Do centrów handlowych mogą już wrócić konsumenci. Ale nie wszyscy pracownicy

Operatorzy centrów handlowych, firmy odzieżowe i obuwnicze mogę odetchnąć z ulgą - zaraz po pierwszym majowym weekendzie wracają do gry. Nie wszyscy pracownicy ich sklepów mają jednak tyle szczęścia - część z nich została zwolniona.

Otwarcie centrów handlowych od 4 maja to duży sukces negocjacyjny branży. - Po wielu tygodniach rozmów Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) z przedstawicielami rządu, właścicieli, zarządców i najemców obiektów handlowo-usługowych premier Mateusz Morawiecki zapowiedział poluzowanie ograniczeń w handlu i otwarcie większości sklepów w centrach handlowych od 4 maja 2020 r. – cieszy się Radosław Knap, dyrektor generalny i członek zarządu PRCH.

Nie wszyscy mają jednak powody do świętowania. Część pracowników sieci obuwniczych i odzieżowych już straciło pracę. Co prawda przedstawiciele poszczególnych marek nie chcą oficjalnie o tym mówić, ale zwolnienia stały się faktem. Jak mówią nam anonimowo pracownicy dużych sieci między innymi odzieżowych, na pierwszy ogień zwykle szli ci, którzy pracowali dorywczo, a więc mieli podpisane umowy o dzieło czy na zlecenie. Kierowniczka dużego, markowego sklepu odzieżowego (flagowego w mieście) „na sklepie” miała standardowo ok. 40 osób. Została połowa i to ze zmniejszonymi pensjami. – Jak my sobie teraz poradzimy? – pyta rozgoryczona.

W sprawie ewentualnych zwolnień wysłaliśmy wiele zapytań do przedstawicieli poszczególnych firm. W każdej otrzymaliśmy podobną odpowiedź: „temat jest delikatny”, „sytuacja jest jaka jest, każdy widzi”, „odmawiamy komentarza”.

Rąbek tajemnicy

Są jednak firmy, które z racji notowania na giełdzie i obowiązku informacyjnego, uchylają rąbka tajemnicy. I tak LPP, właściciel tak znanych marek jak m.in. Reserved, Crop, House czy Mohito, łącznie zatrudniający ok. 14 tys. osób, przyznaje o nieprzedłużaniu umów osobom zatrudnianym czasowo na okres zwiększonego ruchu w salonach (luty – kwiecień). - W puli takich umów znajdują się te, których ważność wygasa z końcem marca, kwietnia oraz maja. Na koniec marca dotyczyło to około 7% osób, natomiast ostatecznie czasowe umowy zlecenia nie zostaną przedłużone w przypadku około 17% pracowników w Polsce – poinformowało nas biuro prasowe LPP.

Redukcja dotknęła więc głównie osoby pracujące dorywczo i studentów. Zmniejszone wynagrodzenie otrzymali pracownicy centrali a ci, którzy w zaistniałej sytuacji nie mogli wykonywać żadnej pracy, od kwietnia przeszli na tzw. postojowe. Jednocześnie gdańska spółka przypomina, że w obliczu skutków kryzysu wywołanego epidemią praktycznie z dnia na dzień wszystkie salony firmy w Polsce i na większości rynków zagranicznych zostały zamknięte, a przychody ze sprzedaży stacjonarnej spadły o 100%.

Z kolei CCC, na ubiegłotygodniowej konferencji, poinformowało o zmniejszeniu liczebności załogi z powodu pandemii o około kilkanaście procent. Przychody ze sprzedaży za okres 01-03.2020 r. spadły natomiast o 73,5 mln zł (-7,1%) w stosunku do porównywalnego okresu roku poprzedniego. Na spadek sprzedaży zasadniczy wpływ miał oczywiście wybuch pandemii i zamknięcie sklepów stacjonarnych w trakcie sprzedaży kolekcji wiosennej.

VRG Group podał w komunikacie, że przychody ze sprzedaży detalicznej zrealizowane w marcu w segmencie odzieżowym (marki Vistula, Wólczanka, Deni Cler, Bytom) wyniosły ok. 25 mln zł i były niższe od przychodów osiągniętych w marcu 2019 r. o ok. 45%. W segmencie jubilerskim (marka W.KRUK) firma również zanotowała potężny spadek – marcowe przychody były niższe od tych osiągniętych w marcu 2019 r. o ok. 35,4%. Firma nie zdradziła jednak, jaki to miało wpływ na zatrudnienie w Grupie.

Podobnie rzecz się ma w spółce Wojas, operatora marek obuwniczych Wojas i Bartek. Nie wiadomo, ile ewentualnie osób straciło tu pracę, ale w raporcie finansowym za marzec firma podaje, że skonsolidowane przychody ze sprzedaży detalicznej w marcu 2020 r. były o 36,1 % niższe w porównaniu do marca ub.r. (95% sklepów własnych Wojas i Bartek znajduje się w centrach handlowych). A to dopiero przedsmak spadków. Grupa oszacowała, że w kwietniu 2020 r. całkowite przychody firmy w stosunku do tych osiągniętych w kwietniu 2019 r. spadną o 70%. - Poprawa sprzedaży jest istotne związana z ustaniem pandemii w kraju. Jednocześnie Grupa podejmuje intensywne działania stabilizujące mające za główny cel utrzymanie płynności finansowej – podkreśla firma.

Radosław Knap, w rozmowie z handelextra.pl jeszcze przed ogłoszeniem decyzji rządu o otwarciu centrów handlowych 4 maja, przyznał, że nie jest tajemnicą iż jeśli sektor szybko nie ruszy, to najemców czekają kolejne redukcje etatów. - Jednocześnie brak wsparcia dla właścicieli obiektów handlowych będzie przykładał się na redukcje wśród lokalnych firm świadczących usługi na rzecz centrów handlowych. Sytuacja jest więc trudna dla całego sektora zarówno handlu, jak i nieruchomości oraz wielu firm podwykonawczych. Wiemy to, bo PRCH zrzesza wszystkie te firmy – powiedział nam Radosław Knap.

Polacy na zakupach po 4 maja

Polska Rada Centrów Handlowych już przygotowuje kampanię na rzecz budowania wizerunku centrów, jako bezpiecznych miejsc handlu #kupujebezpiecznie. - Cała branża zdaje sobie sprawę, że w tym momencie najważniejsze jest zdrowie klientów i pracowników, dlatego gdy właściciele, zarządcy i najemcy przygotowują się do otwarcia w oparciu o wytyczne rządu i GIS, PRCH uruchamia kampanię społeczną: Bezpieczeństwo - kupuję to! pod hasztagiem #kupujebezpiecznie – zapowiada Radosław Knap.

Przy okazji rodzi się więc pytanie, jak sami konsumenci zareagują na możliwość ponownego wejścia do centrów handlowych i przymierzenia – powiedzmy butów. Radosław Knap przypomina tu jednak wyniki badań przeprowadzonych w dniach 14-15 kwietnia na zlecenie PRCH przez firmę Inquiry, z których wynika, że ponad połowa respondentów (56%) zamierza odwiedzić centrum handlowe już pierwszego tygodnia od uruchomienia sklepów. Co ciekawe, to mężczyźni z większą niecierpliwością oczekują na otwarcie tych obiektów (35%), w stosunku do 21% badanych pań.

Konkretne plany zakupowe ma już 59% badanych planujących wizytę w galerii i są to zakupy z kategorii: odzież, obuwie, bielizna, akcesoria czy artykuły wyposażenia wnętrz.

- Mamy zatem nadzieję, że te badania potwierdzą się choć w części i po otwarciu sklepów klienci dokonają swoich zakupów jakie planują. Proces powrotu do dawnych zwyczajów może trwać kilka lub więcej miesięcy, w zależności od wielu czynników – konkluduje Radosław Knap.

Przypomnijmy. Sobota 21 marca była pierwszym dniem, w którym galerie handlowe zaczęły działać w bardzo ograniczonym zakresie (niektóre sklepy w nich zamknęły się już wcześniej, ale była to ich decyzja) – mogły w nich być czynne tylko sklepy spożywcze, drogerie, apteki i pralnie. W taki sposób branża handlowa i usługowa pracowała na mocy obowiązującego w Polsce od piątku 20 marca od godz. 20.40 stanu epidemii.

Decyzją premiera Matusza Morawickiego, w centrach handlowych od 4 maja nadal wyłączona będzie z użytku przestrzeń rekreacyjna i food courty. Na jedną osobę przypadać ma co najmniej 15 mkw. powierzchni, a klienci powinni zachować 2 mkw. odstępu i według wcześniejszych zaleceń - zakrywać usta oraz nosy.

Zdjęcie: Shutterstock

Ilona Mrozowska 4044 Artykuły

W „Handlu” od 2005 r. Blisko tematyki przemysłowej i producenckiej. Właścicielka białej kulki, czyli szynszyli o imieniu Tula.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.