[TYLKO U NAS] Grzegorz Wojciechowski: każdy działa tak jak uważa

Nie mieliśmy żadnych procedur, każdy działa tak, jak uważa za słuszne. Mam nadzieję, że zdamy ten egzamin - tak o sytuacji w handlu związanej z koronawirusem mówi detalista Grzegorz Wojciechowski.

Prowadzi pan wraz ze wspólnikiem dwa sklepy, w tym jeden 700-metrowy pod Poznaniem, działający od niedawna w sieci Chata Polska. Jak staracie się sprostać biznesowo obecnej sytuacji?

Jest to bardzo dynamicznie rozwijająca się sytuacja i nie wiadomo co będzie za tydzień. Ba, nie wiadomo co będzie jutro. Panika jest i to widać. Nie wiadomo jak długo pozwolą nam handlować i na jakich warunkach. Jest to na pewno nowa sytuacja w naszym 17- letnim doświadczeniu w handlu. Nie mieliśmy żadnych procedur, każdy działa tak, jak uważa za słuszne. Mam nadzieję, że wszyscy wyjdziemy z tego obronną ręką.

Wraz ze wspólnikiem zdecydowaliśmy, że on się izoluje, tzn. pracuje z domu, a ja zajmuję się bieżącym ogarnianiem biznesu, czyli jestem w sklepach i koordynuję wszelkie działania.

Czyli jest to zabezpieczenie biznesu na wypadek gdyby...?

Tak, gdybym ja zachorował, wspólnik wchodzi do gry. Podobnie zrobiliśmy z personelem – część odesłaliśmy do domu, żeby izolowali się, nie narażali na niebezpieczeństwo zarażenia się koronawirusem i wrócili, gdy będą potrzebni.  

Mogliście sobie na to pozwolić? Macie mniejszy ruch w sklepie?

O 30% zmniejszyła nam się w ciągu ostatnich dwóch tygodni liczba klientów, którzy robią jednak teraz większe niż zazwyczaj zakupy. Co ciekawe, odwiedzalność nam się rozłożyła w ten sposób, że w każdej godzinie mamy ok. 60 klientów, dzięki czemu nie musimy stać przy drzwiach i ograniczać liczby wejść. Nie ma wyraźnego piku odwiedzalności jak kiedyś.

Jakie produkty są teraz najczęściej kupowane a jakich sprzedaż spadła praktycznie do zera?

Sytuacja stabilizuje się, sprzeda się wszystko. W momencie, gdy rząd ogłosił, że zamyka szkoły, był popłoch wśród klientów, który wyczyścił nam półki z większości produktów. Opanowaliśmy sytuację, klienci też już się aż tak „nie zbroją”, choć wciąż widoczne jest zapotrzebowanie na niektóre kategorie. Obecnie mamy świetnie zaopatrzony sklep, m.in. dzięki naszych dostawcom, którzy pracowali wraz z nami nawet nocami. Mamy więc zabezpieczone m.in. spore ilości makaronu – stoi u nas na europaletach. Zwiększony popyt jest też na ryż, mięso, żele antybakteryjne, spirytus i drożdże.

Wspomniał pan o zwiększonej sprzedaży mięsa, a wydawało mi się, że klienci kupują teraz raczej paczkowane produkty a nie na wagę. Jakie więc zabezpieczenia wprowadziliście na stoisku tradycyjnym?

Mamy duże stoisko z tzw. sprzedażą tradycyjną. Klienci są do niego bardzo przywiązani ze względu na duży wybór, różnorodność dostawców, możliwość kupienia kilku plasterków zamiast dużego kawałka np. szynki. Nawet nie myślałem, żeby go zamknąć na czas walki z koronawirusem. Na szczęście nad stoiskiem mamy sufit podwieszany, więc wsunąłem tam folię, która sprawdziła nam się już przy boksach kasowych. Zrobiłem więc taką ścianę z folii, z małym okienkiem do wydawania towaru. Klienci przyjęli to rozwiązanie ze zrozumieniem, personel też.

No właśnie, bezpieczeństwo personelu to dziś sprawa kluczowa. Jak personel reaguje na obecne zagrożenie? 

Część poszła na zasiłki wynikające z konieczności opiekowania się dziećmi, pozostała natomiast przychodzi do pracy rozumiejąc, jak ważną misję teraz pełnimy. Staram się swoich pracowników chronić jak tylko potrafię, wiele rzeczy robię sam, żeby ich nie narażać. Początkowo myślałem o montażu szyb z pleksi przy kasach, i to nie tylko z jednej strony, jak to można spotkać w niektórych sklepach, ale z kilku. Pleksa jest jednak bardzo ciężka i zajęłaby nam dużo miejsca. Testowaliśmy więc folię malarską, którą rozwieszaliśmy od góry do dołu, ale ona jest zbyt cienka. Wreszcie trafiłem w sklepie budowlanym na superfolię, która jest wytrzymała i dobrze przejrzysta. Poza tym pracownicy mają rękawiczki, płyny odkażające, często myją ręce, zachowują odstęp od innych. Mówią mi, że czują się bezpiecznie. Mimo tego zaprosili mnie na zebranie, w którym postulują wypłatę premii za pracę w trudnych warunkach. 

I co pan zrobi? Wielkie sieci handlowe zadeklarowały już wypłatę premii.

Ich obroty a moje to przepaść. Jednak zastanowimy się z wspólnikiem, bo rozumiemy sytuację. Niezależnie od naszej decyzji, na pewno będą mieć wypłaconą premię wielkanocną, jak co roku, bez względu na wszystko. 

Katarzyna Pierzchała 3352 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.