Niemcy zarzucają Polsce protekcjonizm

Kraje Europy Wschodniej wykorzystują koronawirusa do chronienia swoich rynków - Lebensmittel Zeitung pisze o zaniepokojeniu Komisji Europejskiej rosnącym protekcjonizmem. Chodzi m.in. o Polskę.

W trakcie pandemii koronawirusa Europa Wschodnia odcina się jeszcze bardziej niż wcześniej od wspólnego rynku – pisze niemiecki portal lebensmittelzeitung.net.

Wiele rządów wykorzystuje pandemię jako pretekst do ochrony krajowych firm. „W wyniku epidemii koronawirusa łańcuchy dostaw na całym świecie stają się coraz krótsze. Do protekcjonizmu już tylko krok” – ostrzegł w zeszłym tygodniu komisarz UE Franz Timmermans, przedstawiając strategię „od pola do stołu” na rzecz zrównoważonej żywności.

Jako pierwszy przykład podaje działania polskiego rządu, który apeluje do klientów, aby wybierali polskie towary w czasach Covid-19. Przykład Biedronki pokazuje, jak duża presja ciąży nawet na dużym zachodnioeuropejskim detaliście. W ubiegły poniedziałek (25 maja) Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów poinformował o wszczęciu postępowania przeciwko dyskontowi po tym, jak – według niego – potwierdziły się zgłaszane przez konsumentów zarzuty oznaczania importowanych warzyw i owoców jako wyprodukowanych w Polsce.

Portal przypomina także, że Ministerstwo Rolnictwa niedawno napiętnowało 15 mleczarni, które importowały mleko z innych krajów UE, m.in. z Niemiec, a rząd zapowiedział drukowanie na paragonach informacji, jaka część koszyka została wyprodukowana w kraju oraz stworzenie państwowej sieci sklepów spożywczych. "To potrząsanie szabelką w roku wyborów prezydenckich przez prawicową konserwatywną partię rządzącą PiS" – ocenia komentator. Przypomina także o pomyśle gwarancji "uczciwych" marż dla polskich rolników i zamiarze stworzenia holdingu rolno-spożywczego.

Zjawisko takie występuje jednak nie tylko w Polsce. Detaliści mający siedzibę w Czechach mogą zostać zobowiązani do zarezerwowania co najmniej 55% miejsca na swoich półkach na produkty krajowe już w 2021 r. – udział ten ma wzrosnąć do imponujących 85 procent do 2027 r. Parlament debatuje nad wnioskiem w tym tygodniu. To akurat zła informacja dla Polski, dla której Czechy są drugim największym odbiorcą produktów.

„Komisja zwróciła się do Pragi o wcześniejsze przedstawienie proponowanych zmian w prawie, ale osoby odpowiedzialne za to działanie po prostu tego nie robią” – krytykuje Ilya Bruggeman ze stowarzyszenia EuroCommerce. W praktyce firmom niewiele przyjdzie z tego, że prawo, które nie zostało wcześniej zgłoszone, jest teoretycznie nieważne. – „Nie można po prostu powiedzieć władzom, że prawo nie jest wiążące” – powiedział Bruggeman, dodając, że firmy narażają się w ten sposób na kary. 

Rumunia musiała zmienić swoje przepisy z 2016 r. (co zrobiła dopiero ok. dwóch miesięcy temu), które nakazywały pozyskiwanie co najmniej 55% produktów lokalnie, co naruszyło prawo UE, jak orzekła Komisja w postępowaniu w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego. Przepisy obowiązywały jednak przez cztery lata. "Inwestorzy wydali w międzyczasie dużo pieniędzy na dostosowanie do nich swoich modeli biznesowych” – powiedział Neil McMillan z EuroCommerce.

Podobne postępowanie toczy się przeciwko Bułgarii, która wprowadziła model podobny do czeskiego projektu. Sofia niedawno zobowiązała sprzedawców detalicznych z zaledwie dwutygodniowym okresem przejściowym do zwolnienia pewnej części miejsca na półce na produkty krajowe i do kupowania żywności tylko od regionalnych producentów. Ponadto 90% wszystkich produktów mlecznych musiało być wytwarzanych z bułgarskiego mleka. Komisja uważa te środki za dyskryminujące i wszczęła postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego trzy tygodnie temu. 

FoodDrinkEurope ostrzega przed „nacjonalizmem żywnościowym – zarówno na rynku wewnętrznym, jak i w stosunku do naszych partnerów handlowych spoza UE”. Wykluczenie może również zaszkodzić konsumentom, ponieważ utrudnia dostęp do różnorodnej, niedrogiej oferty żywności – przestrzega stowarzyszenie.

Zdjęcie: Shutterstock

Magdalena Weiss 2696 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

  • odpowiedz

    Franz Timmermans - i wszystko jasne... Gdyby Maczkowcy wiedzieli, że taki polakożerca się w NL urodzi, to pewnie nie przelewaliby krwi za Bredę i inne ich miasta. I nie wiem jak temu "geniuszowi" wyszło, że popieranie (a nie uprzywilejowywanie lub chronienie kosztem innych) swoich to protekcjonizm. Niech spojrzy na swoją część "ogródka" i zakazy delegowania pracowników, które na zachodzie wprowadzili wraz z Europejskim Trybunałem (nie)Sprawiedliwości - to jest protekcjonizm czystej wody. No ale tego ów "światły geniusz nowoczesności" nie widzi. Tak, jak nie widział łamania praw obywatelskich gdy francuska policja pacyfikowała krwawo demonstrantów. Typowe dla nich: obłuda, zakłamanie i hipokryzja.

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.