Jaki los czeka sklepiki szkolne?

- Sklepik w naszej szkole pozostaje zamknięty. Proszę zaopatrzyć dzieci w kanapki - to komunikat, który czytają rodzice wielu szkół od 1 września. Co to oznacza? Dramat kolejnych tysięcy mikroprzedsiębiorców.

Przypomnijmy, że od marca zamknięto szkoły i przedszkola, a więc w raz z nimi i tamtejsze sklepiki. Na ile ruszyły ponownie wraz z powrotem dzieci do nauki stacjonarnej? Takich statystyk w skali kraju nikt nie prowadzi, ale po wpisach w mediach społecznościowych, stronach internetowych szkół itp. źródłach można wywnioskować, że działające sklepiki to mniejszość, choć formalnie – działać mają prawo w reżimie sanitarnym, dokładnie takim jak „dużych” sklepach z żywnością.

- 1 września udało nam się otworzyć naszego 10. Zdrowika. Dziewięć sklepików obecnie jest zamkniętych, a do rozmów mamy wrócić z końcem września – mówi Natalia Bujak, prezes Fundacji Polskiedzieci.org, która prowadzi sklepiki szkolne na terenie powiatu wrocławskiego.

Panika w głowach?

Zamknięte sklepiki to kwestia decyzji dyrektorów szkół, ale sprawa zatacza i szersze kręgi, bo sytuacją interesują się też lokalne władze samorządowe. Przykładowo, w podwarszawskim Legionowie niedziałające sklepiki to kwestia „bezpieczeństwa dzieci”. - Chodzi o to, aby nie gromadziły się w jednym miejscu, a tak by było, gdy sklepik działał – mówi nam jedna z radnych Legionowa.

Co na to państwowe instytucje? Rozmawialiśmy z resortem zdrowia i edukacji – jak i na ile monitorują sytuację sklepików tzn., ile z nich rusza, jakie otrzymały wytyczne itp.

- Nie zbieramy danych dotyczących sklepików szkolnych. Nie ma odrębnych wytycznych dotyczących funkcjonowania podmiotów zewnętrznych, np. sklepików w szkole w okresie epidemii. Należy uzgodnić z dyrektorem szkoły warunki działania sklepiku w czasie epidemii, wykorzystując wytyczne MEN, MZ i GIS – usłyszeliśmy od Anny Ostrowskiej, rzecznika prasowego MEN.

Ministerstwo Zdrowia odesłało nas z kolei do GIS, czyli Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Ten ma dane, ale historyczne, tzn. na koniec 2019 r. w polskich szkołach działało 3541 sklepików i kiosków. Oficjalne stanowisko GIS brzmi: sklepiki mogą działając na takich zasadach jak sklepy spożywcze, a więc z używaniem maseczek, dezynfekcją rąk, zachowaniem dystansu społecznego. Jednocześnie Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS, przyznaje, że do inspektoratu docierają kolejne sygnały, iż dyrektorzy szkół nie chcą na razie otwierać sklepików.

- Moim zdaniem wszystko zależy od poziomu paniki w głowach nauczycieli i rodziców. Nowy minister zdrowia rozpoczął pierwszy dzień urzędowania od bardzo dobrych decyzji dotyczących kwarantanny i izolacji. Miejmy nadzieję, że stopniowo uda się również zmniejszyć poziom lęku w społeczeństwie – uważa Jan Bondar.

Natalia Bujak przyznaje, że rozumie dyrekcje szkół, która chce zapewnić dzieciom bezpieczny powrót do szkoły. A pozyskany czas przestoju przeznacza na zaplanowanie rozwoju naszej Fundacji. Ale gros prowadzących sklepiki patrzy na nie jak na każdy inny biznes. Tzn. przez pryzmat finansowej opłacalności.

Było źle, jest fatalnie

Sami mikroprzedsiębiorcy prowadzący sklepiki nie widzą dla siebie perspektyw, ale wcześniej też już było im źle. - Po wprowadzeniu zakazu sprzedaży w sklepikach szkolnych tzw. śmieciowego jedzenia nasze obroty oscylowały na granicy opłacalności – mówi nam była już ajentka sklepiku w jednej z warszawskich szkół podstawowych. Pisaliśmy o tym tutaj.

Teraz, w dobie pandemii, nie zdecydowała się na przedłużenie umowy ze szkołą, bo według jej wyliczeń musiałaby dokładać do interesu. - Na pewno mniej dzieci odwiedzałoby sklepik, ze względu na konieczny dystans obsłużyłabym podczas przerw mniej klientów, poza tym wciąż drogie są środki odkażające, których musiałabym kupować dość dużo – tłumaczy.

Sześciu jej znajomych prowadziło jeszcze w ubiegłym roku szkolnym sklepiki szkolne. W wakacje wszyscy zdecydowali się wypowiedzieć umowy ze szkołami.