Dino: zwolnione z pracy za truskawki!

Dwie pracownice sklepu Dino w Wielkopolsce zostały ukarane za to, że zamiast wyrzucić "nieładne" truskawki, poczęstowały nimi siebie i koleżanki. Straciły pracę.

Wielkopolska, niewielkie Krzemieniewo - dwutysięczna wieś w połowie drogi między Gostyniem a Lesznem. Wzdłuż ulicy Dworcowej dwa markety: Biedronka i Dino. I właśnie w Dino wydarzyła się historia, która 15 maja pojawiła się we wpisie na Facebooku.

"Lubisz marnować jedzenie? Ja też nie. Szacunku do jedzenia i drugiego człowieka nauczyła mnie moja Mama. Zresztą, każdy kto ją poznał, przekonał się jak dobrym i kochanym jest człowiekiem. To Babcia, Ciocia, Pani Helenka. Kilka dni temu została zwolniona po 11 latach pracy w Dino Polska w Krzemieniewie. Za co? Za niemarnowanie jedzenia" - pisze autorka posta, która wyraziła zgodę na udostępnianie tej historii.
 
Choć tyle się mówi o niemarnowaniu jedzenia, a niektóre sieci wręcz zrobiły ze sprzedawania "brzydszych" warzyw i owoców akcję CSR-ową, nie wszędzie praktykuje się takie podejście.
 
Wpis jest długi, więc streszczamy: mama autorki zamiast wyrzucić podwiędnięte truskawki i je "odpisać" wyjęła je z kosza, umyła i postawiła na stole w pomieszczeniu socjalnym, żeby się pracownicy częstowali. Została za to - wraz z jeszcze jedną koleżanką - zwolniona z pracy. "Takie procedury" - usłyszała.
 
"Sama zjadła dwie. I ta zbrodnia pozbawiła ją zatrudnienia. Przyjechał życzliwy Pan Kontroler. Młody, pełen pasji i zaangażowania zawodowego człowiek, który odkrył owoce na stole w pomieszczeniu socjalnym pracownic Dino w Krzemieniewie. Nie było paragonu. Niezgodne z procedurami. Wszystkim sprawdzono szafki służbowe, prywatne torby i torebki" - opisuje wzburzona forumowiczka.
 
Po powrocie z urlopu jej mama została wezwana do kierownika, który dał jej do wyboru zwolnienie dyscyplinarne albo za porozumieniem stron ze skutkiem natychmiastowym. Podpisała to drugie.
 
Autorka opisuje jeszcze kilka praktyk, takich jak brak zaufania do pracowników (muszą trzymać w szafkach paragony zakupu kubka czy herbaty, żeby móc w każdej chwili udowodnić, że nie zostały ukradzione), same płacą za swoje maseczki antycovidowe, bo pracodawca zapewnił po trzy sztuki na początku pandemii.
 
"Potem okazuje się, że Bardzo Ważna Pani Kierownik Regionalna wysyła do podległych sobie marketów pismo, w którym informuje, że zwolniono dwie pracownice i żeby uczulić wszystkich, że towar "odpisany" ma być natychmiast wyrzucony, nie wolno go zjeść" - kończy zbulwersowana autorka.
 
Oczywiście jest to tylko jedna strona medalu. Wysłaliśmy do Dino Polska zapytanie o tę sytuację wraz z całym wpisem. Poinformujemy Czytelników, gdy tylko otrzymamy odpowiedź.
 
Magdalena Weiss 3268 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.