Piwa kraftowe cierpią przez zakaz sprzedaży online

Wywodzący się z Trójmiasta Browar Brodacz mimo problemów spowodowanych przez obostrzenia zakończył wakacje na plusie.

Gdyby nie pandemia, przychody Browaru Brodacz wzrosłyby w tym roku o 30% - informuje producent piw rzemieślniczych. Tymczasem sezon letni minął browarom rzemieślniczym pod znakiem zmniejszonych obrotów, ograniczeń w sprzedaży oraz przepisów uniemożliwiających sprzedaż piwa online. Browar Brodacz postawił na rozwój dystrybucji oraz usługi cateringowe, a jak deklaruje, sezon wakacyjny zakończył na plusie.

Jak szacuje Polskie Stowarzyszenie Browarów Rzemieślniczych (PSBR), w Polsce istnieje dziś około 260 różnego rodzaju browarów stacjonarnych oraz ponad sto działających na zasadzie kontraktowej, w tym Browar Brodacz. Według raportu bloga Piwna Zwrotnica, w 2019 roku miało premierę 2457 piw. Ubiegły rok dla rzemieślników oznaczał wyraźny wzrost ilości uwarzonego piwa. Łączna produkcja browarów zrzeszonych w stowarzyszeniu, do którego należy także Brodacz, zwiększyła się o ponad 19%. Dla porównania zgodnie z informacjami GUS w 2019 roku ogólna produkcja piwa w Polsce zanotowała spadek o 3,5%.

Wprowadzony w połowie marca lockdown dla wielu browarów rzemieślniczych oznaczał zamknięcie głównego kanału sprzedaży, jakim są lokale gastronomiczne. Zakegowane piwo, które normalnie byłoby wysłane do pubów i restauracji, teraz musiało pozostać w tankach. Browary, które całą swoją produkcję przeznaczały na rynek gastronomiczny, znalazły się w poważnych kłopotach, musząc liczyć się z dużym spadkiem obrotów. Raport PSBR informuje, że w ubiegłym roku do kegów trafiło prawie 20 tys. hl piwa zrzeszonych browarów, co w stosunku do roku 2018 oznaczało wzrost o prawie 13%.

– Brodaczowi udało się uniknąć tych problemów dzięki temu, że większość naszych piw jest butelkowana i sprzedawana w sklepach. Ogromne znacznie miała dla nas własna dystrybucja oraz współpraca z sieciami handlowymi, takimi jak Carrefour czy Auchan. Obecnie jesteśmy w trakcie dogrywania kolejnych umów i już wkrótce będziemy mieli blisko tysiąc punktów sprzedaży w całej Polsce – mówi założyciel Browaru Brodacz, Tomasz Brzostowski – Co więcej, wpadliśmy na pomysł jak wykorzystać piwo, które miało trafić do kegów. We współpracy z destylarnią Wolf&Oak zamieniliśmy 2500 litrów naszego IPA w wysokoprocentowy Beerbrand, który od razu znalazł nabywców. Pierwsze dwieście butelek sprzedało się w niecałe cztery godziny – dodaje.

W obliczu kryzysu, który dotknął rynek piw rzemieślniczych, solidarność okazywały sobie nie tylko browary, sklepy specjalistyczne, puby i multitapy, ale też sami konsumenci. Chcąc wesprzeć działające po sąsiedzku browary rzemieślnicze, Grupa Van Pur skupiła część wyprodukowanego przez nie piwa i przekazała w prezencie swoim pracownikom. Wiele specjalistycznych sklepów posiadających instalację do nalewania piwa na wynos, skupowało zalegające w pubach i browarach kegi. Miłośnicy piw rzemieślniczych, blogerzy i influencerzy włączyli się w internetową akcję #WspieramyPolskiKraft, która zachęcała do zakupu piw z małych browarów. Kegi odbierały od lokali gastronomicznych także wielkie browary przemysłowe.

– My postanowiliśmy wesprzeć rzemieślniczych producentów z Pomorza. Korzystając z własnej sieci dystrybucyjnej zorganizowaliśmy cateringowy agregator. Pod drzwi zainteresowanych nie dostarczaliśmy jednak gotowych posiłków, ale paczki ze skompletowanymi produktami spożywczymi od lokalnych dostawców. 2% wartości każdego zamówienia przeznaczane było na walkę z koronawirusem. Sklep internetowy, za pośrednictwem którego można było składać zamówienia, pomógł w trudnych momentach także samemu browarowi, przynosząc w czasie pandemii prawie 90 tys. zł przychodu –  opowiada założyciel Browaru Brodacz.

Sprzedaż on-line ciągle z utrudniona

Branża piwna apeluje do rządzących już od kilku miesięcy, by poluzować przepisy zakazujące sprzedaży alkoholu przez internet. Sytuację browarów rzemieślniczych w czasie lockdownu mogłoby poprawić pozwolenie na sprzedaż piwa z dowozem lub możliwość zamawiania go online. Wielu z nich umożliwiłoby to przetrwanie najtrudniejszego okresu. Założyciel Browaru Brodacz podkreśla, że Polska jest jedynym krajem UE, który nie znowelizował przepisów w tym zakresie, a pochodzą one z czasów, gdy nie było internetu.

– Intencją ustawy jest to, by ograniczać dostęp do alkoholu oraz zapobiegać alkoholizmowi. Przeciwnicy sprzedaży online podnoszą też zarzut tego, że przez internet nie da się zweryfikować wieku kupującego. Dostęp do alkoholu i tak jest jednak obecnie powszechny. Trudno sobie wyobrazić, by internetowa sprzedaż stosunkowo drogiego piwa rzemieślniczego miała spowodować, że ktoś będzie pił więcej. Wiek kupującego można natomiast potwierdzić w momencie dostawy. Oczywiście, przepisy należy aktualizować z rozwagą, ale nie można ignorować zmian, jakie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat dokonały się na rynku, w technologii oraz w zwyczajach konsumentów. Kilkukrotne apele branży piwowarskiej dotyczące zmiany prawa na razie pozostają jednak bez odpowiedzi – podsumowuje Tomasz Brzostowski z Browaru Brodacz.  

 

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.