Lotte Wedel: ważne, by działać jak najnormalniej [WYWIAD]

Wprowadzamy nowości, realizujemy inwestycje, daliśmy zaplanowane podwyżki - opowiada Maciej Herman, dyrektor zarządzający Lotte Wedel.

„Handel”: Nie sposób nie zacząć od pandemii. Mieliście ambitne plany inwestycyjne – zmieniacie je z powodu koronawirusa?
MACIEJ HERMAN: Nie, sprawnie się dostosowaliśmy do tej nowej rzeczywistości. Jesteśmy w trakcie procesu rozbudowy fabryki i automatyzacji produkcji, w efekcie czego zyskamy dodatkowe linie dla produktów będących fundamentem naszej działalności oraz przestrzeń do tworzenia nowego asortymentu. Zakończenie realizacji inwestycji, której całościowy koszt wyniesie 200 mln zł, planujemy na koniec 2021 r. Rozbudowa fabryki jest projektem strategicznym i szukamy rozwiązań umożliwiających prowadzenie go, jednocześnie jako priorytet stawiając bezpieczeństwo i zdrowie naszych pracowników. Oczywiście napotykamy różne trudności, jak np. zamknięcie urzędów, na skutek których wydłużają się pewne decyzje, ale staramy się pracować normalnie, zgodnie z założeniami.

A jaki nowy asortyment będzie produkowany po ukończeniu rozbudowy?
O tym na razie nie mogę mówić. Nowości są siłą napędową rynku słodyczy – rozszerzanie portfolio to poza eksportem często jedna z niewielu możliwości rozwoju przy dojrzałym rynku słodyczy w Polsce.

Taka kryzysowa sytuacja jak koronawirus naturalnie zmienia układ sił na rynku – część firm szuka nowych właścicieli. Na ile to może być kuszące dla Lotte Wedel, czy zdecydujecie się na przejęcie w Polsce?
Akwizycje są dla nas interesującym kierunkiem i rozważamy różne możliwości w tym obszarze. Sytuacja związana z pandemią wpływa na funkcjonowanie wielu firm, które mają problemy z płynnością i naturalnie stają się bardziej chętne do tego typu rozmów, co może przyspieszyć proces. Jednocześnie działa wiele funduszy inwestycyjnych, które obserwują bacznie rynek i nie jest wcale oczywiste, że wyceny będą atrakcyjne. Obecnie jesteśmy na etapie badania tego tematu i nie mamy jeszcze w związku z nim konkretnych planów.

Mówimy o szeroko rozumianych spożywczych akwizycjach?
Interesujące nas akwizycje obejmują synergie w obszarze produkcyjnym i komercyjnym. Skłaniamy się raczej ku podmiotom zagranicznym funkcjonującym na terenie Europy Środkowo-Wschodniej w szeroko pojętej kategorii słodyczy, zwłaszcza w segmentach komplementarnych z naszym portfolio.

To kwestia tego roku, gdy coś się zadzieje?
Trudno powiedzieć, sytuacja, zwłaszcza teraz, jest bardzo dynamiczna. W tej chwili koncentrujemy się jednak przede wszystkim na prowadzeniu bieżącej działalności biznesowej i realizacji rozpoczętych inwestycji. Intensywnie współpracujemy jednocześnie z innymi producentami – i to za tego typu projektami rozglądamy się w pierwszej kolejności. W sklepach dostępne są m.in. produkty licencyjne, tj. donuty czy desery z oryginalną wedlowską czekoladą. Trend double brandingu wykorzystaliśmy również w naszej tegorocznej ofercie lodowej przy produkcie Lody E.Wedel Sorbet Mango stworzonym przy współpracy z firmą Hortex.

Wprowadzacie na rynek kolejne nowości bez zmian czy wstrzymaliście poszerzanie portfolio?
Tak jak wspomniałem, cała załoga Wedla dzielnie działa, minimalizując negatywny wpływ obecnej sytuacji na pracę produkcji i prowadzenie działalności biznesowej. W ramach realizacji planów wprowadzamy do sprzedaży nowości, m.in. lodowe. Tegoroczne portfolio lodów E.Wedel obejmuje 21 pozycji, w tym nowe formaty, tj. rożki czy lodową Czekotubkę. Koronawirus znacząco wpływa na całą branżę słodyczy, która średnio traci 20-30% – największe spadki notują mniejsze formaty stworzone do konsumpcji na raz oraz produkty okazjonalne, często kupowane na prezent, tj. praliny. Jednocześnie branża funkcjonuje w miarę swoich możliwości, niektóre produkty, np. gorzkie tabliczki czekoladowe, radzą sobie całkiem nieźle – głównie dzięki wzrostowi popularności domowego gotowania. Zakładamy stopniowy powrót do normalności, w tym sięgania po słodycze dla siebie i bliskich w ramach dostarczania małych przyjemności. Jako społeczeństwo przyzwyczajamy się do życia w tej nowej rzeczywistości, uczymy się zachowywać środki ostrożności, wprowadzamy odpowiednie zmiany w życiu codziennym. Martwi mnie natomiast spadek siły nabywczej w dłuższym okresie, związany z zachwianiem rynku pracy (cięciami pensji i zwolnieniami) oraz rosnącą inflacją (dodruk pieniądza, susza, rosnące obciążenia przedsiębiorców). Wprawdzie siła nabywcza nie wpływa drastycznie na sprzedaż słodyczy jako takich, które kupowane są dla przyjemności również w trudnych okresach, jednak konsumenci w obliczu trudności finansowych zwracają się często w kierunku tańszych i gorszych jakościowo produktów.

Czy dostrzega pan już jakąś zmianę nawyków w konsumpcji słodyczy?
Obserwujemy przede wszystkim spadek zainteresowania pralinami wynikający z braku okazji do spotkań towarzyskich i wizyt rodzinnych. Na obecnej sytuacji tracą również batony, co tłumaczą rzadsze zakupy impulsowe – teraz częściej robimy zakupy na zapas i wybieramy w związku z tym większe formaty/multipaki. Widoczne jest także większe zainteresowanie produktami do domowych wypieków, tj. drożdżami i kakao. To ostatnie, powstałe z ziaren kakaowca pochodzących z Ghany, mamy oczywiście w naszej ofercie. Nie traktowałbym ich jednak jako stałej zmiany nawyków. Zakładamy, że wraz z łagodzeniem obostrzeń kupujący powrócą do dawnych przyzwyczajeń, również jeżeli chodzi o zakup ulubionych słodyczy.

O ile w związku z tymi przetasowaniami w kategoriach spadną wam obroty w tym roku?
Zakładamy, że w wyniku obecnych trudności związanych z epidemią będzie nam bardzo trudno zrealizować ambitny wzrost na ten rok, chcemy jednak utrzymać wynik z roku ubiegłego. Po świetnym I kwartale (nie licząc końca marca) teraz odnotowujemy spadki, ale najlepszy czas roku dla branży słodyczy (czyli jesień i zima) wciąż przed nami. W nadrobieniu strat z II kwartału pomogą nam z pewnością jesienne nowości i atrakcyjna oferta świąteczna. Ostatnie święta były dla nas bardzo owocne pod względem sprzedaży i liczymy, że w tym roku uda nam się przebić zeszłoroczny sukces.

Ile osób straciło w Lotte Wedel pracę w związku z pandemią, a ilu obniżono wynagrodzenia?
Nikt. Nie obniżyliśmy także wynagrodzeń. Ostatecznością jest dla nas poszukiwanie oszczędności w obszarze zatrudnienia. Robimy wszystko, aby pomimo trudnej sytuacji nie podejmować tego typu działań. Mało tego, zrealizowaliśmy zaplanowane roczne podwyżki. Wysiłek każdego z pracowników w tej trudnej sytuacji jest dla nas niezmiernie ważny, pozwala nam minimalizować wpływ sytuacji na efektywność firmy i staramy się go docenić jak to tylko możliwe. Mamy długoterminowe plany intensywnego wzrostu i nie zrealizujemy ich bez sprawdzonej załogi, z którą mam przyjemność współpracować teraz, co tylko utwierdza nas w przekonaniu, że nasz przepis to ludzie. Aczkolwiek optymalizacje i „mrożenia” kosztowe w innych obszarach funkcjonowania firmy wprowadzamy.

Ale macie też pijalnie, które obecnie nie funkcjonują, poza kilkoma przy największych ulicach handlowych. Rzeczywiście, w naszej spółce córce Pijalnie Czekolady Wedel z uwagi na konieczność zamknięcia lokali nie przedłużyliśmy umów czasowych – dziś zatrudniamy 90 pracowników z 300, którzy współpracowali z nami przed pandemią. W obliczu konieczności zawieszenia działalności lokali w centrach handlowych i ograniczeń pozwalających punktom wyłącznie na sprzedaż na wynos nie mieliśmy innego wyjścia. Jednocześnie jesteśmy im bardzo wdzięczni za dotychczasową współpracę i nie wykluczamy powrotu do niej po ustabilizowaniu się sytuacji. Szukamy rozwiązań dostosowanych do obecnych okoliczności, od niedawna oferta Pijalni Czekolady E.Wedel dostępna jest w usłudze Uber Eats. Pozwala nam to na odkrywanie nowych możliwości biznesowych, jednak obecnie obroty z tej części biznesu są nadal marginalne w porównaniu z wynikami sprzed epidemii.

Na ile, pana zdaniem, konsumenci po pandemii zaczną oczekiwać pewnego rodzaju „zarządzania lękiem”, czyli np. będą szukać produktów o właściwościach prozdrowotnych?
Odpowiedzi na ten lęk już są widoczne w działaniach niektórych producentów, ale słodyczom do tego daleko. Oczywiście zainteresowanie np. gorzką czekoladą to też pochodna faktu, że ma w sobie magnez i mało cukru, ale to nie jest czynnik, który będzie nakręcał sprzedaż słodyczy, ponieważ kupujemy je po prostu dla przyjemności. To, co możemy zrobić jako producent słodyczy w obecnej sytuacji, to przede wszystkim działać możliwie jak najnormalniej, jednocześnie komunikując otwarcie i szczerze na temat wdrażanych rozwiązań chroniących pracowników, wyznawanych przez nas wartości, a także dzieląc się informacjami o realizowanych działaniach pomocowych. Obecna sytuacja pokazała bowiem, że poza realizacją regularnych i zaplanowanych wcześniej działań z zakresu społecznej odpowiedzialności jesteśmy gotowi na realizację spontanicznych projektów pomocowych (np. akcja „Wspieramy i doceniamy”) i współpracy z partnerami zewnętrznymi w tym obszarze.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.