Wracają hard dyskonty: Mere otwiera trzeci sklep, Vollmart już działa

Po kilkunastu latach, gdy polski rynek próbował zwojować Leader Price, znów dość niespodziewanie kwitnie nam format tzw. twardych dyskontów. W piątek (26.II) trzeci sklep otwiera Mere, dopiero co zadebiutował Vollmart.

Trudno powiedzieć, czy to skutek pandemii, czy przypadek, faktem jest, że kilka miesięcy po jej wybuchu pojawiają się na polskim rynku pierwsza od kilkunastu lat sieć tzw. "twardych" dyskontów.

W piątek 26 lutego w Radomiu, przy ul. Młodzianowska 75, Mere otwiera swój trzeci sklep w Polsce. Pierwsza placówka tej rosyjskiej sieci powstała pod koniec lipca 2020 r. w Częstochowie, po kilkuletnich zapowiedziach. Jej właściciel, wywodząca się z Krasnojarska na Syberii firma Torgservis, działa już w Rosji, na Ukrainie, na Białorusi, w Kazachstanie, w Rumunii, Niemczech i Serbii. Drugi sklep wystartował 19 grudniu ub.r. w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Z kolei 24 lutego, a więc zaledwie dwa dni temu, zadebiutowała w naszym kraju inna nowa sieć, ale również zaliczana do kategorii hard dyskont - to Vollmart [nie mylić z Walmartem - przyp. red.] uruchomił w Siedlcach przy ul. 3 Maja 60 swój pierwszy sklep. A to dopiero początek ekspansji. - Na początku nasze hard dyskonty będą powstawały w miastach powyżej 50 000 mieszkańców - powiedziała w wywiadzie dla handelextra.pl Joanna Weronika Bielecka, manager działu zakupów sieci Vollmart.

Jak to się zaczęło

Format dyskontu – supermarketu o bardzo ograniczonym asortymencie i surowym wystroju narodził się w Niemczech. Jego twórcami byli bracia Theo i Karl Albrechtowie, którzy zaraz po wojnie przejęli biznes od rodziców (ojciec handlował pieczywem, a matka miała sklep spożywczy) i w ciągu 10 lat rozbudowali sieć do 100 sklepów. Na początku lat 60. założyli obie znane dziś sieci Aldi Nord i Aldi Süd, a wkrótce potem wprowadzili swój koncept ograniczenia asortymentu, sprzedaży z palet i kartonów i oszczędzania na wystroju wnętrza. Dzięki temu mogli wygenerować marże nawet oferując dużo niższe ceny. Dziesięć lat później, w 1971 r. powstał z kolei pierwszy Lidl.

Dyskonty celowały w najmniej zamożnych konsumentów, dla których cena była pierwszym i najważniejszym kryterium zakupu. Nie liczyły się marka, jakość, opakowanie, reklama czy tzw. "doświadczenie zakupowe" – czyli mówiąc kolokwialnie, czerpanie przyjemności z zakupów.

To właśnie jest model "hard dyskontu", oczywiście po przeniesieniu do współczesności: kilkaset lub ok. 1000 pozycji asortymentowych mało znanych marek albo marek własnych, sprzedaż z palet, koszy, kartonów i wysokich regałów charakterystycznych dla hal magazynowych, brak możliwości płacenia kartą (wyjątkiem jest tu Vollmart, który taką możliwość od początku oferuje), oznaczenie za pomocą kartek z nadrukowaną ceną. Ci, którzy kilkanaście lat temu robili już samodzielnie zakupy pamiętają pewnie szyld (i markę własną) Leader Price francuskiej Grupy Casino (należała do niej także sieć hipermarketów Géant), który działał w latach 2000-2006 w formule sklepów własnych oraz franczyzowych. Po jego zniknięciu zniknęły także hard dyskonty.

Jak u Darwina

Ci, którzy podbijali wówczas polski rynek bądź się na ten podbój szykowali, szybko zaczęli bowiem zauważać, że klientowi nie wystarczy już sam produkt: od samej ceny ważniejsza okazała się relacja jakości do ceny, co zresztą wyraźnie widać w reklamach sieci, które kładą nacisk na przyjazną atmosferę, bliskość, lokalne pochodzenie produktów, a nie wyłącznie na cenę.

I tak Biedronka i Lidl zaczęły już nie tylko otwierać nowe placówki, ale także modernizować już istniejące, rozbudowywać je i uatrakcyjniać. Zwiększyły liczbę pozycji asortymentowych, zwłaszcza markowych (zazwyczaj oznacza to obecność najsilniejszej marki w danej kategorii i tańszego odpowiednika marki własnej), wprowadziły płatność kartą, zaoferowały markę własną segmentu premium, tak by klient miał poczucie, że oferują mu coś wyjątkowego. Swoją rolę odegrały także promocje in-out i tygodnie narodowe: klient zyskał poczucie, że jeśli nie kupi produktu w tym czasie, to nie wiadomo kiedy będzie następna okazja.

Czas hybryd

Powstały koncepcje 2.0 i 3.0 – sklepów nie tylko nowocześniejszych, ale też bardziej przyjaznych środowisku. Sieci wprowadziły programy lojalnościowe. Dyskonty nie tylko stały się "soft", ale wręcz zaczęły przypominać supermarkety. Oczywiście liczba pozycji asortymentowych wciąż jest niższa, a marka własna bardziej widoczna, jest to jednak już zupełnie inny model sklepu. W branży mówi się wręcz o "supermarketyzacji" tego formatu.

Powoli i po cichu w Polsce rozwija się także jeszcze jedna hybryda dyskontu i innego formatu – hurtowni. To należąca do francuskiego Carrefoura sieć Supeco, która właśnie uruchomiła swój 10. obiekt, tym razem w Czechowicach-Dziedzicach w województwie śląskim. Oferuje on produkty suche i chemię gospodarczą z palet, ale także kosmetyki, i produkty świeże. Jego celem są zarówno klienci indywidualni, jak i biznesowi.

Magdalena Weiss 3063 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.