw wśród zabudowań fabryki i nowszych, które niedawno tu powstały, a potem już w samym Parku Łucznik. Naklejki na podłodze i drogowskazy w końcu doprowadzają mnie do Mere. Najpierw trzeba pokonać kilka schodów i już można wejść na halę, która w pierwszej chwili przywodzi na myśl raczej sklep tekstylny, a nie spożywczy.

Ogólne odczucie: Mere zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Na dzień dobry przywitała mnie wspomniana ekspozycja tekstylna – bielizna, skarpety, piżamy (w koszach i wiszące na drążku) oraz dywany (na regałach). Po nich obejrzałam ograniczony wybór plastikowych zabawek do piasku a następnie karmy dla zwierząt i artykułów kosmetyczno-chemicznych.

Na końcu drogi klienta są produkty spożywcze (zdecydowana przewaga w asortymencie) oraz ekspozycja wód i napojów. Jest też alkohol, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Jednak próżno szukać tu markowych trunków – do wyboru są głównie trunki winopodobne rodem z krajów bloku wschodniego czy wódka czysta.

Sieć Mere oszczędza na opakowaniach jednostkowych, co oznacza, że większość towarów jest tu w dużych paczkach czy pojemnościach, a sprzedaż odbywa się w głównej mierze z palet. Tylko nieliczne produkty znajdują swoje miejsce na regałach przyściennych.

Kolejne moje zaskoczenie: wydzielona chłodnia. Pierwsza myśl, gdy do niej wchodziłam, to rozmyślanie, czy będzie tak samo jak w Selgrosie, który w w swoich halach ma chłodnie - osobno na owoce-warzywa, nabiał, mięso/wędliny. Tu tak nie jest. Wszystkie produkty wymagające chłodzenia znalazły się w jednym małym pomieszczeniu. A na regałach-druciakach ledwie garstka towaru. Puste półki kłuły w oczy.

Jest to przeciwieństwo części niechłodniczej, gdzie towar wprost wylewa się z kartonów i palet i tylko patrzeć, kiedy się przewróci (tak jest go dużo, a ekspozycja nie sprawia wrażenia stabilnej).

W ofercie dominują marki własne sieci. Na plus można jej zaliczyć sprzedaż litewskich wyrobów, np. ciastek z ciecierzycy. Kolejny plus: możliwość płatności kartą (choć terminal „szwankuje”).

W sklepie byłam w sobotę, czyli w dzień, kiedy handel notuje największe obroty. Podczas mojej wizyty odwiedziło go zaledwie dwoje klientów – pani kupowała makaron, pan zastanawiał się nad wyborem napojów. Jedna kasa czynna, dwie zamknięte. Trudno tu mówić o sobotniej gorączce zakupowej.

- Czemu jest tu tak pusto? - pytamy kasjerkę.

- To taki standard. Raczej nie mamy wielu klientów – usłyszeliśmy.

Od razu nasunęły mi się dwa powody tej sytuacji. Po pierwsze to lokalizacja – dość daleko do skupisk mieszkalnych (które są odcięte ruchliwą ulicą Młodzianowską), w okolicy są zakłady usługowe typu drukarnie, które tłumów nie przyciągają. Raczej trzeba tu przyjechać samochodem, a i tak ciężko trafić.

Drugi powód to – moim zdaniem – asortyment i sposób jego ekspozycji. Klienci nawet w dość biednym - racji wysokiego bezrobocia Radomiu - są już przyzwyczajeni do dość wysokiego standardu robienia zakupów. Do szerokich alejek i schludnej ekspozycji nauczyły ich m.in. Lidle i Biedronki, których w tym mieście jest dość sporo. W Mere ceny produktów są atrakcyjne – jednak Polacy ufają znanym markom; coraz częściej szukają też produktów o dobrym składzie. W Mere będzie im trudno zrobić duże zakupy.

Operator sieci nie zraża się i planuje otwarcia kolejnych sklepów w formacie harddyskontu. Do uruchomienia szykuje się drugi Mere w Radomiu – tym razem w małym centrum handlowym, przy osiedlach domków jednorodzinnych i bloków. W planach są też inne miasta.

Czy firmie Torgservis, która jest gigantem rosyjskiego handlu i operatorem sieci Mere w Polsce, uda się przekonać do swojej oferty polskich klientów? Mam duże wątpliwości.

 

Katarzyna Pierzchała 4661 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.