Drobiarze już protestują: ubój rytualny to podstawa ich biznesu

- Po wprowadzeniu zakazu uboju rytualnego polska branża drobiarska, będąca jego głównym eksporterem w UE z dnia na dzień może upaść - grzmią drobiarze.

8 września prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył, że w Polsce trzeba wprowadzić nowy porządek prawny dotyczący ochrony zwierząt i poinformował, że gotowy jest projekt ustawy w tej sprawie. - Liczymy na ponadpartyjne poparcie w tej sprawie - zaznaczył.

Jak podaje PAP, projekt dot. ochrony zwierząt zakłada m.in. humanitarne traktowanie zwierząt, zakaz hodowli zwierząt futerkowych, zakaz wykorzystywania zwierząt w celach rozrywkowych i widowiskowych, ubój rytualny tylko na potrzeby krajowych związków wyznaniowych, kontrolę społeczną ochrony zwierząt, bezpieczne schroniska, koniec z łańcuchami dla psów oraz utworzenie rady ds. zwierząt przy ministerstwie rolnictwa.

To nie pierwsze podejście do zmian w prawie na korzyść zwierząt m.in. hodowlanych. Zawsze jednak środowiska związane z produkcją mięsa protestowały na tyle mocno, że zmian ostatecznie nie udało się przeforsować. Tak jest i tym razem.

Branża drobiarska przekazała właśnie mediom swoje stanowisko dotyczące planowanych zmian do ustawy o ochronie zwierząt.

- Jako przedstawiciele całego polskiego sektora drobiarskiego, z zaskoczeniem przyjęliśmy zapowiedzi wprowadzenia zmian w ustawie o ochronie zwierząt. Naszą troskę i zaniepokojenie budzą szczególne zapowiadane zmiany dotyczące wprowadzenia przepisów ograniczających ubój religijny. Stoimy na stanowisku, że tego typu rozwiązanie może doprowadzić do upadku polską branżę mięsną, w tym producentów drobiu, jego hodowców oraz rolników - przekonują drobiarze.

Ich zdaniem, wprowadzenie zakazu uboju rytualnego w Polsce spowoduje, że zakłady, które do tej pory tego rodzaju ubój wykonywały, będą musiały zrezygnować z tej dużej części swojej działalności. Dla hodowców oznacza to utratę kontraktów oraz zmniejszenie, i tak już balansującej na krawędzi opłacalności, produkcji. W dłuższej perspektywie będzie to skutkowało utratą płynności finansowej i trudnościami w spłacaniu zaciągniętych kredytów na budowę i modernizację ferm. Zmniejszenie zapotrzebowania ze strony zakładów ubojowych odbije się negatywnie nie tylko na producentach żywca drobiowego, ale także na producentach jaj wylęgowych, zakładach wylęgu drobiu, producentach pasz i innych tzw. satelitarnych dla drobiarstwa gałęziach produkcji rolnej.

- Obecnie zarówno w UE, jak i w krajach trzecich, jedynym segmentem rynku drobiowego, w którym popyt przewyższa podaż, jest właśnie ten rodzaj produkcji. Według naszych szacunków co piąta sztuka drobiu ubijana w Polsce, ubijana jest właśnie w systemie halal lub koszer, stanowi to też 40% eksportu polskiego mięsa drobiowego. Po wprowadzeniu zakazu polska branża drobiarska, będąca jego głównym eksporterem w UE, z dnia na dzień może upaść - czytamy w oświadczeniu drobiarzy.

Dwa światy

Tymczasem pytany przez PAP prezes fundacji zajmującej się ochroną zwierząt - Viva! Akcja Dla Zwierząt, Cezary Wyszyński, o głosy krytykujące projekt, mówiące m.in., że ograniczenie uboju rytualnego może zlikwidować hodowlę drobiu i wołowiny w Polsce, prezes Fundacji Viva odparł, że dane, które przedstawiają hodowcy trzeba zweryfikować, ponieważ na przykładzie chowu zwierząt futerkowych wiemy, że mają oni tendencję do podawania kolosalnie przekłamanych informacji.

- Słyszymy, że może to zachwiać rynkiem, ale zmiany zachodzą niezależnie od przepisów prawnych, spożycie wołowiny w Europie maleje, szczególnie w dobie Covidu. Coraz powszechniejsza jest wiedza o tym, że przemysł mięsny ma negatywny wpływ na środowisko i zasoby ziemi - na przykład wodę pitną  - podkreślił w rozmowie z PAP Wyszyński.

Przypomniał, że kilka lat temu na temat uboju rytualnego odbyła się głośna debata. o Podczas tej debaty udało się naświetlić ogółowi społeczeństwa problem uboju rytualnego, pokazać i udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że przeprowadzanie uboju rytualnego jest znęcaniem się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem - zaznaczył prezes fundacji.

I dodał: - Jest to coś potwornego, bo mówimy o podrzynaniu gardła w pełni świadomemu zwierzęciu, które dusi się własną krwią, własną treścią żołądkową. Próba usprawiedliwienia tego zarabianiem pieniędzy jest nie do obrony. Trzeba pamiętać o tym, jaki los spotyka te zwierzęta i że jest to los straszny - powiedział Wyszyński.

 

Ilona Mrozowska 3777 Artykuły

W „Handlu” od 2005 r. Blisko tematyki przemysłowej i producenckiej. Właścicielka białej kulki, czyli szynszyli o imieniu Tula.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.