Wielki boom na żele dezynfekujące: fakty i mity

Ich produkcja i sprzedaż wystrzeliły. Ale raj się kończy, również ten związany z niedoinformowaniem konsumentów, co rzeczywiście działa przeciwwirusowo.

Mnogość produktów, które w czasie epidemii mają odpowiadać na potrzeby umycia rąk w każdym momencie, a więc bez użycia wody, może obecnie przyprawić o zawrót głowy. Są ich tysiące. Od połowy marca do końca maja br. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych (URPL) wydał 1188 pozwoleń na produkty biobójcze do dezynfekcji rąk, podczas gdy w podobnym okresie rok temu wydano... 17 takich pozwoleń. Dynamicznie rośnie też liczba kosmetyków stosowanych do mycia rąk.

Wysyp graczy

Nie ma się co dziwić. Boom na wprowadzanie tego typu środków do obrotu jest odpowiedzią na gigantyczny popyt na nie odczuwalny zarówno w handlu wielkoformatowych, który bada Nielsen (dość przypomnieć puste półki w Rossmannie z żelami do rąk na początku epidemii), jak i w mniejszych sklepach, a więc tych do 300 mkw. Centrum Monitorowania Rynku podaje, że sprzedaż wolumenowa żeli antybakteryjnych do rąk wzrosła w nich w marcu w ponad 900-krotnie, porównując do średniej z ostatnich 12 miesięcy. Sprzedaż w kwietniu również była zdecydowanie wyższa i osiągnęła 500-krotny wzrost w porównaniu ze średnią z ostatnich 12 miesięcy.

Debiutów w tym segmencie nie sposób zliczyć. Swoje portfolio poszerzały i firmy kosmetyczne jak Delia Cosmetics, Laboratorium Kosmetyczne Joanna, Ziaja, ale też paliwowy PKN Orlen, w którym produkcją płynów do dezynfekcji zajął się Zakład Produkcyjny Orlen Oil w Jedliczu (na co dzień produkujący płyny do spryskiwaczy, płyny chłodnicze, smary i oleje przemysłowe).

Produkty do higieny rąk dostępne są w sprzedaży niemal w każdym sklepie – nawet w placówkach Poczty Polskiej, która na producenta i dostawcę tych artykułów wybrała firmę Uroda Polska.

Sieć Auchan chwaliła się z kolei, że ma największych wybór środków ochrony osobistej na polskim rynku, a to przez prawie 75 artykułów ochrony osobistej dostępnych w regularnej sprzedaży, w tym płyny, żele i mydła antybakteryjne, środki antybakteryjne do powierzchni i do prania, maseczki oraz przyłbice.

Czy jednak każdy sprzedawany w sklepie żel/płyn antybakteryjny to równocześnie produktów biobójczy i przeciwwirusowy? Skuteczny środek dezynfekcyjny zawiera ponad 60% alkoholu, podczas gdy żele antybakteryjne (tzw. kosmetyki antybakteryjne) mniej niż 50%. Jeśli zawartość alkoholu nie jest wyraźnie podana, można ją ocenić na podstawie kolejności wymienienia składników na etykiecie. Jeśli jako pierwszy składnik jest podana woda, a jako następny alkohol, to alkoholu jest w danym preparacie mniej niż 50% - to informacje od Mediseptu, producenta w zakresie higieny i dezynfekcji, który był „w branży” nim stało się to „modne”, bo od lat zaopatruje w tego typy produkty służbę zdrowia, przemysł i firmy sprzątające. Ponadto produkt opisany jako żel lub płyn antybakteryjny – jeśli nie ma na opakowaniu numeru pozwolenia na obrót produktem biobójczym – jest zwykłym kosmetykiem – podpowiada Medisept.

Koniec eldorado

Jednak proces uzyskiwania pozwoleń znacząco uproszczono. Do czasu. We wrześniu kończy się bowiem tymczasowe uchylenie procedur związanych z produkcją preparatów wirusobójczych i obrotem nimi. Produkty w procedurze tymczasowej rejestrowane są przez URPL od marca 2020 r. Ten sposób zgłaszania różni się od regularnej procedury tym, że podmiot odpowiedzialny, producent, nie mają obowiązku przedstawiania badań skuteczności produktów. Co w praktyce oznacza, że produkty de facto nie zostały przebadane na skuteczność bójczą wobec mikroorganizmów chorobotwórczych.

- Tymczasowe uchylenie procedur związanych z produkcją preparatów wirusobójczych i obrotem nimi kończy się w połowie września. Obowiązujące rejestracje tymczasowe pozwalają na łatwe rejestrowanie środków, nie ma konieczności przedstawienia wyników badań mikrobiologicznych, które są faktycznym potwierdzeniem, że produkt jest skuteczny, wystarcza jedynie deklaracja producenta. Okres rozpatrywania wniosków trwa zaledwie kilka dni, gdy wcześniej zabierał nawet do roku. Tymczasowe przepisy pozwalają na użycie do produkcji środków biobójczych alkoholu niezatwierdzonego przez europejskie jednostki certyfikujące - tłumaczy lekarz wirusolog Waldemar Ferschke, wiceprezes Medisept.

A co ta zmiana oznacza dla konsumentów? Tyle, że produkty te nie będą dostępne w sprzedaży, czyli po prostu nie kupimy ich po wygaśnięciu pozwolenia, które są wydawane tylko na 180 dni od momentu zgłoszenia.

Po wysypie należy więc chyba spodziewać się znaczącego skurczenia sklepowych półek…

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.