Premier wywoływany do odpowiedzi

Chodzi wciąż o tzw. podatek cukrowy. Zdaniem rolników, cukrowników, przetwórców owoców i związkowców premier Mateusz Morawiecki jest wprowadzany w błąd przez urzędników. Domagają się zatem spotkania i rozmowy z szefem rządu.

Dlatego domagają się bezpośredniego spotkania z szefem rządu, na którym będą mogli przedstawić swoje argumenty, domagać się zmian w projekcie, zwłaszcza w odniesieniu do proponowanych stawek i wydłużenia vacatio legis.

– Nie zgadzamy się z zawartą w uzasadnieniu projektu ustawy tezą, jakoby ilość spożywanego przez Polaków cukru drastycznie rosła – mówi Michał Gawryszczak, dyrektor biura Związku Producentów Cukru w Polsce. – W ciągu ostatnich kilku lat podniosła się ona z 1,7 mln ton do 1,8 mln ton, mówimy tu zarówno o zapotrzebowaniu przemysłu spożywczego, jak i spożyciu konsumenckim. Ponadto mocno wzrósł eksport polskiej żywności, ta nadwyżka jest sprzedawana za granicę – dodał. Przypomniał też, że moment wprowadzania ustawy jest wyjątkowo niefortunny, bo przez ostatnie dwa i pół roku branża cukrownicza ucierpiała z powodu uwolnienia rynku cukru, co przyniosło spadek cen. W rok po zaprzestaniu kwotowania, w październiku 2018 roku, cena detaliczna cukru była o 30% niższa niż 12 miesięcy wcześniej. Rok temu największy europejski producent cukru Südzucker ogłosił zamknięcie pięciu zakładów, w tym jednego w Polsce – cukrowni Strzyżów. W ten sposób liczba cukrowni w naszym kraju spadła z 18 do 17 fabryk.

– Nie rozumiemy, dlaczego rząd nie przedstawił żadnej oceny skutków tej ustawy – argumentuje Rafał Strachota, dyrektor Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego. – Jesteśmy przeciwni tej ustawie, która doprowadzi branżę do niewypłacalności. I tak już 3 tys. rolników zrezygnowało z uprawy buraka, to jest 10% hodowców – wylicza, dodając, że uprawa buraków ma pozytywny wpływ na środowisko, bo hektar takiej uprawy asymiluje dwa razy tyle dwutlenku węgla, co hektar lasu.

Andrzej Gantner, dyrektor generalny i wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności zwraca uwagę na to, że nieopłacalność uprawy i przetwórstwa buraka i owoców zawartych w napojach spowoduje, że konsumenci zaczną wybierać tańsze i mniej zdrowe odpowiedniki napojów owocowych oraz przywozić napoje z krajów ościennych, gdzie podatku cukrowego nie ma.

– Ceny napojów w Niemczech są na tym samym poziomie, co w Polsce przy nieporównanie większej zasobności portfela – przekonuje. – W Czechach są niższe o 17%, na Słowacji – o 20%. Skutkiem tej ustawy będzie zalanie rynku napojami z zagranicy – mówi, określając projekt jako antyzdrowotny, antykonsumencki i antygospodarczy.

Przedstawiciele organizacji przypomnieli także, że zaproponowane stawki są dużo wyższe niż np. we Francji, a tempo wprowadzania prawa zaskakująco szybkie. Jeszcze w listopadzie ub.r. prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę, która zakładała wprowadzenie podatku cukrowego do końca 2022 roku. Tymczasem miesiąc później, przed samymi świętami Bożego Narodzenia Ministerstwo Zdrowia przekazało do konsultacji społecznych projekt ustawy wprowadzającej podatek cukrowy, który miałby wejść w życie 1 kwietnia 2020 roku, w dodatku przeznaczając na konsultacje okres świąteczny (do 10 stycznia).

– Minister zdrowia zadał sobie wiele trudu, by ukryć fiskalny charakter tego prawa – mówi Jakub Bińkowski, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji Związku Pracodawców Polskich. – W projekcie nazywa się go opłatą, tytuł sugeruje, że służyć ono będzie zdrowiu Polaków. Tymczasem nie ma żadnych badań dowodzących, że taki podatek przyczyni się do mniejszego spożycia czy otyłości. Np. w Meksyku po wprowadzeniu takiej daniny w 2012 roku stopień otyłości społeczeństwa jeszcze wzrósł.

Przedsiębiorcy przekonują, że opłata najmocniej uderzy w najuboższych konsumentów, bo to oni nie będą mogli sobie pozwolić na zakup napoju z zawartością soku i sięgną po tańsze i mniej zdrowe zamienniki. W październiku 2019 roku na zlecenie PZPŻ przeprowadzono badanie konsumentów, z którego wynikło, że czterech na pięciu konsumentów o niższych dochodach sięgnie po tańszy produkt, nawet jeśli będzie on dużo gorszej jakości.

– Gdybyśmy chcieli przenieść koszty tego podatku na konsumenta, napoje w zależności od smaku musiałyby podrożeć o 30-50 groszy na litrze – zauważa Andrzej Gantner. – A branża napojowa jest jedną z najbardziej innowacyjnych w całym przemyśle spożywczym, producenci zresztą sami przed dwoma laty zobowiązali się do reformulacji składu i są już efekty tych prac.

Dlatego przedsiębiorcy ze swojej strony proponują zawiązanie rady ds. przeciwdziałania otyłości, bo według zaleceń WHO najskuteczniejszym sposobem walki z nią jest edukacja i większa ilość ruchu.

Magdalena Weiss 2420 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.