Wodzireje parkietu 2020, czyli debiuty minionego roku

Wydarzeniem roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie był debiut Allegro. A jednak to nie właściciele tej platformy brylowali w 2020 r. na warszawskim parkiecie, a całkowicie analogowe Dino.

Rok 2020 namieszał w stylu życia Polaków, przyspieszając ich adaptację do zakupów przez internet. Według Głównego Urzędu Statystycznego w listopadzie udział e-zakupów w całkowitej wartości sprzedaży detalicznej wynosił już 11,4% wobec 7,3% w październiku.

To skutek drugiego, „miękkiego” lockdownu, którego doświadczyliśmy w listopadzie i początku sezonu na prezenty świąteczne. Dla porównania w Niemczech udział handlu internetowego w całkowitej sprzedaży detalicznej sięgnął w październiku 12,2%.

Mogłoby się więc wydawać, że właśnie firmy prowadzące e-sklepy będą święciły największe triumfy, liczone nie tylko w obrotach i zyskach, ale także zainteresowaniu inwestorów.

Niewątpliwym wydarzeniem 2020 r. było wejście Allegro na GPW.

Był to nie tylko największy debiut polskiej spółki w niemal 30-letniej historii warszawskiej giełdy, który pokonał 10-letni rekord PZU (wartość IPO Allegro to 10,6 mld zł wobec PZU 8,1 mld zł), ale także taki, który dał inwestorom zarobić. Akcje Allegro w zapisach sprzedano po 43 złote, a już w dwa tygodnie po debiucie, który odbył się 12 października, kosztowały one ponad dwa razy tyle – niemal 95 złotych. Był to jednak jak dotychczas szczyt możliwości internetowego giganta. W połowie listopada wartość akcji spadła poniżej 70 zł, by przez następne półtora miesiąca wznieść się o kilkanaście złotych.

Przyczyn takiej huśtawki nastrojów jest wiele, i nie wszystkie mają źródło w realnym biznesie spółki. Po pierwsze inwestorzy długo czekali na taką okazję, gdyż warszawska giełda, zwłaszcza największe spółki, radzą sobie słabo na tle innych parkietów. To efekt zarówno charakteru branż, w których działają uczestnicy WIG-u20 (banki, energetyka, spółki skarbu państwa), jak i likwidacji OFE, które na początku dekady były znaczącym graczem. Gdy więc się doczekali, wielu z nich sprzedało akcje, by zarobić, a gdy inwestorzy sprzedają, to ceny spadają. Ponadto analitycy zwracali uwagę (co prawda już przed debiutem), że Allegro pozyskane pieniądze zamierza przeznaczyć na częściową spłatę (wysokiego zresztą) zadłużenia, a nie na inwestycje i jest bardzo wysoko wycenione pod względem proporcji kapitalizacji giełdowej wobec osiąganych zysków w porównaniu z innymi biznesami w branży, np. Amazonem.

Wcale nie zmienia to faktu, że biznes internetowy ma przed sobą przyszłość, choć warto zauważyć, iż debiutująca 29 grudnia spółka Dadelo, zajmująca się sprzedażą rowerów i akcesoriów rowerowych przez internet, zyskała w pierwszym dniu notowań niemal 6,7%, choć żadnych fajerwerków, takich jak przy Allegro na rynku z tej okazji nie było. Kolejnym e-sklepem, który zamierza pojawić się w szeregach spółek notowanych na parkiecie będzie Answear.com – ale to już w nowym roku, prawdopodobnie na początku stycznia.

Sytuacja spowodowana pandemią i lockdownami w naturalny sposób spowodowała przekierowanie części ruchu do internetu.

I tak właściciele sklepów zlokalizowanych w galeriach handlowych musieli postawić na szybką rozbudowę działalności w sieci. I tak odzieżowa spółka LPP, właściciel marek Reserved, Cropp, Mohito, House i Sinsay zakłada na kończący się 31 stycznia 2021 roku rok obrotowy 2020/21 uzyskanie przychodów z e-handlu na poziomie 2 mld złotych. Rok wcześniej było to 1,17 mld zł, co oznacza wzrost niemal dwukrotny. Przed pandemią sprzedaż internetowa rosła w spółce o niespełna 50% rocznie. Jednak w skali całej grupy właściciel najdroższych akcji na GPW (za jedną trzeba zapłacić ok. 8300 zł, a był czas, ponad sześć lat temu, gdy cena przekraczała 10 tys. zł) zapowiada spadek sprzedaży rzędu 15%. W ciągu 2020 roku akcje spółki tracą 5,5%. To dobry wynik, zważywszy na to, że w połowie marca były warte zaledwie 4,5 tys. zł.

Niższe na koniec roku są także notowania obuwniczej spółki CCC, z tym że tu ubytek jest już poważniejszy i przekracza 21%. Jednak wobec dołka z połowy marca cena akcji spółki jest i tak trzyipółkrotnie wyższa.

Jeszcze gorszy rok 2020 był dla akcjonariuszy spółki VRG (Vistula, Wólczanka, W.Kruk), których stan posiadania skurczył się o jedną trzecią. Ten spadek wartości akcji można jednak wykorzystać do ich zakupu; grudniowe rekomendacje Trigon DM (bez VRG), Biura Maklerskiego mBanku oraz Ipopema Securities przekonują do kupowania akcji wszystkich trzech spółek.

Podobnie jest z Eurocashem. Analitycy Noble Securities, w raporcie z 2 grudnia obniżyli cenę docelową dla tej spółki do 18 zł z 21,5 zł, ale jednocześnie podtrzymali rekomendację "kupuj".

- Eurocash rozwija obecnie głównie kanały sprzedaży internetowej, w zamian za odłożenie z powodu epidemii, do drugiej połowy 2021 planów rozwoju sieci detalicznej zakładanych w strategii. Ze względu na opóźnienie rozbudowy detalu oraz wyniki YT3Q20, które okazały się gorsze niż nasze optymistyczne oczekiwania, korygujemy prognozy dotyczące przyszłych okresów. W wyniku aktualizacji obniżamy wycenę z 21,5 zł do 18,0 zł, ale z uwagi na atrakcyjne poziomy cenowe dające 31-proc. potencjał wzrostu, podtrzymujemy rekomendację <kupuj> – napisał analityk Dariusz Dadej w raporcie. Akcje Eurocashu straciły w ciągu roku 35%.

Zwycięzca jest jeden

A jest nim Dino Polska. Akcje sieci proximity kończą pandemiczny rok 2020 z ceną ponaddwukrotnie wyższą, niż zaczynały – kosztują na koniec 29 grudnia 290,60 zł, podczas gdy 30 grudnia 2019 roku można je było kupić za 144 zł. W najgorszym momencie w połowie marca ich wartość spadła zaledwie o 13% względem tej kwoty. Mimo to Ipopema radzi, by kupować akcje, a mBank BM – by je trzymać w portfelu.

- Wyniki trzeciego kwartału 2020 r. po raz kolejny pobiły oczekiwania rynkowe, co utwierdza nas w przekonaniu o efektywności modelu biznesowego spółki. Zakładamy, że potencjał wzrostu Dino, jeśli chodzi o wzrost liczby sklepów oraz poprawę relacji z dostawcami, nie został jeszcze wyczerpany – uzasadnił Krzysztof Kawa z Ipopemy.

W przeciwieństwie do innych sprzedawców detalicznych, Dino nie rozwija sprzedaży internetowej. Intensywnie inwestuje za to w rozwój sieci sklepów stacjonarnych. Podczas gdy większość firm ogranicza wydatki, Dino zapowiadał przy okazji ogłaszania wyników za III kw. 2020 roku zwiększenie CAPEX-u z 950 mln zł w br. do 1,1-1,2 mld zł w 2021 r.

– W przyszłym roku otwieramy dwa centra logistyczne, będziemy otwierać kolejne sklepy. CAPEX oczywiście trochę wzrośnie, będzie pewnie w przedziale 1,1-1,2 mld zł - powiedział Michał Krauze, członek zarządu i dyrektor finansowy Dino Polska podczas telekonferencji dla inwestorów. Na 30 września 2020 r. sieć Dino liczyła 1 371 marketów, o 258 więcej niż przed rokiem.

W ciągu roku sieć Dino urosła o ponad 23%, a przez ostatnie trzy lata – o 91%. Co więcej, detalista nie zamierza zwalniać tempa uruchamiania nowych placówek. Jak zadeklarował Szymon Piduch, były prezes, a obecnie członek rady nadzorczej spółki, w 2021 r. Dino zamierza uruchomić o 20% nowych sklepów więcej niż w 2020 roku.

Magdalena Weiss 2917 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.