Handel w niedzielę: przywrócić czy nie [ANKIETA HANDLU]

Jak koronawirus zmienił podejście sieci do zakazu handlu w niedzielę? Przywrócenie handlu w niedzielę to większe bezpieczeństwo dla kupujących i szansa na podratowanie gospodarki - uważa Spar. Co na to inni gracze?

Na zdjęciu: pierwszą niedzielą, w którą obowiązywał ustawowy zakaz handlu był 11 marca 2018 r.

O tym, że niedziele z handlem mogą być remedium na problemy gospodarcze przebąkują nawet Niemcy, dla których zakaz handlu w ten dzień tygodnia był swoistą świętością. W Polsce ów handel także wraca regularnie na medialne czołówki. A co o jego zniesieniu myślą główni zainteresowani, czyli sieci handlowe? 

Żabka. Ta czołowa sieć sklepów convenience, której sklepy, będące placówkami pocztowymi, działają również w niedziele niehandlowe, zaznacza, że jej stanowisko jest tożsame z tym Polskiej Izby Handlu (PIH). Z kolei Maciej Ptaszyński, wiceprezes PIH, pytany przez nas o sprawę, mówi, że małe sklepy  odnalazły się w rzeczywistości legislacyjnej jaką tworzy ustawa (ograniczająca handel w niedzielę - red.) - Ze strony segmentu MŚP w handlu nie docierają sygnały, aby ograniczenie to stanowiło utrudnienie lub że należałoby dokonywać zmian. Tym bardziej, iż w ramach Tarczy 1 ograniczenie handlu w niedziele zostało już złagodzone w zakresie wykonywania w niedzielę czynności związanych z handlem w okresie pandemii - dodaje Maciej Ptaszyński.

Grupa Eurocash - sieci Abc, Delikatesy Centrum, Euro Sklep. - Zarówno handel, jak i Polacy, przyzwyczaili się już do tego, że w niedzielę można zrobić zakupy jedynie w osiedlowych sklepach. Z naszych danych wynika, że zakaz handlu w niedziele służy sklepom, szczególnie tym do 100 mkw., które tego dnia mogą prowadzić swoją działalność, ponieważ za ladą staje sam właściciel sklepu. W takich placówkach średnia wartość sprzedaży na sklep w niedziele jest wyższa niż w pozostałe dni tygodnia - mówi Jan Domański, rzecznik prasowy Grupy Eurocash.

Podkreśla, że sytuacja związana z epidemią COVID-19 dodatkowo umocniła pozycję lokalnych sklepów blisko domu. - Polacy w tym trudnym czasie jeszcze bardziej docenili niewielkie, znajdujące się po sąsiedzku placówki, w których bezpiecznie i bez konieczności kontaktu z dużą grupą ludzi można zrobić najpotrzebniejsze zakupy, w tym również w niedziele.  Tymczasowe przywrócenie niedziel handlowych dla wszystkich formatów mogłoby zatem negatywnie wpłynąć na mniejsze placówki detaliczne, które tego dnia musiałaby się liczyć ze spadkiem liczby klientów i obniżeniem wyników sprzedaży - zaznacza Jan Domański.

Spar. Inne jest podejście do sprawy sieci, która z ów niehandlowych niedziel nie korzysta. Przedstawiciele Spara, pytani przez nas o sprawę, podkreślają, że cały czas uważają, że niedziele handlowe powinny zostać przywrócone. Powołują się i na interesy gospodarcze i względy sanitarne.  - Branża handlowa, jak z resztą inne gałęzi biznesu, znalazły się przez pandemię w trudnej sytuacji. Przywrócenie możliwości handlu w niedziele przyczyniłoby się z pewnością w wielu przypadkach do zneutralizowania skutków kryzysu. Ponadto, dodatkowy dzień handlowy spowodowałby rozłożenie ruchu w sklepach, zwiększenie poziomu dystansu społecznego, a co za tym idzie bezpieczeństwa. Kwestie ważne dla pracowników, czyli gwarancje określonej ilości wolnych niedziel można rozwiązać inaczej – poprzez zmiany w kodeksie pracy - odpowiedziało nam biuro prasowe Spara.

Polska Grupa Supermarketów - sieć Top Market. Michał Sadecki, PGS, mówi wprost: Zdecydowanie jestem fanem wolnego rynku oraz stabilnych i przewidywalnych regulacji prawnych, uzgadnianych z graczami danego segmentu rynku. Podkreśla, że z "niedzielami" tak niestety nie było. - Były szybkie pozorowane konsultacje i decyzja administracyjna, która uderzyła w niektórych graczy rynku, a jednocześnie faworyzowała stacje paliw i jedną sieć spożywczo-pocztową. Która to sieć - jak mówią na mieście - jest na celowniku wspomnianej spółki petrochemicznej. Czy to prawda czy business-fiction - zobaczymy, ale trochę się wpisuje w pomysł państwowej sieci sklepów spożywczych - mówi Michał Sadecki. 

Grupa Chorten.  - Obecnie po zniesieniu limitów klientów na sklepach, sytuacja zakupów się unormowała, nie ma kolejek przed placówkami spożywczymi, klienci i personel muszą oczywiście pamiętać o dystansie i stosowaniu środków ochronnych. Z naszej perspektywy, jako grupy zrzeszającej blisko 2000 placówek niezależnych detalistów, uważamy, że możliwość sprzedaży w niedziele powinni mieć przede wszystkim właściciele polskich rodzinnych sklepów - uważa Krzysztof Pakuła, prezes zarządu Grupy Chorten. 

Wojciech Grzeszczak, prezes zarządu i dyrektor handlowy sieci Limonka, która działa w ramach Grupy Chorten, dodaje, że zmiany w tym zakresie [handlu w niedzielę - red.] , szczególnie czasowe, są niewskazane. Klienci, po początkowym zamieszaniu przyzwyczaili się do nowych realiów przestawiając swoje nawyki na nowe tory. Poza tym, Właściciele sklepów zreorganizowali również grafiki pracy personelu oraz sami wpasowali się w nową rzeczywistość. Wprowadzanie nieprzemyślanych i niedostatecznie skonsultowanych zmian „wywróci” system i kolejny raz, w stosunkowo krótkim okresie czasu, zaburzy z trudem odbudowywaną równowagę na rynku.

Grupy Polskich Sklepów Passa. To przykład sieci zrzeszającej w 100 % sklepy, w których właściciele sami decydują, o tym jak i kiedy prowadzą biznes. - Duża grupa naszych partnerów  jeszcze przed oficjalnym zakazem umożliwiała swoim pracownikom spędzanie niedzieli ze swoimi rodzinami zamykając swoje placówki - mówi Aleksandra Mikołajczyk, prezes zarządu grupy. Nie widzi potrzeby  przywracania handlu w niedzielę , a wręcz uważa, że obowiązek powinien dotyczyć wszystkich sklepów detalicznych. - Polacy przyzwyczaili się już do nowego sposobu realizowania swoich  potrzeb zakupowych, a pracownicy bardzo cenią sobie możliwość odpoczynku i spędzania czasu z rodziną. Zamknięcie placówek w naszym regionie zostało przyjęte z dużym zrozumieniem przez klientów, dlatego i teraz nie widzimy potrzeby zmian - dodaje.

Hurtownia Spożywcza Czempion - sieć handlowa Sezamek. Sieć Handlowa Sezamek zrzesza zarówno małe sklepy prywatne o charakterze sklepów osiedlowych, czynne we wszystkie niedziele (sprzedaż prowadzi właściciel) oraz sklepy będące własnością spółdzielni handlowych, w których sprzedaż z mocy ustawy jest zabroniona. - Jako przedstawiciel sieci nie mogę zająć jednoznacznego stanowiska, gdyż byłoby to faworyzowanie jednych kosztem innych w obrębie sieci. Mogę jedynie przekazać opinię obydwu stron - zaznacza Dariusz Serwoński, dyrektor handlowy sieci.

Tłumaczy, że właściciele mniejszych sklepów prywatnych w zdecydowanej większości są przeciwni zmianom - obroty generowane w niedziele kilkukrotnie przewyższają średni obrót dzienny od poniedziałku do soboty. Z kolei władze spółdzielni czy właściciele większych sklepów, którzy z różnych powodów nie mogą stanąć za ladą, uważają, że ustawa w obecnym kształcie nie jest zgodna z pierwotnymi założeniami gdyż, ich zdaniem, powinna obejmować wyłącznie duże formaty: supermarkety i dyskonty należące do zagranicznych sieci handlowych.

Mirabelka. - Wiele nieprzemyślanych i podejmowanych doraźnie ingerencji w wolność działalności gospodarczej przyniosło skutki co najmniej odbiegające od zamierzonych jeśli nie całkowicie odwrotne. Państwo oczywiście ma prawo ingerować w tym zakresie ale zmiany powinny być poprzedzone szerokimi konsultacjami oraz dobrze przygotowane. W przeciwnym wypadku odbijają się zwykle najbardziej niekorzystnie na tych których rzekomo mają wspierać - uważa Wojciech Dziekanowski, menedżer ds. rozwoju sieci. 

Przekonuje, że zakaz handlu w niedzielę został dobrze wykorzystany przez największe sieci detaliczne które dzięki kosztownym, ale sprawnym działaniom marketingowym, skłoniły klientów do robienia tam większych zakupów w inne dni tygodnia. - Najmniejsze sklepy dzięki możliwości otwierania ich w niedziele mają co najwyżej możliwość zrekompensowania strat spowodowanych przesunięciem części większych, niedzielnych zakupów w dużych centrach handlowych na pozostałe dni tygodnia. W te dni poprzednio klienci częściej odwiedzali mniejsze sklepy. Najtrudniejszą sytuację mają prężni kupcy i właściciele lokalnych marketów czy sieci sklepów własnych którzy nie mają możliwości pracy w niedziele a ich skala działalności nie pozwala konkurować bezpośrednio z największymi - mówi Wojciech Dziekanowski.

Dlatego, jak tłumaczy, teoretycznie powinien w związku z tym wspierać czasowe lub stałe zawieszenie omawianych regulacji. Ale to teoria. Praktyka wygląda inaczej.  - Mamy wiele obaw dotyczących możliwych form i treści tych zmian. Poprzedźmy zmiany uczciwą analizą skutków, dajmy czas przedsiębiorcom na dostosowanie się do nowych przepisów a przede wszystkim dbajmy o to by nowe prawo było sprawiedliwe i przejrzyste - proponuje. 

 

 

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.