Alkoholowy e-ewenement

Mogłoby się wydawać, że dziś przez internet można kupić wszystko. Zwłaszcza w dobie pandemii, gdy sklepy prześcigają się w pomysłach, aby dostarczać klientom zamówienia wprost do ich domów. Nie dotyczy to jednak alkoholu.

Ostatnie miesiące są dla pani Anny przełomowe i bardzo pracowite. Najpierw testowała usługę click & collect w swoim sklepie, potem zatrudniła kierowcę, aby rozwoził zamówienia do domów klientów. W końcu zdecydowała się na uruchomienie e-sklepu. Działa w Radomiu i jego najbliższych okolicach.

– Zaskoczyło mnie, jak dużo klientów chce i korzysta z zakupów online w moim mieście – mówi detalistka, do tej pory prowadząca jedynie dwa sklepy osiedlowe. – Jeśli sprzedaż przez internet będzie mi się rozwijała w takim tempie jak dotychczas, to moje obroty z e-commerce będą wyższe niż w sklepach stacjonarnych – przyznaje.

Jedną z najbardziej dochodowych kategorii produktowych w jej placówkach, podobnie jak w większości sklepów, jest alkohol. Zarówno ten niskoprocentowy, czyli piwo, jak i ten mocniejszy. Detalistka pomyślała więc, że z punktu prowadzenia biznesu logiczne jest, aby wprowadziła alkohol do oferty online.

– Nie sprzedając go przez internet, pozbawiam się sporych zysków – uważa. – Tylko że kolega, który też prowadzi sklep spożywczy, powiedział mi, że to jest prawnie zakazane. Czy może pani sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest? – zwróciła się z tym pytaniem do naszej redakcji.

Już wyjaśniamy. Oficjalnie w Polsce obowiązuje zakaz handlu alkoholem przez internet. Bazuje on na Ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która za dwa lata będzie mieć już 40 lat. Oznacza to, że jej przepisy były tworzone w czasach, gdy zakupy spożywcze online, jak i samo korzystanie z internetu w domowym zaciszu pozostawały w strefie marzeń.

Temat jak bumerang

Temat legalizacji sprzedaży alkoholu przez internet powraca więc jak bumerang, nasza rzeczywistość gruntownie się bowiem zmieniła. Co więcej, w czasach całodobowych sklepów (ostatnio nawet Biedronek i Lidli) oraz stacji
benzynowych dostęp do alkoholu i tak jest bardzo łatwy. Co więc stoi na przeszkodzie?

Otóż to nie sama sprzedaż alkoholu przez internet jest problematyczna, ale sposób jego dostawy.

Z obowiązującej ustawy wynika, że sprzedaż trunków wysokoprocentowych musi nastąpić w punkcie sprzedaży, który ma odpowiednie zezwolenia (koncesje). Oznacza to, że teoretycznie można kupić produkty alkoholowe przez internet, ale trzeba odebrać je w sklepie. Tak postępuje np. sieć Lidl – na platformie winnicalidla.pl zamawia się towar i odbiera we wskazanym sklepie stacjonarnym.

– Ale to wypacza ideę zakupu alkoholu przez internet! – dziwi się nasza czytelniczka.

Jest jeszcze jedna kwestia: przez internet po alkohol mógłby sięgnąć każdy, w tym osoby nieletnie. Tymczasem nie ma jednego sposobu na to,aby sprawdzić, kto faktycznie składa zamówienie. Wiek zamawiającego można jednak zweryfikować – na zasadzie deklaracji – przy składaniu zamówienia, lub już osobiście przez dostawców, którzy będą zobowiązani do wylegitymowania klienta, zanim wydadzą mu zamówienie. Ale pojawia się kolejna sprawa, która wydaje się absurdalna, jednak jest znaczącą przeszkodą: w Polsce jest niedozwolona sprzedaż alkoholu osobom nietrzeźwym. A jak przez internet sprawdzić, czy osoba kupująca alkohol w sieci jest w danym momencie trzeźwa?

Tu włącza się logika: przecież e-sklepy nie dostarczają natychmiastowo zamówionych produktów, lecz np. na drugi dzień. Co więcej, zwykle nie działają one ani w godzinach późnowieczornych, nie mówiąc już o środku nocy. Nie ma więc możliwości, aby zamówić brakującą butelkę trunku w trakcie imprezy.

Jak widać, są więc proste rozwiązania na te przeszkody prawne. Potrzeba jednak uregulować je ustawowo, na co się w najbliższym czasie raczej nie zanosi z racji pandemii i spraw, którymi rząd zajmuje się w pierwszej kolejności.

Ostatnio domaga się tego m.in. branża winiarska, która chce sprzedawać swoje produkty przez internet. O ponad 80% spadła sprzedaż wina w sklepach specjalistycznych, a o 20% do sklepów detalicznych - tak sytuację od momentu wybuchu pandemii w Polsce oceniają największe firmy winiarskie w kraju.

Zdaniem przedstawicieli tych firm, spadki z pewnością będą jeszcze większe, a wielu firmom grozi upadek. To dlatego, że podczas gdy inni przenoszą swoją ofertę do internetu, przedsiębiorstwa winiarskie tego zrobić nie mogą. Związek Pracodawców Polska Rada Winiarstwa skierował pismo w tej sprawie do Premiera, Ministra Zdrowia i Ministra Przedsiębiorczości. O wsparcie zwrócił się też do Ministra Rolnictwa.

Ustawa do zmiany

Potrzeba jest  pilnych zmian i likwidacji  ograniczeń wynikających z ustawy o wychowaniu w trzeźwości z roku 1982 – mówi Grzegorz Bartol, wiceprezes firmy Bartex. - Wszystkie te przepisy wymagają rewizji, gdyż główny cel  ustawy, tzn.  zmiana nawyków i konsumpcji alkoholi mocnych na rzecz alkoholi niskoprocentowych, już dawno został osiągnięty – podkreśla.

Jego zdaniem w dobie globalizacji  oraz braku granic w UE wystarczy założyć firmę  poza granicami Polski i swobodnie obejść nieżyciowe przepisy. W ostatnim czasie handel w Internecie wzrósł o ponad 200%, co ewidentnie pokazuje, jaki będzie trend także po zakończeniu epidemii w Europie. - Czy mają na tym  kanale  legalnie skorzystać tylko firmy z poza Polski oraz te, które świadomie ryzykują utratę koncesji w kraju? – pyta Grzegorz Bartol.

Podobne spostrzeżenia ma Artur Boruta, dyrektor zarządzający firmy Dom Wina. - Archaiczność ustawy, która powstała w czasach, gdy wyobraźnia nie pozwalała ustawodawcy przewidzieć możliwości sprzedaży przez Internet, o płatności blikiem nie wspomnę, jest niepodważalna – mówi. - Ale to można byłoby zrozumieć zważywszy na fakt, że powstała ona na początku lat osiemdziesiątych. Nie można jednak zrozumieć, dlaczego nikt dzisiaj nie przemyśli zmian, jakie od tamtego czasu nastąpiły i nie uświadomi sobie kompletnie nowego otoczenia rynkowego i obyczajowego, w jakich ta stara ustawa wciąż obowiązuje - uważa.

Jego zdaniem, przy okazji dzisiejszej katastrofy epidemicznej jeszcze bardziej jaskrawo pojawia się problem niesprawiedliwości, jaką niesie za sobą brak uporządkowania zagadnienia sprzedaży win i alkoholi przez Internet. - Jedni sprzedają, a inni, tak jak my, boją się sprzedawać w ten sposób, mając zbyt wiele do stracenia – przyznaje Artur Boruta.

Dlatego według szefów firm winiarskich, to jeden z najpilniejszych obecnie problemów branży.  - Brak możliwości legalnego obrotu online wyrobami winiarskimi może powodować szybki wzrost działań poza prawem różnych podmiotów pośredniczących – uważa Tomasz Leszko, członek zarządu, dyrektor ds. marketingu w firmie Henkell Freixenet Polska.

W UE wolno

Warto podkreślić, że Polska jest ewenementem, ponieważ praktycznie w całej Unii Europejskiej, Stanach Zjednoczonych, Australii, Brazylii, Chinach czy w Japonii e-handel alkoholem jest dozwolony.

- W dzisiejszych czasach Internet jest nawet bezpieczniejszy, jeżeli chodzi o weryfikację osoby, która składa zamówienie – ludzie mają swoje profile internetowe i łatwo można sprawdzić wiek osoby, a także inne dane. Ministerstwo po prostu nie zainteresowało się tym tematem i to stanowi obecnie główny problem – twierdzi Jakub Nowak, prezes JNT Group.

 

 

Katarzyna Pierzchała 5183 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.