McKinsey: Handel jak dawniej najwcześniej za kilka miesięcy

Wyniki przeprowadzonego przez analityków z McKinseya badania sugerują, że detaliści spodziewają się powolnego rozruchu działalności oraz zmian w modelach i procedurach operacyjnych sklepów.

Ze względu na restrykcje, jakie zmuszony był wdrożyć polski rząd po wybuchu pandemii, jedną z najbardziej poszkodowanych grup, zaraz po gastronomii i turystyce, byli detaliści. Dzisiaj ten sektor przechodzi proces reanimacji, jednak jak pokazują ostatnie tygodnie, sama zgoda na prowadzenie działalności nie wystarczyła, by przyciągnąć z powrotem klientów do centrów handlowych.

– Pandemia COVID-19 była jak hamulec ręczny zaciągnięty w takcie pędu po autostradzie. Z powodu lockdownu ucierpieli prawie wszyscy. Gospodarka jest jak układ naczyń połączonych, które są od siebie uzależnione. Wydawało się, że po kolejnych fazach odmrożenia, jakie realizują organy państwowe, wciśniemy gaz i biznes ruszy z kopyta. Jednak okazuje się, że managerowie muszą być gotowi na to, że starego już nie ma, jest tylko nowe, a to wymaga dopasowania – przekonuje Sascha Stockem z Nethansy, która wprowadza polskie i niemieckie firmy na platformę handlową Amazon, gdzie zarządza ich obecnością przy pomocy bazującego na sztucznej inteligencji autorskiego systemu Clipperon. 

Będzie dobrze, chociaż inaczej

Odnaleźć się detalistom w nowej rzeczywistość może pomóc badanie przeprowadzone przez firmę analityczną McKinsey, które zrealizowano wśród 98 kierowników sklepów detalicznych z USA. Zdaniem przedstawicieli branży po otwarciu sklepów ożywienie ruchu zajmie co najmniej kilka miesięcy. Według 16% respondentów-optymistów wystarczą dwa miesiące, by sytuacja wróciła do stanu sprzed epidemii. Aż 49% jest jednak zdania, że okres rekonwalescencji zajmie od dwóch do sześciu miesięcy, zaś 36% uważa, że ruch w sklepach zbliży się do normy dopiero za pól roku lub dłużej. Co ciekawe, w tym gronie uwzględnieni są również managerowie, którzy uważają, że sytuacja już nigdy nie będzie taka sama (6%).

Moment, w którym ludzie mogli swobodnie opuścić swoje cztery ściany i mimo maseczek na twarzach, cieszyć się wolnością, miał uruchomić handel detaliczny. Jak pokazują ostatnie tygodnie, tak się jednak nie stało. Wiele wskazuje na to, że nastąpiła trwała zmiana modelu dystrybucji. 

Detaliści od dawna zapowiadają, że handel internetowy będzie większy niż przed wybuchem COVID-19. Prognozy różnią się z zależności od podsektora, który reprezentują uczestniczący w badaniu McKinseya menedżerowie. W porównaniu z poziomami przed pandemią, sprzedaż online ma być wyższa o 6 do 13 pkt proc. 

– Jeszcze zaledwie kilka miesięcy temu firma Generix Group w swoich prognozach zakładała,  że już za cztery lata w bezpośrednim starciu e-commerce pokona handel tradycyjny. Tymczasem wygląda na to, że pandemia koronawirusa przyspieszy ten proces. Rozciągnięta w czasie kultura społecznego dystansowania i przymusowa zmiana nawyków zakupowych, muszą mieć realny wpływ na zachowanie konsumenta, nawet po zakończeniu pandemii twierdzi prezes Nethansy Sascha Stockem.

Ostrożnie do przodu

Większość uczestników zrealizowanego przez McKinseya badania przyznaje, że nie ma jeszcze gotowego planu działania na okres po zdjęciu lockdownu. 75% respondentów zwleka z podjęciem jakichkolwiek decyzji. Jednocześnie śledzą oni szeroki zakres wskaźników, które można wykorzystać jako sygnały określające, kiedy i na jakich warunkach ponownie otworzyć sklepy.

O jakich determinantach mowa? Oprócz przepisów i wskaźników infekcji managerowie sprawdzają dostępność siły roboczej, wydajność sklepów przed wybuchem koronawirusa oraz działania konkurencji. 

Ponowne otwarcie sklepów to również spore ryzyko, zarówno dla zdrowia pracowników i klientów, jak i rentowności biznesu. Informacja o zakażeniach na terenie sklepu mogłaby dotrzeć do ogromnej liczby potencjalnych klientów i okazać się gwoździem do biznesowej trumny. Dlatego dziewięciu na 10 respondentów zapowiada zwiększenie częstotliwości czyszczenia sklepów, zachęcanie do zachowania bezpiecznego dystansu między klientami (54%) i ograniczenie Liczby osób przebywających jednocześnie w sklepie (49%).

– Kolejne drastyczne restrykcje znikają, ustępując miejsca o wiele mniej inwazyjnym metodom ograniczania ryzyka rozprzestrzeniania się COVID-19 . Czy podjęte przez sklepy działania zapobiegawcze okażą się wystarczające? O tym przekonamy się dopiero za jakiś czas. Detaliści stoją więc przed wyborem: biernie czekać na klienta i inicjatywy rządowe lub rozwijać wirtualne kanały sprzedaży. Druga opcja w mojej ocenie jest dużo bardziej racjonalna. Ważne, aby planować i to z wyprzedzeniem, gdyż sprzedaż bez strategii to zdanie się na pastwę losu – mówi Sascha Stockem z Nethansy. 

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.