Żywność sobie poradzi [ANALIZA]

Producenci żywności w większości wyszli obronną ręką z zawirowań związanych z koronawirusem. Pomogła elastyczność i słaby złoty.

– Branża spożywcza na tle innych sektorów gospodarki jest odporna na zmiany koniunkturalne – mówi Michał Siwek (na zdjęciu), dyrektor departamentu Międzynarodowy Hub Food and Agri w BNP Paribas Polska. – Jest to wydatek relatywnie sztywny, który mimo bogacenia się Polaków w miarę upływu lat wciąż odpowiada za około ćwierć koszyka wydatków. Udział wydatków na żywność i napoje utrzymuję się na stałym poziomie także w innych, bogatszych krajach – dodaje.

W 2006 r. żywność i napoje bezalkoholowe odpowiadały za 27,2% koszyka zakupowego, natomiast w 2020 roku jest to 25,24%, tymczasem średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej w I kwartale wyniosło 5331,47 złotych wobec 2530,18 złotych 14 lat wcześniej.

Z danych Eurostatu wynika, że nietrwałe dobra konsumpcyjne, do których zalicza się żywność zareagowały znacznie mniejszym spadkiem podczas lockdownu niż np. energia czy dobra trwałe, i to również we wszystkich krajach. W jeszcze dłuższym okresie, bo między 1996 a 2019 rokiem, wydatki gospodarstw domowych na żywność w całej UE z Wielką Brytanią włącznie spadły o 1,3% i był to drugi najmniejszy ubytek w kategoriach konsumpcyjnych po użytkowaniu mieszkania i nośnikach energii.

Wg badania BCG z okresu ostatnich czterech spowolnień gospodarczych, wśród producentów podstawowych towarów konsumpcyjnych niemal co trzeci odnotował spadek i przychodów, i marży operacyjnej, ale co piąty podwyższył oba parametry i są to wyniki lepsze niż średnia dla całej gospodarki (odpowiednio 44% i 14%).

Sam eksport produktów spożywczych do czasu wybuchu pandemii rósł i zanosiło się na kolejny rekord. Jeszcze w marcu był wyższy o 8,2% niż rok wcześniej, natomiast w maju spadł o 6,8%. Są to jednak dane wartościowe wyrażone w dolarach amerykańskich,, bo po przeliczeniu na złote i w marcu, i w maju widać wzrosty – odpowiednio o 14% i 0,9%. Wiele oczywiście zależy od poszczególnych kategorii. Wśród 10 kategorii o największym udziale w eksporcie żywności, które łącznie odpowiadają za 78% jego wartości najbardziej podatne na spadki okazały się produkty świeże – mięso oraz warzywa, które nawet jeszcze w czerwcu nie powróciły do wzrostów w ujęciu rocznym.

– W I półroczu 2020 r. wartość wyeksportowanego mięsa wyniosła 3,1 mld euro, a to o 4% mniej niż rok wcześniej – mówi Michał Siwek. – Powodem było zamknięcie sektora HoReCa, który odpowiadał za odbiór 70% mięsa nieprzetworzonego, a wzrost sprzedaży detalicznej nie zdołał zrekompensować tego ubytku. Dopiero w czerwcu nastąpiło odbicie – tłumaczy.

Innym problemem, o którym raportowali producenci był chaos na polskich granicach, znacznie poważniejszy niż gdzie indziej. Warzywa natomiast w tym roku słabo obrodziły i w pewnym momencie zabrakło zapasów, które można by sprzedać.

Były też kategorie, które zyskały. Przetwory z mięsa, ryb i owoców morza cieszyły się większym niż rok wcześniej powodzeniem przez wszystkie miesiące I półrocza. Pandemia podbiła też eksport karmy dla zwierząt czy kakao i jego przetworów.

Przeminęło z COVID-em

Z badań Mintela przeprowadzonych w maju, czyli w epicentrum pandemii wynika, że zamknięcie gospodarek nie odwróciło dotychczasowych trendów w zachowaniach europejskich konsumentów, zmieniła się jedynie ich siła oddziaływania, np. Włosi i Hiszpanie, chętniej niż Niemcy gotowali i piekli od podstaw w domu, większość częściej spożywała posiłki z rodziną, i tu duża ilość wskazań wpłynęła ze strony Polaków, natomiast Hiszpanie jadali je z rodziną zdecydowanie rzadziej niż przed pandemią. Polską specjalnością okazały się też potrawy z makaronu i ryżu, podjadanie między posiłkami i spożywanie suplementów diety. Niemal nie zmieniła się za to częstotliwość, i to w żadnym z krajów, spożycia jedzenia puszkowanego i mrożonego. Wszyscy ograniczyli też picie alkoholu (porównanie częstszych i rzadszych zachowań Francuzów, Niemców, Włochów, Polaków i Hiszpanów).

– Jak widać, niektóre wyniki są zupełnie nieintuicyjne – komentuje Michał Siwek. – Na przykład w bardzo ograniczonym zakresie zwiększyła się częstotliwość kupowania produktów spożywczych online. Przypuszczam, że wynika to z ograniczonego asortymentu, możliwości logistyczno-transportowych czy szybkiego przygotowania punktów odbioru dostaw, takich jak chłodnicze paczkomaty – ocenia.

Zachowania takie są natomiast zgodne z doświadczeniami z poprzedniego kryzysu sprzed 12 lat, który nieco zachwiał niektórymi trendami, ale wszystkie najważniejsze z nich były kontynuowane po przeminięciu najtrudniejszego okresu – dodaje.

Wniosek jest taki, że można się spodziewać kontynuowania przez konsumentów takich zachowań, jak premiowanie produktów wyprodukowanych w sposób etyczny (recykling, opakowania, zrównoważony rozwój), czy związanych ze zdrowym odżywianiem (wegetarianizm i weganizm, brak glutenu, produkty organiczne).

Bez pesymizmu

Z danych Eurostatu wynika, że w II kwartale 2020 roku, w relacji rocznej, wolumen produkcji żywności i napojów spadł o 5,9%, podczas gdy w strefie euro było to 9%, w Hiszpanii – 11%, w Czechach 9,7%, w Rumunii 9,9%. Wartość całej produkcji sprzedanej przemysłu w Polsce obniżyła się o 16,9%, podczas gdy produktów spożywczych tylko o 1,3%.

– Z danych firm produkujących żywność widzimy, że w całym I półroczu miały one niezłą płynność, a przychody wahają się w granicach od -5% do +5%, zaś marże wręcz wzrosły – mówi Michał Siwek. – Przypuszczam, że w tym czasie producentom łatwiej negocjowało się z sieciami handlowymi, które były skłonne zapłacić więcej i szybciej, żeby tylko nie zabrakło im towaru – dodaje.

Warto zwrócić też uwagę na to, że producenci żywności mimo pewnych wydatków na zabezpieczenie pracowników (nie tak wielkich jak w innych branżach, bo tu na co dzień wymagania sanitarne są bardzo wysokie i muszą być normą), na wielu wydatkach zaoszczędzili (reklamy, przejazdy, najem, zużycie mediów, spadek presji płacowej, marketing opakowania, skupienie na podstawowych produktach, co zmniejszyło liczbę przestojów związanych z przestawianiem maszyn na inne warianty produktów itp.).

– Sądzę, że gorzej już nie będzie, mimo ewentualności ponownego lockdownu, przynajmniej lokalnego – ocenia Michał Siwek. – Sektor spożywczy przetestował już tę sytuację, wie, jak się zachować, jak sobie poradzić. Jedyne, co nas martwi, w tym pozytywnym wizerunku branży, to wyhamowanie inwestycji. Firmy wolą konsolidować gotówkę "na wszelki wypadek", niż angażować ją w rozwój. W I połowie 2020 r. w całym przetwórstwie przemysłowym capex spadł o 3,1%, a w przemyśle spożywczym o 5,3% (r/r). A była to szansa na powiększenie mocy produkcyjnych – dodaje.

Magdalena Weiss 2767 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.