Szef CH Blue City: dajcie nam niedziele! Inaczej zbankrutujemy

Potrzebujemy niedziel handlowych. Ich powrót, oczywiście na określony czas, np. na rok, to szansa dla nas wszystkich - apeluje Yoram Reshef, wiceprezes Centrum Handlowego Blue City.

W podobnym tonie wypowiedział się już Karol Półtorak, wiceprezes zarządu sieci obuwniczej CCC, który także apeluje o przewrócenie handlowych niedziel (pisaliśmy o tym tutaj).

- Wszyscy mówią o stratach w gastronomii, turystyce, hotelarstwie, transporcie, a dlaczego nie mówimy o kłopotach branży handlowej, w którą również bezpośrednio uderzył koronawirus? - pyta Yoram Reshef, zarządzający warszawskim CH Blue City.

Podaje, że spadek sprzedaży u najemców CH – których jest ponad 200 najemców - był widoczny od czasu, kiedy koranawirus pojawił się w Polsce i klienci zaczęli ograniczać ich odwiedzanie. - Właściciele sklepów już wtedy zarabiali mało, ale teraz nie zarabiają wcale. A przecież muszą zapłacić pracownikom, dostawcom, uregulować opłaty za wynajem lokali. Z czego? - znów pyta Reshef.

Jego zdaniem większość najemców będzie miała kłopoty finansowe. Są wśród nich najemcy sieciowi, ale i mniejsi przedsiębiorcy. - Czy chcemy, aby ogłosili upadłość? Branży handlowej (z wyjątkiem sektora spożywczego i drogeryjnego) potrzebne jest wsparcie i perspektywa – uważa zarządzający warszawskim CH Blue City. - Potrzebujemy powrotu do handlowych niedziel, które są drugim dla handlu najlepszym dniem w tygodniu – podkreśla.

Proponuje zatem, aby cała branża handlowa zaapelowała wspólnie do rządzących, aby nie bali się związków zawodowych. - One również muszą zrozumieć, że powrót niedziel handlowych, oczywiście na określony czas, np. na rok, to szansa dla nas wszystkich: pracowników handlu, właścicieli sklepów, centrów handlowych, ale również dostawców i producentów towarów – wymienia.

Jego zdaniem w tak trudnym okresie, jakiego jesteśmy teraz uczestnikami, pomóc powinni również właściciele centrów handlowych. - To nasz obowiązek. W takiej sytuacji nie można zasłaniać się umowami najmu, ale centra handlowe również mają zobowiązania: kredyty, opłaty eksploatacyjne, zatrudnionych pracowników i firmy podwykonawcze. Musimy działać wspólnie – apeluje.

I dodaje, że jeśli banki wesprą zarządców centrów handlowych (a są takie przesłanki) w  przesunięciu rat kredytów, zyskaliby oni oddech, żeby pomóc najemcom. Konieczne jest więc stworzenie takiego łańcucha wsparcia, zaczynającego się od pomocy publicznej, która umożliwi pomaganie w określonej sekwencji kolejnym podmiotom na rynku.

- Kiedy otworzymy centra handlowe i sklepy, przychody nie wzrosną od razu. Klienci przez jakiś czas mogą obawiać się przebywania wśród ludzi w miejscach publicznych. Ale kiedy sytuacja wróci do normy, będziemy przekonywać klientów do odwiedzania sklepów i tym samym ich wspierania – tłumaczy Yoram Reshef.

 

 

Katarzyna Pierzchała 3472 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.