Detalistka Krystyna Skupień: nie możemy zawieść pracowników

Miasto się wyludniło, nikt już nie wpada na drobne zakupy, tylko uzupełnia zapasy - Krystyna Skupień, właścicielka dwóch małych sklepów w Andrychowie opowiada nam o swoich zmaganiach z koronawirusem i jego następstwami.

Koronawirus nie odpuszcza. Jak sobie handlowo radzicie w dobie coraz większych obostrzeń?

Utargi spadają. Na szczęście mamy dużą linię kredytową, więc wykorzystujemy teraz te pieniądze w większym stopniu. Bardzo liczymy na zapowiedziane zwolnienie ze składek ZUS i dopłaty do pensji. Zarabiamy mniej, pracujemy krócej i pracownicy nie mogą wypracować miesięcznej liczby godzin, bo nie ma potrzeby siedzieć w sklepie skoro brak klientów, poza tym po co niepotrzebnie się narażać.

Mamy zamiar, mimo niewykonania obowiązkowej liczby godzin, wypłacić podstawowe wynagrodzenia z etatu. Nasi pracownicy są z nami od wielu lat i nie możemy ich teraz zawieść.

Jak więc zmienił się ruch w waszych sklepach?

Ruch zmniejsza się stopniowo, z dnia na dzień. Coraz więcej firm w okolicy ogranicza pracę, jedne zakłady zamykają np. drugą zmianę, inne skracają godziny pracy, ale najwięcej małych firm się pozamykało. Miasto się wyludniło, nikt już nie wpada na drobne zakupy. Klienci przychodzą rzadziej i kupują na zapas. Największy ruch jest z rana a potem zmniejsza się. Ciut lepiej jest po godzinie 14, kiedy ludzie wracają z pracy. Wtedy robią ostatnie zakupy i zamykają się w domach. Po południu jest więc bardzo mało klientów, a wieczorami prawie wcale.

A dostawy? Czy są rzadsze?

Zachowujemy rytm dostaw, chociaż brakuje niektórych towarów i trzeba się postarać, żeby je kupić. Chodzi np. o drożdże, dobre gatunki mąki, ryż i kasze.

Czy to są produkty najczęściej kupowane teraz w pani sklepach?

Mamy małe sklepy z podstawowymi artykułami spożywczymi, więc nie ma towarów, które całkiem się nie sprzedają. Wzrosła sprzedaż – pewnie tak jak wszędzie - artykułów, które można dłużej zatrzymać, czyli mąki makarony, ryż, konserwy. Na bieżąco sprzedajemy też żywność z krótkim terminem ważności: wędliny, warzywa i owoce oraz nabiał.

Czy spadły płatności gotówkowe na rzecz bezgotówkowych?

Płatność kartami wzrosła, ale niestety nieznacznie. Czemu? Klienci, którzy nie płacili kartami, nie zmienili swoich nawyków. Na szczęście u nas jest to może kilka procent.

Bezpieczeństwo personelu to dziś sprawa kluczowa. Jak personel reaguje na obecne zagrożenie?

Młody personel nie robi zamieszania w związku z epidemią. Żyją w przeświadczeniu, że dla nich ta choroba nie jest straszna. Trzeba jednak przyznać, że są bardzo zdyscyplinowani i zachowują wszystkie wymagania higieniczne. Nie widać po nich stresu w przeciwieństwie do starszego personelu.

Jak więc reaguje starszy personel?

Starsze sprzedawczynie poszły na urlopy. Potem zapowiedziały, że wezmą urlop bezpłatny. Nie przyjdą do pracy, bo się boją. Rozumiem to.

A jakie zabezpieczenia wprowadziliście w sklepach, aby zminimalizować ryzyko zarażenia się koronawirusem?

Zamontowaliśmy duże pleksy oddzielające sprzedawczynie od klientów, zakupiliśmy rękawiczki jednorazowe. Zrobiliśmy roztwór spirytusu z wodą do dezynfekcji. Wprowadziliśmy też nowe regulacje zakupowe. Do sklepu wchodzi jeden klient do każdej z dwóch kas i pomiędzy sobą zachowują 1,5 m dystans. Reszta klientów stoi w mocno rozproszonej kolejce przed sklepem. Bardzo często przecieramy klamki drzwi wejściowych i lady roztworem spirytusu.  Sprzedawczynie myją mydłem ręce co kilka minut. Mam nadzieję, że wszyscy będziemy wśród tych szczęśliwców, którzy nie zachorują.

 

Katarzyna Pierzchała 3493 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.