Wojna Warzyw: młodzi założyciele zmieniają polski handel

Wojna Warzyw sprzedaje niedoskonałe owoce i warzywa, np. odrzucone przez sieci jeszcze na etapie przyjęcia towaru w sklepie. - Gdybyśmy nie kupili tych produktów, byłyby wyrzucone na śmietnik - mówi w wywiadzie dla handelextra.pl Żenia Malinin, współzałożyciel e-targu WojnaWarzyw.pl.

HE: Od kiedy działa Wojna Warzyw?

Nasza inicjatywa pojawiła się na polskim rynku początkiem listopada ubiegłego roku.

Żenia Malinin, współzałożyciel e-targu WojnaWarzyw.pl: Skąd pomysł na tak mocną nazwę?

Nasza nazwa odzwierciedla to, w co wierzymy i co wspieramy. Wierzymy że każde warzywo ma prawo do tego, żeby się znaleźć na naszym talerzu. W imieniu warzyw i owoców walczymy o te prawa. Setki tysięcy ton produktów są odrzucane przez sklepy ze względu na wygórowane normy co do ich wagi, rozmiary czy wyglądu zewnętrznego.

Absurdalne normy powodują, że większość warzyw i owoców w sklepach wygląda idealnie, ale na tym niestety się kończy. By zachować idealny wygląd, producent musi pryskać i „szprycować” rośliny, co niewątpliwie wpływa na smak.

Drugą kwestią jest fakt, że te rośliny czasami spędzają w podróży do naszego stołu kilka dobrych tygodni. Można się domyślać, jak musi być „przyprawiona” sałata, by zachować świeżość przez te kilka tygodni. Każdy z nas niestety zna smak „plastikowego” ogórka, pomidora czy wspomnianej sałaty, które smakują nijak.

Co było impulsem do stworzenia tej inicjatywy? Kto za nią stoi?

Za pomysłem stoi trzech współzałożycieli: Vincent Hus, Vadym Petrychenko oraz ja, Żenia Malinin. Ze wspólnikami mamy już długą historię współpracy. Po sprzedaży naszego biznesu informatycznego w 2019 r. zastanawialiśmy się, co robić dalej.

Każdy z nas na kwarantannie zaczął się interesować tym co jemy, gotowaniem, jakością i źródłem pochodzenia produktów. Podczas burzy mózgu przypomnieliśmy sobie o firmach zagranicznych, które mieliśmy okazję przetestować między innymi w Stanach Zjednoczonych. Te firmy dostarczają nieidealne warzywa i owoce od rolników pod drzwi klientów. Pomyśleliśmy, że ten pomysł może też zainteresować Polaków. Głównym kryterium było pytanie do siebie: „czy ja chciałbym z takiej usługi korzystać?” Padło trzy razy tak, więc postanowiliśmy spróbować.

Zaczęliśmy od nawiązania pierwszych kontaktów z rolnikami, badania opinii klientów na ten temat, poszukiwania magazynu. Pomysł szybko się przyjął, nasza inicjatywa cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem wśród klientów.

Obejmujecie zasięgiem całą Polskę czy też wybrane regiony?

Regularne dostawy realizujemy na terenie Warszawy i miejscowości ościennych, ale też wysyłamy kilkanaście zamówień krajowych tygodniowo. Z tymi ostatnimi jeszcze eksperymentujemy, gdyż używamy wtedy nieco innego opakowania, bardziej trwałego. Używamy też innych składników, ponieważ takie produkty jak koperek czy szczypiorek słabo znoszą transport.

Z iloma rolnikami współpracujecie?

W tym momencie na stale współpracujemy z trzema rolnikami, idziemy na jakość, nie na ilość. Nasz magazynier jest od 30 lat w branży, pochodzi z rodziny rolników, którzy uprawiali warzywa i owoce przez kilka pokoleń.

Dzięki niemu mamy stały kontakt z zaufanymi partnerami, od których kupujemy produkty lokalne. W okresie zimowym polski rolnik nie może się pochwalić dużą różnorodnością produktów, kupujemy więc głównie warzywa korzeniowe takie jak ziemniak, pietruszka, marchew, buraki, seler. Z owoców mamy jedynie jabłka i gruszki, również te suszone. Udało nam się również pozyskać lokalne brokuły, jarmuż, dynię piżmowa.

Poszerzamy listę składników paczek o produkty importowane. Ale tutaj również trzymamy się filozofii zmniejszenia ilości marnowanej żywności.

Mamy partnera, który pozyskuje dla nas produkty odrzucone przez sieci supermarketów jeszcze na etapie przyjęcia towaru w sklepie. Mieliśmy już drobniutkie kiwi, malutkie kalafiory, bardzo duże cytryny, banany z czarnymi kropeczkami. Gdybyśmy nie kupili tych produktów, byłyby wyrzucone na śmietnik, a one są przecież świeże i dobre.

O ile tańsze są „nieformatowe” owoce i warzywa od tych ustandaryzowanych?

Różnica cenowa jest niewielka. Godnie płacimy rolnikom za ich ciężką pracę. Ale też nie jesteśmy w tym momencie dla nich jeszcze dużym klientem, dlatego też nie bardzo możemy uzyskać lepszych cen.

Zdarzają się nawet takie sytuacje, że rolnik się z nami kontaktuje, chce sprzedać krzywe buraki czy jabłka pobite gradem, chcemy je kupić, ale to że kupimy kilka ton, nic mu nie da, jak ma kilkadziesiąt ton do sprzedania. Mówimy, że sami przyjedziemy i odbierzemy, a oni nie chcą się „w to bawić”. Ale oczywiście nie wszyscy tak myślą. Rolnicy, z którymi współpracujemy, bardzo sobie chwalą taką możliwość, bo nie muszą już tych buraków czy marchewki wyrzucać na pole.

 Ilu macie już klientów?

Do inicjatywy dołącza się coraz więcej ludzi. W tym momencie rozwozimy około 600 zamówień tygodniowo.

Warzywa i owoce sprzedajcie w gotowych już zestawach, zwanych boksami. Które są najpopularniejsze?

Box Rekrut jest u nas najczęściej wybierany, jest on pierwszym krokiem do zapoznania się z naszą inicjatywą. Jeśli pierwsze zamówienie klientowi się podoba, to często za drugim razem zamawia już box Rodzinny.

Pracujemy nad wprowadzeniem modelu subskrypcji, która pozwoli klientom kupować nasze boksy w niższych cenach. Ma to działać tak, że podpinasz kartę do systemu, wybierasz częstotliwość dostaw, ulubione dodatki i świeże warzywa i owoce będą czekać pod drzwiami.

Jeśli chodzi o dodatki, to zdecydowanie wygrywają nasza słynna mieszanka bakaliowa, awokado i dynia.

Czy zauważacie, że darmowa dostawa za większe boksy determinuje ich wybór?

Darmowa dostawa nie ma większego wpływu na wybór klienta. Nasza marża pozwala oferować darmową dostawę przy zamówieniach za ponad 100 zł.

Ostatnio kilka sieci handlowych chwali się, że sprzedaje niestandardowe warzywa, np. krzywe buraki były niedawno w Lidlu. Istnieje szansa/ryzyko dla was, że może to stać się standardem w każdej sieci. Wtedy - co wy na to?

Sieci handlowe nie mogą sobie pozwolić, żeby wszystkie sprzedawane przez nich produkty były niedoskonałe. Przeciętny Kowalski wciąż kupuje oczami, wątpię, żeby to się szybko zmieniło.

Fakt, że powoli świadomość tego, że nieidealne produkty nie są gorsze, zaczyna się pojawiać; jesteśmy tego żywym przykładem, ale przed nami jeszcze dużo pracy. Podobne inicjatywy działają za granicą od wielu lat i jakoś nie widać, żeby sklepy specjalnie zmieniały swoją ofertę. Takie inicjatywy są skierowane do odbiorców bardziej aktywnych społecznie, bardziej świadomych, którzy większością póki co nie są. Poza tym zawsze będziemy mieć tę przewagę kupowania od mniejszych lokalnych rolników, dzięki czemu nasze produkty będą zdrowsze i świeższe. Małe gospodarstwa rolnicze po prostu nie mogą nawiązać współpracy z sieciówkami.

Jakie macie plany rozwoju waszego e-sklepu na ten rok?

W tym roku mamy bardzo ambitne plany, chcemy otworzyć swoje magazyny w takich miastach jak Kraków, Wrocław, Gdańsk, Poznań i jeszcze kilku innych.

Widzimy duży potencjał rozwojowy w tym co robimy, a energia, którą dostajemy od klientów jeszcze bardziej nas napędza do działania. Najbardziej będziemy mogli rozwinąć skrzydła w okresie letnim, dostarczając boksy w 100% składające się z produktów polskich. Już nie mogę się doczekać.

 

 

 

 

 

 

 

Katarzyna Pierzchała 4162 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.