Abc: Teraz mali mają głos

Lokalne, bardzo dobre pod względem jakości produkty, blisko do domu i znajoma od lat sprzedawczyni - to jedne z cech, o których mogą tylko pomarzyć wielkie sieci. Z Agnieszką Kryczką, właścicielką sklepu Abc w Woli Okrzejskiej i aktywistką, rozmawiamy o niepodważalnej roli małego handlu.

Jest pani prezeską Stowarzyszenia Kupców Ziemi Łukowskiej. Czemu założyliście kolejną organizację, jeśli w tym rejonie działa już Stowarzyszenie Przedsiębiorców Ziemi Łukowskiej?

Jest jeszcze jedno – Stowarzyszenie Kupców i Przedsiębiorców w Łukowie. Chcieliśmy się do niego przyłączyć, ale na przeszkodzie stanęły względy formalne. Ale kto wie, nie wykluczamy połączenia się z nimi. Natomiast Stowarzyszenie Przedsiębiorców Ziemi Łukowskiej zrzesza firmy z powiatu, ale różnych branż. My natomiast potrzebujemy reprezentacji stricte handlowej, dlatego postanowiliśmy założyć własne stowarzyszenie. Ruszyło 25 lipca 2018 r.

Przejeżdżając przez okoliczne miejscowości, odniosłam wrażenie, że handel jest tu uregulowany, głównie lokalny. Jaki więc był cel powołania stowarzyszenia?

Żeby m.in. utrzymać ten stan rzeczy. My, jako mały handel, nie rywalizujemy ze sobą. Każdy z nas ma swój asortyment, swoich klientów, a każdy klient ma prawo wyboru miejsca, gdzie robi zakupy. Zdajemy sobie sprawę, że musimy współdziałać i pomagać sobie, aby próbować ograniczyć rozwój dużych sieci handlowych, często z zachodnim kapitałem. Nie uda to się w pojedynkę, dlatego też wraz z 18 właścicielami sklepów założyliśmy stowarzyszenie.

Ze strony jakich sieci widzicie zagrożenie?

Chociażby ze strony Stokrotki, która postawiła na mocną ekspansję w naszym regionie. Ponadto w okolicach Łukowa planowane jest powstanie dwóch sklepów Dino, co może mieć znaczący wpływ na okoliczne małe sklepiki. Większe miasta nasyciły się już sklepami, dlatego ekspansja sieci schodzi do mniejszych miejscowości, na razie gminnych. Na szczęście Biedronka przespała okazję i zawczasu nie zapewniła sobie lokali w mniejszych miasteczkach. Poza tym nie ma ona w naszym rejonie dobrej prasy. Klienci wciąż pamiętają, że jeszcze całkiem niedawno sprzedawała głównie importowane produkty. Dopiero gdy rząd zaczął promować polskie produkty, zmieniła strategię. Nigdy jednak nie dorównają nam jakością towarów, sprzedającym głównie lokalne produkty.

W jaki sposób chcecie ograniczyć ekspansję dużych sieci? Czy to nie jest walka z wiatrakami?

Ależ skąd. My – mali przedsiębiorcy prowadzący biznesy handlowe – też już mamy moc i nie boimy upominać się o swoje prawa. Ogromnym wsparciem jest dla nas rzecznik małych i średnich przedsiębiorców Adam Abramowicz, który sam kiedyś prowadził sklepy spożywcze. Przy swoim biurze rzecznika powołał on zespół ds. handlu, którego jestem członkinią jako prezeska Stowarzyszenia Kupców Ziemi Łukowskiej. Łącznie w tym zespole jest nas 12 osób, przedstawicieli organizacji kupieckich. Spotykamy się co miesiąc i na bieżąco przedstawiamy swoje spostrzeżenia i problemy, próbujemy je rozwiązać we własnym gronie, a gdy to się nie udaje, działa w naszym imieniu rzecznik Abramowicz. Mamy też duże wsparcie ze strony Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług, której przedstawiciel też jest członkiem zespołu ds. handlu.

Nad jakimi problemami debatujecie?

Przed pandemią m.in. nad BDO. Powstała przy ministerstwie środowiska Baza Danych Odpadowych narobiła już wiele złego i jest zgryzotą dla wielu z nas. Powołująca ją ustawa była bardzo nieprecyzyjna i spowodowała ogromny chaos wśród przedsiębiorców. Została już znowelizowana, ale i tak wiele w niej jest wciąż do poprawienia. Jej wprowadzenie poskutkowało chociażby tym, że kiedyś firmy recyklingowe same odbierały od nas – sklepikarzy – tony kartonów i płacili nam za to. Teraz to my musimy im te kartony zawieźć i jeszcze zapłacić za odbiór. Podobnie stało się z folią rolniczą. Na firmy recyklingowe zostało nałożone tak wiele wymogów, że wielu z nich przestało się opłacać prowadzić działalność. Kolejny absurd wynikający z pierwszej wersji ustawy: każdy przedsiębiorca mający kartridże do drukarek musiał je zarejestrować do BDO i zapłacić podatek od ich utylizacji. Ja zużywam ich trzy rocznie. Skrupulatnie to wynotowałam, zarejestrowałam. Po jakimś czasie okazało się, że obowiązkiem rejestracji objęci są ci, co zużywają ich co najmniej tonę rocznie… Poza tym powinniśmy złożyćsprawozdanie ze sprzedaży foliówek za 2019 r. w wersji elektronicznej do marca, ale system wciąż nie działa. Teraz ten obowiązek jest przedłużony do września. Są też dobre strony BDO – ukróciła ona import śmieci z zagranicy.

Teraz w zespole pochylamy się nad tematami związanymi z zamrożeniem gospodarczym, kwestiami wsparcia przedsiębiorców i zachowania miejsc pracy.

A jak przyjęliście nową matrycę VAT-u, która weszła w życie od lipca?

Rozmawiałam o niej z wicepremier i minister rozwoju Jadwigą Emilewicz. Mówiłam jej, że lipcowy termin chyba nie do końca jest przemyślany. Nastał czas urlopów, wielu z nas wciąż boryka się ze skutkami pandemii, zmiany wprowadza się w środku tygodnia, to też nie jest dobrze. Co więcej – kody PKW z nowymi stawkami VAT-u zostały upublicznione dopiero w maju, pojawiło się wiele niejasności wymagających doprecyzowania. Np. ciastka z długim terminem przydatności do spożycia, obłożone do tej pory 23-procentowym podatkiem, objęte są teraz 8-procentowym, ale tylko te, które są przetworzone w małym stopniu. Minister odpowiedziała mi, że jest już za późno na zmiany. Dlatego też w nocy z 30 czerwca na 1 lipca ręcznie wprowadziłam około 300 kodów do kasy. Na szczęście mam tylko dwie kasy fiskalne. W sklepach zinformatyzowanych zmiana stawek była dużo prostsza niż u mnie, serwisant wgrywał nowe oprogramowanie.

Czy podobnego zamieszania możemy spodziewać się, gdy wejdzie w życie podatek cukrowy i od tzw. małpek?

Nie jest to wykluczone. Już teraz jest wiele pytań. Okazuje się bowiem, że Polak nie byłby sobą, gdyby nie wymyślił sposobu na obejście ustawy. W hurtowniach pojawiły się „małpki” o pojemności 90 ml i zawartości alkoholu 38%. Tymczasem w ustawie, która na razie utknęła w parlamentarnej zamrażarce, jest zapis, że opłatą zostaną objęte butelki o pojemności 100-300 ml i stężeniu alkoholu 40%. Zapytałam więc rzecznika małych i średnich przedsiębiorców, jak podejść do tego tematu w kwestiach rozliczeniowych. Sprawa jest gorąca, trwają wyjaśnienia. Ustawa miała wejść w życie 1 kwietnia, termin został przesunięty. Wiem jednak, że musi zacząć obowiązywać w tym roku, ponieważ wpływy z tego podatku są zapisane w tegorocznej ustawie budżetowej. Chodzą słuchy, że ustawa wejdzie w życie 28 grudnia.

Jak takie małe stowarzyszenie zostało członkiem ogólnopolskiego zespołu ds. handlu?

Przez przypadek. Miałam jakąś zagwozdkę prawno-skarbową i zwróciłam się o pomoc w jej wyjaśnieniu do Krzysztofa Głuchowskiego, znajomego posła z regionu. Ten z kolei polecił mnie i nasze stowarzyszenie panu Abramowiczowi, który uznał, że potrzebny jest głos lokalnego stowarzyszenia kupieckiego.

Teraz pandemia chyba ograniczyła waszą działalność.

Zdecydowanie tak, choć powoli wracamy do normalności. Zarówno w mojej działalności aktywistki, jak i przedsiębiorczyni. Początkowo klienci rzucili się do wielkich marketów, tam kilka razy odstali w wielkich kolejkach, po czym wrócili do mnie, gdzie wszystko było na spokojnie. Niektórzy byli nawet zdziwieni, że wciąż u mnie są dostępne papier toaletowy czy żele pod prysznic, często w konkurencyjnych do wielkich sieci cenach. Gdy wykryto w naszym powiecie pierwszy przypadek COVID-19, wprowadziłam pojedyncze wejścia do sklepu. Klienci byli bardzo zdyscyplinowani. Teraz jest już trochę gorzej.

Co ma pani na myśli?

Obowiązek noszenia maseczki w sklepie. Mam mały sklep, nie instalowałam w nim przegrody z pleksi przy kasie. Sprzedawczyni za to zawsze jest wyposażona w maseczki i rękawiczki. Wymagamy od klientów, żeby zakładając maseczki, chronili innych kupujących oraz nas, pracujących za ladą. Ostatnio wywiesiłam na drzwiach wielką informację, żeby wchodzić do sklepu tylko z zasłoniętymi ustami i nosem. Na razie na niewiele się to zdało. Dlatego cieszę się, że rząd przypomina teraz o obowiązku noszenia maseczek.

Czy obsługujecie klientów, którzy lekceważą ten nakaz?

Tak, bo to są nasi sąsiedzi. Jednak dostają od nas upomnienie.

Jak to jest mieszkać nad własnym sklepem? Czy zdecydowałaby się pani ponownie na tak bliskie połączenie pracy i domu?

Oczywiście, że nie. Choć teraz nie mogę już narzekać, bo sąsiedzi zaczęli szanować już nasz czas i nie pukają do mnie w środku nocy, bo im śmietany zabrakło. Niestety, było wiele takich przypadków. Sklep jest czynny dość długo, w godzinach 6-20, wtedy jest czas na zakupy.

Dlaczego mówi się o pani sklepie „stodoła”, choć nazywa on się Ikar?

Bo on powstał w stodole. Murowanej. Z czasem dobudowaliśmy jej piętro, które stało się naszym domem. Do pracy więc nie mam daleko, nie ma ryzyka, że się spóźnię, stojąc w korkach…

A skąd nazwa Ikar? Bardziej pasowałoby mi tu coś związanego z Sienkiewiczem.

To pierwsze litery imion moich i męża oraz nazwisk – jego i mojego panieńskiego. A związki z Sienkiewiczem? Powoli w naszej miejscowości jest ich coraz więcej. Mało kto bowiem wie, że tu - w Woli Okrzejskiej - pisarz się urodził. Jest tu jego muzeum, co roku organizujemy rajd rowerowy jego szlakiem i wiele innych wydarzeń kulturalnych związanych z osobą wieszcza?????.

A czy spuścizna po Henryku Sienkiewiczu ma jakiś wpływ na lokalny handel?

Muszę najpierw podkreślić, że moi klienci są bardzo przywiązani do lokalnych produktów. Nie ma więc handlu bez sera z Ryk, np. Ryckiego, jeszcze całkiem niedawno niezwykle ważne były wędliny z pobliskiego Łukowa. Teraz – dzięki stowarzyszeniu – współpracuję z malutkim wytwórcą wędlin, który przywozi mi je jeszcze ciepłe, w termosach, tylko w soboty. Był to bardzo dobry ruch, przyciągnął mi wielu klientów. Warzywa i owoce sezonowe również są z okolic. Są jeszcze piwa rzemieślnicze z lokalnego browaru Huzar, który oferuje piwa nazwane tytułami dzieł Sienkiewicza, np. „Quo vadis” czy „Szkice węglem”. Sprzedają się znakomicie.

Czy pani klienci są raczej konserwatystami, czy też potrafią zaskoczyć?

Moimi klientami są przede wszystkim mieszkańcy miejscowości, w przeważającej mierze są to dzieci w wieku szkolnym oraz osoby 50+. Dzieci – wiadomo, idą z duchem czasu. Ale starsi też. Znacząco wzrastają u mnie płatności kartą i blikiem, stanowią już około 40% obrotu. To syn namówił mnie na terminal, jestem mu za to ogromnie wdzięczna. Wracając do klientów: coraz lepiej sprzedają się u mnie dania gotowe. Ostatnio miałam nawet zapytanie, czy nie mogłabym sprowadzać gotowych naleśników. Nie ukrywam, zdziwiłam się.

W większych miejscowościach sklepy wyodrębniają półki z produktami ekologicznymi. A jak jest u pani?

U mnie większość artykułów jest eko, i to od dawna! Owoce, warzywa, lokalne pieczywo, wędliny, nabiał. I klienci o tym wiedzą.

Czy widzi pani w swoim sklepie np. kasę samoobsługową albo paczkomat przy nim?

Kasy samoobsługowej – nie, ale prowadzę usługę „paczka w Ruchu”. Zainteresowanie usługą jest ogromne. Wydaję nawet 20 paczek dziennie. W okolicy są 3-4 punkty odbioru takich przesyłek.

A jak pani widzi swój sklep i lokalny handel za 5 lat?

Myślę, że w sklepie wiele się nie zmieni. Pięć lat to jest mało, ale kto wie. Dużo może się za to zadziać w rejonie. Dlatego naszą rolą – jako stowarzyszenia – jest uświadomić samorządowcom, jak dużą rolę odgrywa mały biznes. Mało który wójt czy burmistrz wie, że 38% z PIT, podatku zapłaconego przez małego przedsiębiorcę, wraca do gminy, a 10% do powiatu. Przy dużych marketach gmina dostaje jedynie 1,5%, bo one nie rejestrują działalności tu na miejscu, tylko tworzą swoje filie. Władze samorządowe muszą więc uzmysłowić sobie, że powinny wpierać lokalne biznesy. My, mali przedsiębiorcy, sami nie damy rady. Ponadto nikt nie uważa naszej branży za kluczową dla gospodarki. Trzeba to zmienić. Jako stowarzyszenie planujemy zaprosić m.in. wójtów, przewodniczących rad, żeby ich uczulić na nasze tematy. Bez ich wsparcia wielkie sieci wykoszą małe sklepiki.

Zdjęcie: Michał Radwański

______________________________________________________________________________________________________________________________________________________

AGNIESZKA KRYCZKA

Radna, prezeska Stowarzyszenia Kupców Ziemi Łukowskiej. Franczyzobiorczyni sieci Abc. Sklep Ikar prowadzi wraz z mężem od 1998 r. Wcześniej była nauczycielką matematyki, pracowała w biurze. Już prowadząc sklep, poszła na studia – ukończyła Wydział Rolnictwa na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Mama dwójki dzieci – córka jest dorosła, syn uczy się w liceum. Uwielbia haftować i jeździć tam, gdzie jest cicho. Marzy o zrobieniu prawa jazdy na ciężarówki.

Katarzyna Pierzchała 3593 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.