Mięso i mleko po pandemii. Oceniają prezesi

Producenci nabiału i mięsa, mocno uzależnieni od eksportu, komentują skutki pandemii dla swoich branż, ale też rysują ścieżki przyszłego rozwoju. Co mają z tym wspólnego mieszkania bez kuchni?

Pandemia mocno odbiła się na rynku drobiarskim, nakładając się dodatkowo (od początku roku) z nawrotem grypy ptaków, równoznacznym z embargiem na polski drób na wielu rynkach eksportowych poza UE. Według prezesa SuperDrobu Marcina Świąca z 200 tys. ton mięsa drobiowego produkowanych miesięcznie przez polskich producentów, z czego w normalnych warunkach połowa była eksportowana, 60% wolumenu eksportu pozostało w kwietniu w kraju i trafiło do mroźni. Na szczęście obecnie Polska została już uznana za kraj wolny od grypy ptaków i kolejne rynki zagraniczne wracają do sprowadzania polskiego drobiu, ostatnio np. RPA.

Innym paradoksalnie chwilowo działającym korzystnie czynnikiem jest zbliżający się wielkimi krokami brexit. Wielka Brytania, kraj uzależniony mocno od importu żywności (pisaliśmy o tym na HandelExtra.pl tutaj), robi bowiem zapasy w obliczu nadchodzącego końca roku i coraz bardziej realnej perspektywy "twardego" rozstania Albionu ze Wspólnotą. Jest to jednak chwilowy wzrost popytu. I choć mroźnie powoli pozbywają się nagromadzonego podczas lockdownu zapasu, to potrwa to jeszcze kilka miesięcy, a głośna "piątka dla zwierząt" może ponownie obniżyć i tak niewielkie marże w branży.

– Choć SuperDrob nie prowadzi uboju rytualnego, to zakaz eksportu mięsa z niego może rykoszetem odbić się na naszej działalności, bo firmy ubojowe i przetwórcze mają zakontraktowane odpowiednie ilości drobiu do odbioru od rolników – mówi Marcin Świąc. – To mięso trafi na rynek, zwiększy podaż i wpłynie na spadek cen – przewiduje podczas webinarium Santander Banku i SpotData dotyczącego kwestii marż polskich firm produkujących i  eksportujących żywność.

Jego zdaniem kraje arabskie są ważnym, odpowiadającym nawet na kilkanaście procent rynku, odbiorcą polskiego drobiu, generalnie wysyłanego do UE i właśnie na Bliski Wschód.

– Azja to raczej odbiorca ciemnego mięsa – wyjaśnia.

Dokąd płynie mleko?

– W I półroczu 2020 r. zwiększył się udział zarówno Unii Europejskiej, jak i Stanów Zjednoczonych w światowym eksporcie mleka i jego przetworów – mówi Maciej Kędzierski, prezes Hoogwegt Poland, spółki córki globalnego holenderskiego potentata na rynku nabiałowym. – Obydwa wzrosły o 2 punkty procentowe, w przypadku UE to zmiana z 30% do 32%. Stało się to kosztem Australii i Nowej Zelandii, które ucierpiały z powodu zjawisk klimatycznych, ale teraz powoli odbudowują rynek, podobnie jak Argentyna.

Tłumaczy, że polska branża mleczarska pracuje na niskich marżach, a duże firmy są w tym sektorze trzy. Jak policzył Ignacy Morawski, ekonomista i założyciel SpotData, w ostatniej dekadzie nastąpiło obniżenie marż w przypadku największych przetwórców żywności z 17 do ok.13 euro wartości dodanej na każde 100 euro produkcji. W Europie utrzymuje się ono średnio na poziomie 26 euro. Wpływ na to ma kilka czynników, takich jak rozwój łańcucha dostaw (zagraniczni odbiorcy zlecający produkcję na zewnątrz, często do Europy Środkowej – blisko i tanio), konsolidacja handlu, ekspansja marek własnych detalistów oraz ogólnoświatowego trendu odwrotu od globalnych znanych tradycyjnych marek.

Niderlandy czy Francja? 

W ocenie Ignacego Morawskiego do zwiększenia marż i wejścia na wyższy poziom technologiczny prowadzą dwie drogi: niderlandzka i francuska. Pierwsza zakłada specjalizację i automatyzację, w wyniku czego produkuje się duże ilości powtarzalnego, taniego, masowego produktu. Model francuski zakłada natomiast inwestowanie w bardziej przetworzone produkty (nie tylko pod względem technologicznym, ale także np. marketingowym), pracownika, co podnosi koszty i cenę, ale też marżę i wartość marki. Zdaniem polskich prezesów rodzime firmy skazane są na drogę pośrednią.

– Polskie zakłady mleczarskie, nawet te największe, nie mają specjalizacji, wszyscy produkują wszystko – mówi Maciej Kędzierski. – System francuski to nie jest w tych warunkach łatwa droga. Dlatego realna jest droga hybrydowa. Z jednej strony istotny jest rozwój w stronę produktów bio i eko, z drugiej niełatwe wcale zadanie wchodzenia do sieci w krajach ościennych i wreszcie planowanie. Producenci, tak jak w Niderlandach, muszą wiedzieć, ile mają wyprodukować mleka, sera, jogurtu i trzymać się tego planu.

Według Marcina Świącia, prezesa SuperDrobu, rynek francuski może dyktować wysokie marże dzięki konsolidacji, którą polscy drobiarze dopiero przejdą, a polskie firmy wchodzą na rynki zagraniczne wciąż głównie dzięki niższej cenie. Przyszłością są, jego zdaniem, dania gotowe.

– Jesteśmy partnerem tajskiej grupy CP Foods, z którą mocno inwestujemy w rynek krewetki – mówi. – W Tajlandii, w Bangkoku deweloperzy budują już mieszkania pozbawione kuchni. Globalny rynek idzie w stronę dań gotowych, wysokoprzetworzonych, convenience. Poza konsolidacją to będzie drugi kierunek rozwoju w najbliższych latach – dodaje

Magdalena Weiss 2776 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.