Analityk Krzysztof Sadecki: najbardziej ucierpią najmniej przygotowani

- Wiele przewidywań, które widzę na co dzień w internecie to czysta fantastyka - nie znamy reakcji gospodarki na pandemię. W zglobalizowanej gospodarce naszych czasów, nie było nigdy sytuacji podobnej do obecnej - mówi finansista i analityk biznesowy Krzysztof Sadecki.

Zdaniem Krzysztofa Sadeckiego pandemia będzie mieć wpływ na cały świat, ale w pierwszej kolejności ucierpią najmniej przygotowani, czyli kraje rozwijające się. Epidemia może uderzyć w kraje Ameryki Południowej, szczególnie w Wenezuelę, gdzie opieka zdrowotna jest w stanie kompletnego rozkładu, gdzie brakuje podstawowych leków i środków higieny, gdzie nie ma ochrony, co przy koronawirusie może skończyć się katastrofą humanitarną.

– Jak wiemy, podobnych miejsc na świecie jest mnóstwo, narażenie na katastrofę nie kończy się na Wenezueli. Epidemia to zastopowanie gospodarki w Chinach, blokady miast i ograniczenie podróży, a w następstwie spadek popytu na ropę i spadek jej cen. Chińskie rafinerie zmniejszyły aktywność o 10% już w lutym i obniżają ją w marcu. Szacuje się, że tylko w Chinach popyt na ropę w pierwszym kwartale 2020 r. spadnie o co najmniej 500 tys. bbl/d (baryłek ropy na dobę), ale jednocześnie rosyjskie ministerstwo energii upiera się przy wskaźniku nie większym niż 200 tys. bbl/d – mówi Krzysztof Sadecki.

Ta rozbieżność wynika z przewidywania, że wpływ epidemii na popyt ropy ma być tylko tymczasowy. Spowolnieniu ulegnie chińska gospodarka, sprowadzając wzrost PKB do poziomu 5% – czyli o jeden procent mniej niż przewiduje Międzynarodowy Fundusz Walutowy, co jest poważnym plusem. Ale dalej jest trochę mniej optymistycznie.  W wielkim niebezpieczeństwie są kraje południa Europy: Grecja, Hiszpania, Portugalia i Włochy to krótko mówiąc problemy gospodarcze, niespłacalne zadłużenia, ujemne bilanse handlowe, odpływ kapitału, brak własnej waluty, wysoki poziom świadczeń socjalnych świadczonych na kredyt, bańki na rynkach nieruchomości. Tak się składa, że budżety tych krajów mocno zależą od turystyki, która w warunkach globalnej epidemii poniesie największe straty. Te same budżety, pomimo wsparcia z EBC są już dawno na skraju wytrzymałości. Brak wpływów z turystyki to początek gospodarczej reakcji łańcuchowej – brak zarobków to brak konsumpcji, szczególnie w kulturze i rozrywce, a więc dziedzinach znacznie w tych krajach rozwiniętych. Kolejne branże zaczną zapadać się w siebie, co doprowadzi do kryzysu ogólnego. Przy okazji warto wspomnieć, że wspomniane kraje dzięki turystyce równoważą odpływ kapitału z lokalnego rynku, szczególnie dotyczy to pozbawionych przemysłu i własnej produkcji Grecji i Portugalii.

Pandemia paraliżuje turystykę. Jakie branże są jeszcze zagrożone?

Według niezależnych analityków aktywność gospodarcza na rynku wewnętrznym spadnie przede wszystkim w branżach usługowych. Dziedziny które nie unikną problemów to: turystyka, kultura i rekreacja oraz transport. Jeśli będzie gorzej niż się zakłada, to również gastronomia, edukacja, handel detaliczny i ubezpieczenia. Klienci odwołują planowane wakacje, mniejsi touroperatorzy tracą szanse utrzymania się na rynku. Ale branża turystyczna to nie tylko odwoływane wycieczki. To także hotele, pensjonaty, biura podroży, wypożyczalnie aut oraz wszystkie powiązane z nimi biznesy. Czy dotyczy to również Polski? Tak, ponieważ Polska jest popularnym celem turystycznym i nasze dochody z tej branży też spadną. Mniej pieniędzy na rynku to w pierwszej kolejności cięcia wydatków na kulturę, sport i hobby – jako wydawca książek i czasopism liczę się z mocnym spadkiem zainteresowania moimi wydawnictwami. Ale patrząc dalej, widać, że po pierwszym ciosie jest już branża eventowa. Odwołanie imprezy masowej to skutki nie tylko dla organizatora, ale cały łańcuch, w którym tkwią agencje, wykonawcy scenografii, osoby zaangażowane. Podobnie jest z branżą szkoleniową, targami, konferencjami i galami sportowymi.

Branża gastronomiczna i rozrywkowa przy braku możliwości obsługi klientów u siebie na miejscu musi jakoś zapłacić wysokie czynsze, a także inne sprawy typu ZUS, którego nie interesuje odwoływanie imprez okolicznościowych. A co z branżą usług? Fryzjerzy, kosmetyczki, medycyna estetyczna, manicure odczują brak zaufania ludzi do miejsc, które mogą być potencjalnym źródłem zarażeń, czyli ich też czekają problemy finansowe. A że biznesy tego typu działają na ogół w wynajmowanych lokalach, kolejne kłopoty stają się nieuniknione. Szaleństwo zakupów też może skończyć się źle - ludzie, którzy zrobili duże zapasy, nie będą skorzy do robienia większych zakupów w kolejnych miesiącach. Ucierpią na tym i sklepy, i producenci żywności oraz całe łańcuchy pośredników.

Branża motoryzacyjna? Plany zakupów, szczególnie droższych aut, zostaną przez pogłębiającą się recesję przełożone na późniejsze terminy. Ucierpią dostawcy części pośredniczący między dużymi koncernami a punktami obsługi.

Nieufność rynków gospodarczych i finansowych wpłynie na ceny nieruchomości jako jednej z niewielu pewnych lokat. Ceny pójdą w górę, co zachwieje rynkiem kredytów a zakłócenie odczują ubezpieczenia Oczywiście zastój gospodarki w Chinach to szansa dla Polski. Koncerny będą szukać alternatywnych łańcuchów dostaw.

Co robić?

Cokolwiek pojawi się na forum propagandowym, należy pamiętać, że panika nie ma sensu, a w pewnym momencie gospodarka zacznie stopniowo wracać na normalne, albo zupełnie nowe tory. Jeśli weźmiemy pod uwagę właściwość rozwoju jednostkowego, wedle której każda zmiana – nawet katastrofalna – przynosi wymierne korzyści, to mając na względzie, iż większość analityków traktuje rynek oraz giełdy jak istoty żywe, nowe scenariusze gospodarcze mogą być pełne pozytywnych niespodzianek, o których dziś po prostu nie potrafimy pomyśleć.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.