Praca w handlu: powrót rynku pracodawcy?

Jest lepiej niż rok temu, kiedy pracownicy byli na wagę złota, ale tzw. dyktat pracodawców to też stwierdzenie na wyrost - uważają nasi eksperci, mający wieloletnie doświadczenia w prowadzeniu sklepów.

Czy to prawa, że tzw. czasy pracownika już minęły i teraz znów jest dyktat pracodawców? Czy odczuwacie pozytywne dla was zmiany w tej kwestii?

IRENEUSZ WRÓBEL na Podkarpaciu prowadzi siedem sklepów zrzeszonych w sieci Lewiatan: Tak, widać zdecydowaną poprawę w podaży ofert pracy. Bywają dni, że dostajemy od 10 do 20 nowych ofert na dane stanowisko. Na pewno wpływa na to rosnące bezrobocie w branżach HoReCa, kosmetycznej i fryzjerskiej – w tej chwili jest zdecydowana przewaga aplikacji z doświadczeniem w tych dziedzinach. Kilka rzeczy się jednak nie zmieniło. Wciąż powszechną praktyką są zapewnienia aplikującego pracownika, że szybko się uczy, co niestety nie zawsze się sprawdza po zatrudnieniu. Natomiast największą naszą bolączką jest brak kontaktu ze strony potencjalnego pracownika już po umówieniu spotkania rekrutującego. Bywa, że w przypadku umówienia dziesięciu osób na spotkanie przychodzi zaledwie połowa. Z doświadczenia wiem, że jeśli nie odpowiemy na ofertę w ciągu kilku dni po otrzymaniu CV, skuteczność rekrutacji maleje drastycznie.

GRZEGORZ ŁAKOTA na południu Polski prowadzi siedem sklepów spożywczo-przemysłowych o powierzchni od 50 do 500 mkw. zrzeszonych w PGZ Kupiec:

Jest lepiej niż rok temu, kiedy pracownicy byli na wagę złota, ale tzw. dyktat pracodawców to też stwierdzenie na wyrost. To, co się dzieje obecnie na rynku pracy, nazwałbym równowagą nerwów. Część pracowników pracuje lojalnie – i tych bardzo szanujemy, część jednak, szczególnie tych z nowego naboru, ma czasami tak bujną fantazję, że np. oczekuje nie tylko wolnych niedziel, ale i sobót. Na Śląsku mamy wciąż wydrenowane zasoby pracownicze; przemysł ma ię dobrze, płaci nie najgorzej, a i pobliskie zakłady w Czechach oferują równowartość 1000 euro na rękę za pracę etatową przy taśmie. Więc pracodawcy tacy jak my nie mają lekko.

JACEK BANASZEK właściciel delikatesów U Jacka w Brwinowie:

Nie zgadam się z opinią, że czasy pracownika minęły. Obecna polityka prospołeczna i rządowe programy socjalne typu 500+ mają ogromny wpływ na to, co się dzieje na rynku pracy. Pomimo tego, że jest pandemia i sporo sektorów ograniczyło swoją działalność, a nawet ją czasowo zamknęło, ludzi chętnych do pracy nie przybywa. Na ogłoszenie o pracę spływa trochę CV, ale w większości przypadków są to osoby młode, zaraz po szkole bądź w trakcie nauki i bez doświadczenia. Interesuje ich zazwyczaj praca „lekka’’, a ta w handlu do takich nie należy, więc często tacy kandydaci po wstępnej rozmowie kwalifikacyjnej rezygnują.

Czy szukacie obecnie pracowników lub szukaliście w ostatnich miesiącach? I z jakim skutkiem?

I.W.: Głównym narzędziem w poszukiwaniu pracowników jest internet. Korzystamy z wyspecjalizowanych portali, które profesjonalnie i skutecznie umieją przygotować ofertę pracy dla chętnych. Ponad 90% nowych pracowników to osoby pozyskane za pomocą właśnie tego kanału. Nauczyliśmy się już, że najważniejsze jest, by w ofercie maksymalnie zawęzić obszar poszukiwania, jasno i czytelnie doprecyzować wymagania, napisać to, co możemy zaoferować pracownikowi, oraz wskazać, co go czeka wraz ze stażem pracy w naszej firmie. Dzisiaj pracownik chce się rozwijać, awansować, być doceniany i mieć z góry określoną ścieżkę rozwoju. Kandydat do pracy chce też znać wysokość zarobków na rękę.

G.Ł.: Ogłoszenia o naborze publikujemy non stop, przede wszystkim w portalach społecznościowych oraz w poszczególnych sklepach. Jeszcze rok temu odzew był symboliczny, spływały jedna-dwie oferty, a na umówione spotkania nikt nie przychodził. Teraz chętnych jest więcej, ale miesiąc po naborze często następuje rezygnacja, bo nowi pracownicy „spodziewali się lżejszej pracy”. Mieliśmy przypadek pani, która pochwaliła się, że w poprzednim sklepie nie było ograniczeń w korzystaniu z telefonu komórkowego, więc mogła przez pół zmiany zajmować się gierkami albo dyskusjami na Messengerze. Zupełnie nie funkcjonuje nabór przez lokalne urzędy pracy. Zdarzyło się nam aplikować w programie urzędu, otrzymać gwarancje świadczeń, ale urząd nie miał chętnych bezrobotnych i pieniądze przepadły. I tak jest do dziś.

J.B.: Obecnie szukamy dwóch pracowników, zarówno do obsługi kasy fiskalnej, jak i do obsługi klienta. Ogłoszenie zazwyczaj wystawiamy w bardzo popularnym wśród osób poszukujących pracę portalu internetowym.

Z jakich zwykle przyczyn jesteście zmuszeni szukać nowego pracownika?

I.W.: W tej chwili, w przypadku podejmowania decyzji o poszukiwaniu nowych pracowników, chodzi nam o podniesienie jakości obsługi klienta i wydajności wykonywanej pracy. Pracownicy sklepów spożywczych, tak jak w innych zawodach, zwyczajnie „wypalają się”. Zmniejsza się ich zaangażowanie, przychodzą do pracy „odpocząć”, żadna motywacja ze strony pracodawcy nie przynosi efektu, a to działa destrukcyjnie na resztę załogi. W takich przypadkach jesteśmy zmuszeni szukać nowych, szybko uczących się specjalistów.

G.Ł.: W 2020 r. grafik pracy rozwalały nam nie tylko zachorowania pracowników na COVID (mieliśmy jeden z pierwszych przypadków w regionie), ale plagą stały się permanentne kwarantanny, ciągnące się nawet miesiącami. W wielopokoleniowych rodzinach górniczych, szczególnie po letniej akcji tzw. testowania górników, kwarantanną objęto tysiące osób, w tym ich żony i córki, które są często pracownicami sklepów. Zdarzały się nawet absurdy. Mój kolega został powiadomiony przez sanepid, że ma pozytywny wynik i musi przebywać na kwarantannie, tyle że nie był na żadnym teście w kopalni, bo jest od kilku lat emerytem. Te wymuszone przez urzędy absencje skutkują sztucznym powiększaniem załóg, a tym samym mnożeniem kosztów pracowniczych, aby utrzymać gotowość sklepów do pracy.

J.B.: Zazwyczaj jest to wypowiedzenie umowy ze strony pracownika. Obecne pokolenie ludzi urodzonych po 1990 r. nie jest nauczone odpowiedzialności i pracy. Osoby takie zazwyczaj pochodzą z domów, w których niczego nie brakuje, są bardzo roszczeniowi i ciężko nimi zarządzać. Na szczęście nie wszyscy tacy są, ale w dużej mierze niestety tak.

Pan Grzegorz już wspomniał o rewolucji w grafikach ze względu na pandemię i kwarantanny. Jak to u was wyglądało?

I.W.: Zmiany były, i to czasem wiele razy w ciągu dnia. Dbamy o to, aby wszyscy w naszym sklepie czuli się maksymalnie bezpiecznie. Stosujemy wszelką możliwą prewencję, np. izolację zmian, dodatkowe przerwy w pracy. Kierownicy odpowiedzialni za układanie harmonogramów pracy mają teraz nie lada wyzwanie. Jednak z czasem idzie im coraz lepiej.

G.Ł.: Jeszcze się wyrwę do odpowiedzi. Po wybuchu pandemii wszyscy ulegli panice, zarówno pracownicy, jak i pracodawcy. Podczas gdy np. urzędnicy zamknęli się w klimatyzowanych biurach lub płynnie przeszli na home office, handlowców „rzucono na pożarcie hydrze” – kazano nam pracować za kawałkiem płyty z akrylu i obiecano testy. Testy pracowników były, ale tylko dlatego, że jako pracodawcy za nie zapłaciliśmy. W pierwszej serii na 27 osób przebadanych od razu 3 skierowano na wielotygodniowe kwarantanny, choć COVID ewidentnie miała jedna, zaś pozostałe albo chorowały bezobjawowo, albo jako np. alergicy mieli fałszywy wynik. Rygory w grafiku, jakie zastosowaliśmy, obejmowały rozdział zmian, a zatem konieczność zamykania sklepów na pół godziny, ograniczenia w szatni, kuchni, biurze kierownika (jedna osoba), zakaz wejścia do sklepów przedstawicieli handlowych czy dostawców do magazynu. Już wiosną z powodu absencji chorobowej i kwarantanny zmuszeni byliśmy ograniczyć godziny pracy sklepów – zamykaliśmy o godz. 19.00, podczas gdy dyskonty zaczęły wydłużać pracę do północy, aby pokryć straty spowodowane idiotycznymi godzinami dla emerytów, kiedy sklepy stały puste. Wobec powszechnych kwarantann od wiosny zanotowaliśmy dużą dynamikę sprzedaży w sklepie internetowym – mogliśmy obsłużyć kilkadziesiąt zamówień na dzień, ale brakowało nam załogi do przygotowania zamówień (obsługa jednego zajmuje godzinę pracy), a już największym problemem okazali się kierowcy rozwożący zakupy – rekordzista zwolnił się po dwóch dniówkach, bo „wszędzie chorzy i na pewno już się zaraziłem”.

J.B.: Ależ oczywiście, że pandemia ma duży wpływ na zmiany w grafiku, szczególnie ze względu na pozamykane szkoły czy przedszkola. Zanim go skonstruujemy, rozmawiamy z personelem, ponieważ większość ekspedientek ma dzieci w wieku przedszkolnym lub szkolnym i czasem nawet mała zmiana koliduje z ich codziennym harmonogramem. Ubiegłoroczne zmiany w grafikach wynikały więc w przeważającej części z konieczności opieki na dzieckiem, mieliśmy też jeden przypadek kwarantanny.

Czy pracownicy wciąż oczekują dodatkowych profitów typu dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne, paczki świąteczne, bonusy za pracę podczas pandemii itp. Czy to też już się zmieniło?

I.W.: Reprezentuję rynek podkarpacki i na pewno jest to zupełnie inny rynek pracy niż w pozostałej części kraju. Zdecydowanie mniej wymagający ze strony pracownika. Personel niższego szczebla bardzo rzadko wspomina podczas spotkań o tego typu profitach, interesuje ich przede wszystkim, ile będą zarabiać na rękę. Widoczna za to jest zmiana na stanowiskach kierowniczych i menedżerów sklepów. Oni otwarcie pytają o dodatkowe profity. Bez względu na wymagania rokrocznie nasi pracownicy otrzymują paczki świąteczne. Nie stosujemy natomiast żadnych bonusów z powodu pandemii.

G.Ł.: Przyzwyczajenie jest drugą naturą, jeśli raz dałeś bony na święta, spróbuj teraz się wycofać... W rodzinach śląskich wyrażenie „należy się” jest bardzo popularne. Jeśli ostatnio jeden z dyskontów trąbi na całą Polskę, że po raz drugi w tym roku wypłaci pracownikom za grudzień superpremie w kwocie 1000 zł, nasze załogi otrzymują to samo z socjalnego bez rozgłosu, bo rząd kwotę zwolnił od podatku, a zatem: „należy się”. Oczekiwania co do zakresu świadczeń pozapłacowych są ogromne, szczególnie wśród pracowników ze stażem wieloletnim. Z praktyki wiemy, że niektóre z tych przywilejów zostaną zmarnowane albo nawet wykorzystane przeciw pracodawcy. Podam przykład: znajomy przedsiębiorca z branży mięsnej dał się przekonać do zakupu dość bogatego ubezpieczenia zdrowotnego dla załogi i tu się zaczęły jego problemy. Pracownicy zaczęli się masowo badać (skoro badania są „gratis”), a następnie masowo „chorować”.

Zatem kart do Medicover czy pokrewnych instytucji na razie nie oferujemy, aczkolwiek szukamy takiego partnera przez Polską Grupę Zakupową Kupiec, bo pracownicy argumentują, że dyskonty dają, więc im też „należy się”. Co do specjalnych bonusów: mieliśmy sytuację w miesiącach wiosennych, gdy wypłacaliśmy ekstrapremie za frekwencję, bo na zwolnieniach, opiekach i płatnych kwarantannach potrafiło przebywać 30-40% załogi. Kobiety ulegały zrozumiałej panice, a my próbowaliśmy ratować grafik, o obrotach nie wspominając. Co więcej, oczekiwania płacowe są przez pracowników wyrażane coraz częściej głośno i publicznie i trzeba się do nich ustosunkować, bo konkurencja podkupuje wykwalifikowanych fachowców. Jeśli np. zatrudniam magazyniera czy kierowcę, któremu zafundowałem kursy specjalistyczne, np. obsługi wózka widłowego i prawo jazdy kategorii „C”, zna system magazynowy na wylot, a towaroznawstwo ma w małym palcu – muszę go motywować zarówno bardzo przyzwoitym wynagrodzeniem, jak i specjalnymi dodatkami czy ulgami, np. zgodą na wcześniejsze wyjście na zawody sportowe, w których on weźmie udział. Jego strata rozwaliłaby mi delikatny system.

J.B.: Dodatkowe ubezpieczenia, paczki świąteczne, bonus za pracę w czasie pandemii – w obecnych czasach stało się to normą. Sytuację wymusił rynek pracy i musimy się z tym pogodzić.

Jaki powinien być według was idealny pracownik?

I.W.: Hmmm... powinienem rozpocząć tutaj litanie naszych wymagań, ale odpowiem krótko: zachęcamy do współpracy ludzi uczciwych, zorientowanych na rozwój i chętnych do podnoszenia swoich umiejętności poprzez szkolenia. Przede wszystkim szukamy osób zainteresowanych wykonywaniem powierzonych zadań.

G.Ł.: Nie ma i nie będzie idealnych szefów oraz pracowników. Reprezentuję dwie firmy rodzinne, w których staramy się unikać korporacyjnych wariactw, aczkolwiek jakieś regulaminy i rygory muszą obowiązywać. Przede wszystkim u nas pracuje się powszechnie i solidarnie. A więc po wykonaniu niezbędnych czynności zarządczych stajemy razem z pracownikami na linii frontu, aby złagodzić ich strach przed epidemią i empirycznie przekonać się, jakie mamy problemy. Moje hobby to przerzucanie palet w magazynie, a za najbardziej odstresowujące zajęcie uważam prasowanie makulatury... Pozostali wspólnicy, szczególnie panie, objeżdżają non stop sklepy, gdzie próbują na bieżąco rozwiązywać oprócz typowych spraw firmowych, także osobiste problemy pracownic. Od personelu oczekujemy zaangażowania i elastyczności. Zdarza się, że klienci sklepów przysyłają nam  wiadomości dotyczące zachowań naszych sprzedawców – najczęściej demaskują one zwykłe „olewactwo”, szczególnie w przypadku młodszych sprzedawców, bądź brak fachowości, co jest naszym problemem, ale jak tu szkolić w warunkach pandemii? Na szczęście starsi stażem pracownicy potrafią uzmysłowić młodszym, że w sklepie nie ma sprzątaczki i łazienkę również czyści załoga, a pracodawca oczekuje, że pracownik zdobędzie doświadczenie w różnych działach, aby pewnego dnia nie okazało się, że nikt z obecnej załogi nie umie obsługiwać wilka do mięsa czy steakera. Do ideału daleko, ale jak powtarza moja córka: trzeba z jednej strony pilnować rygorów, z drugiej chwalić na zapas.

J.B.: Idealny pracownik powinien być przed wszystkim odpowiedzialny, uniwersalny, elastyczny, zaangażowany w sumienne wykonywanie obowiązków. Musi też być odporny na stres, umieć odwrócić sytuację i stanąć z drugiej strony, żeby zobaczyć, jak to wygląda od strony pracodawcy. Dobrze by było, żeby był też lojalny wobec pracodawcy. Nie ukrywam, że w obecnych czasach o takiego pracownika jest niezwykle trudno.

Katarzyna Pierzchała 4162 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.