Powrót pustych półek! Powodem "pingdemia"

W Wielkiej Brytanii znów brakuje towaru w sklepach. Tym razem przyczyną nie są masowe zakupy na zapas, lecz brak pracowników do wykładania towaru, a także zakłócenia w dostawach. Niektóre sieci zamknęły część sklepów. Winna rządowa aplikacja. Brytyjski premier przeprasza.

Brytyjskie supermarkety zaczynają przypominać sklepy rodem z PRL-u. Na wielu półkach po prostu nie ma towaru. Dotyczy to m.in. wina, mrożonek, świeżego mięsa, produktów mlecznych, pizzy, wody butelkowanej, owoców, warzyw oraz paczkowanych sałatek i wędliny. Powodem jest "pingdemia". O co chodzi?

Fala absencji w pracy, którą z racji wydawanego przez służącą do śledzenia kontaktów Brytyjczyków z osobami zarażonymi aplikację NHS dźwięku media nazywają "pingdemią", jest coraz większym problemem dla brytyjskich firm. Od kilku dni kolejne przedsiębiorstwa informują, że przez braki kadrowe muszą ograniczyć produkcję, skrócić godziny pracy lub zamknąć niektóre oddziały.

- W pierwszym tygodniu lipca, skąd pochodzą najświeższe dane, informację o kontakcie z koronawirusem otrzymało poprzez aplikację ponad 520 tys. osób w Anglii i Walii, ale ponieważ liczba zakażeń rośnie, a w poniedziałek w Anglii zniesione zostały wszystkie restrykcje covidowe, teraz tych powiadomień będzie prawdopodobnie jeszcze więcej - pisze z Londynu korespondent PAP-u.

W supermarketach na półkach zamiast produktów coraz częściej można znaleźć prośby kierowników sklepów skierowane do klientów o niewpadanie w panikę i nierobienie zakupów na zapas. Do tego dochodzą przerwane łańcuchy dostaw, ponieważ brakuje też kierowców tirów - i to w liczbie 100 tysięcy - o czym pisaliśmy już na HandelExtra. Przypomnijmy, że Wielka Brytania, w przeciwieństwie do np. Polski, nie jest w stanie wyprodukować takiej ilości jedzenia, by wyżywić wszystkich mieszkańców Wysp i połowę musi importować.

Brytyjski premier Boris Johnson przeprosił w środę 21 lipca firmy dotknięte falą absencji pracowników, którzy z powodu kontaktu z osobą zakażoną koronawirusem zostali skierowani na 10-dniową kwarantannę, ale podkreślił, że jest ona ważnym środkiem obrony przed epidemią Covid-19.

Nie odpowiedział jednak wprost na pytanie lidera opozycji Keira Starmera, czy wysyłane przez aplikację do wykrywania kontaktów powiadomienie o narażeniu na kontakt z koronawirusem, oznacza obowiązek czy zalecenie izolowania się. Pytanie zostało zadane w związku z niejednoznacznymi informacjami przekazywanymi w ciągu ostatnich kilku dni przez różnych członków rządu.

Tymczasem jak wynika z przywołanego w środę przez dziennik "The Sun" badania ośrodka YouGov, w związku z "pingdemią" jedna piąta użytkowników aplikacji NHS Covid-19 wyłączyła funkcję Bluetooth w telefonie, by uniemożliwić bycie wykrytym jako kontakt osoby zakażonej, a co dziesiąta osoba ją całkowicie odinstalowała.

W czwartek rząd ma przedstawić listę sektorów gospodarki, których pracownicy nie będą musieli poddawać się kwarantannie, ale od razu zastrzegł, że będzie ona "bardzo wąska". Nie wiadomo, czy znajdą się na niej sprzedawcy i dostawcy FMCG.

Jak informuje Daily Mail, sieć sklepów z mrożoną żywnością Iceland musiała zamknąć niektóre sklepy, bo nie miał w nich kto obsługiwać klientów. Na kwarantannie przebywa obecnie 1000 z 25 tys. zatrudnionych w tej firmie, czyli 4%. Zamknięto też część stacji BP i barów kanapkowych Pret a Manger.

PAP/maw, zdjęcia: Twitter

Magdalena Weiss 3268 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.