Milion: kto da więcej

Sklep jest niezwykle kosztochłonnym przedsięwzięciem. Jego uruchomienie kosztuje 2,5-3,5 tys. zł na metr kwadratowy powierzchni sprzedaży. Dużo zależy od rodzaju urządzeń chłodniczych i klimatyzacji.

To kwoty, które robią wrażenie. Chcąc uruchomić 300-metrowy sklep i wybierając podstawowe wyposażenie, należy się liczyć z inwestycją rzędu 750 tys. zł (nie licząc oczywiście zatowarowania). Stawiając na lepszą jakość sprzętu – wydatek przekracza 1 mln zł.

Przy 500-metrowym sklepie koszt inwestycji waha się między 1 250 000 a 1 750 000 zł (odpowiednio 2,5 tys. i 3 tys. zł/mkw.) Dlaczego aż tyle? Wyjaśniamy, bazując na doświadczeniu doświadczonych detalistów, którzy niejeden sklep w swoim życiu uruchomili.

PRZEDE WSZYSTKIM: PRZYSTOSOWANY LOKAL
Ostatnio do Grzegorza Łakoty, właściciela siedmiu sklepów spożywczo-przemysłowych na Śląsku, zadzwonił znajomy deweloper z radosną informacją: „Mam dla pana lokal w idealnym punkcie – główna ulica, nowy budynek, za ścianą apteka, wygodny parking”. Pan Grzegorz zjadł już zęby na handlu, więc pyta: – Czy drzwi wejściowe są automatyczne?

Padła odpowiedź, że niestety nie. I na tym definitywnie zakończyła się rozmowa o potencjalnej inwestycji.

– Od razu wiedziałem, że to tzw. lokal uniwersalny i koszty uruchomienia w nim sklepu byłyby ogromne – tłumaczy Grzegorz Łakota. Po czasie dowiedział się, że miał rację. Przedsiębiorca, który zdecydował się uruchomić tu sklep, w zasadzie wykonał w nim od nowa instalację elektryczną, informatyczną, doprowadził wodę i kanalizację do stoiska monopolowego i działu mięsnego, musiał zrobić na zapleczu myjnię wózków i skrzynek itd.

– Często bywa też tak, że istniejące ogrzewanie nie zawiera instalacji do nagrzewnic i kurtyn. A nawet jeśli już ma, to nagle okazuje się, że czynnik ma niską temperaturę i nagrzewnice nie będą efektywne – tłumaczy detalista, który radzi mniej doświadczonym od niego kolegom dogadać wszelkie szczegóły już na etapie projektu budynku.

Jeśli się tego nie zrobi, to trzeba szykować grube dziesiątki tysięcy złotych na adaptację samego lokalu. – A i tak po jakimś czasie może się okazać, że posadzka wykonana została z płytek „łapiących” brud, więc nadaje się tylko do skucia, poza tym drzwi wejściowe rozlatują się po dwóch latach, wentylacja jest nieskuteczna, a cały obiekt źle zaizolowany termicznie – gorzko wspomina.

Często lokal wymaga też nowego oświetlenia – dzisiejsze standardy wymagają porządnych belek LED. Budżetowe, z dwuletnią gwarancją, to koszt około 200 zł za metr z montażem. Ale system z wymiennymi wkładami i regulowanym natężeniem światła, czyli z rozbudowaną elektroniką, kosztuje już około 500 zł za metr.

Czy warto tyle wydać? Przykład dyskontów pokazuje, że warto. Do tego dochodzą tzw. doświetlacze LED nad mięsem i warzywami – od 300 zł netto za sztukę w górę. Łącznie samo oświetlenie 300-metrowego sklepu kosztuje od 25 do 50 tys. zł z montażem.

WŁASNY LOKAL TO LUKSUS, TEŻ KOSZTOWNY
Mało kogo stać na wybudowanie własnego budynku, zrozumiałe jest, że detaliści szukają gotowych lokali użytkowych. Ci jednak, którzy budują własny obiekt, też nie mają lekko.

Parę miesięcy temu jeden z naszych czytelników uruchomił nowy, kompaktowy sklep na wsi, powierzchnia sali sprzedaży 270 mkw. Już na etapie warunków budowy urząd zażądał od detalisty systemu wentylacyjnego z rekuperacją. Koszt łączny to ponad 60 tys. zł, ponieważ sam rekuperator kosztuje prawie 30 tys. zł. Ogrzewanie gazowe z nagrzewnicami, kurtyną wodno-powietrzną i podłogówką w części socjalnej oraz pod płytkami za ladą mięsną (bardzo sobie pracownice chwalą) kosztowało około 35 tys. zł. Wywołane już do tablicy drzwi automatyczne wraz z montażem uszczupliły budżet o co najmniej 15 tys. Zamówione też zostały okna tzw. bezpieczne, dwukrotnie oklejone, a w dodatku atermiczne. Trzeba wydać na nie około 1 tys. zł za metr.

– Tak, kwoty są astronomiczne. Ale w zakresie budowlano-instalacyjnym nie da się zaoszczędzić. Wszelkie zmiany w trakcie użytkowania kosztują potrójnie – tłumaczy powody dużych inwestycji nasz czytelnik.

Zgadzają się z nim pozostali nasi rozmówcy: – Zdecydowanie. W dniu otwarcia wszystko musi być na maksa, półśrodki są niemożliwe i nieopłacalne – przyznaje Andrzej Walewski, właściciel sieci sklepów Hamann.

Wśród doświadczonych przedsiębiorców panuje więc zasada, że czego nie zrobisz dobrze (drożej) od razu, to cię będzie prześladować codziennie. – Jeśli nie zrobiłeś klimatyzacji w sali 300-500 m, to po czasie dowiesz się, że inwestycja w gotowym obiekcie będzie droższa o połowę. Nie wspomnę już o takim drobiazgu jak nocne kucie dziur w ścianach obiektu w trakcie eksploatacji, rurowanie, kablowanie itd. – przestrzega przedsiębiorcaze Śląska.

Wielu średnich i mniejszych detalistów przyznaje, że nie zdecydowałoby się na otwarcie kolejnego sklepu, jeśli musieliby wyposażać go tylko w nowe meble. Zwyczajnie nie byłoby ich na to stać. Dlatego też kwitnie rynek używanych mebli sklepowych, szczególnie chłodniczych. Wystarczy przemnożyć 1500 euro za każdy metr bieżący nowego regału chłodniczego czy lady. Na 500 m sali (20 m bieżących urządzeń to absolutne minimum) koszt z montażem, zasilaniem, sterowaniem, agregatorownią wyniesie ok. 200 tys. zł. Na używane wyda się mniej niż połowę. Nowe regały stalowe to też poważny koszt. Regał przyścienny kosztuje około 1 tys. zł/metr, gondola – około 1,5 tys. zł/mkw. Meble używane, po regeneracji, warte są połowę tej ceny.

Ostatnio „modne” są zakupy u komorników – na rynku przybywa bankrutów, można kupić wyposażenie marketów nieco powyżej ceny złomu, ale trzeba wiedzieć, jak te meble doprowadzić do użytku, skąd wziąć brakujące elementy i mieć magazyn na przechowanie zapasów.

WYDATKI NA „DROBNE” WYPOSAŻENIE
W nowym sklepie meble w dziale mięsnym powinny być nierdzewne. Koszt od 1000 zł za metr. Do tego dochodzą wydatki na 2-3 krajalnice, wilk do mięsa, ewentualnie vaccum, noże, tace itd. – tu można wydać każdą kwotę. Np. krajalnica MaGa kosztuje ponad 3 tys. zł, zaś bardzo podobna firmy Bizerba tyle samo, tylko że euro. W nowoczesnym sklepie nie powinno zabraknąć też pieca konwekcyjno-parowego z dodatkowym aktywnym okapem.

Taka przyjemność jest warta od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych.

– My zdecydowaliśmy się na kombajn z Convothermu. Kosztował prawie 30 tys., ale nie żałujemy wydatku – przyznaje Grzegorz Łakota. – Taki piec piecze właściwie wszystko, emituje „właściwy” zapach i ściąga do sklepu amatorów gorącego mięsa – tłumaczy.

Są jeszcze koszty systemu informatyczno-kasowego. Dziś standardem są POS-y, na 300 m sali sprzedaży wystarczą 2-3 stanowiska. Do tego trzeba doliczyć okablowanie, komputer na zapleczu wraz z oprogramowaniem, monitoring, nagłośnienie, alarm, wagi metkujące – i przedsiębiorca jest „uboższy” o kilkadziesiąt tysięcy.

W kalkulacji nie należy też zapominać o kosztach na zewnątrz. Parkingi, wjazdy, wyjazdy, kanalizacja deszczowa, oświetlenie elewacyjne, szyldy – to ogromny wydatek, obłożony na dodatek podatkiem od wartości nakładów. Na tym oczywiście nie koniec. Sklepy wymagają ciągłych modernizacji. Jest to proces wynikający przede wszystkim z postępu technologicznego i zmian trendów konsumenckich, ale też z zużycia sprzętu. A ten wymaga wymiany co 5-7 lat.

Podsumowując, sklep jest niezwykle kosztownym przedsięwzięciem. – Tanio już było, zaś na rynku mają szansę pozostać ci, którzy spełniają bardzo wygórowane oczekiwania klientów, porównujących nas codziennie z zachodnią konkurencją – uważa Grzegorz Łakota.

Subiektywna lista najważniejszych potrzeb handlu
1. POS-y
2. Klimatyzacja
3. Chłodnictwo połączone z rekuperacją
4. Oświetlenie LED
5. Uruchomienie sklepów internetowych
6. Kasy samoobsługowe
7. System dezynfekcji, np. lampy UV
8. Fotowoltaika

Katarzyna Pierzchała 3540 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.