Jak produkować mięso, gdy wszyscy mówią o wege [WYWIAD]

Jako branża odnieśliśmy porażkę w sferze komunikacji - mówi Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu. Jednocześnie inwestuje w podniesienie dobrostanu, niskoemisyjne rozwiązania i zmniejszenie zużycia wody.

„Handel”: Dziś triumfy, przynajmniej te medialne, święcą produkty wegańskie, a sklepowe półki z nimi coraz bardziej się rozrastają. Jak pan jako przedstawiciel branży mięsnej zapatruje się na ten przybierający na sile trend?
PIOTR KULIKOWSKI: Z jednej strony mamy emocje, z drugiej twardą rzeczywistość. Wszystko to, co jest związane z komunikacją, jest obecnie emocjonalne, niekoniecznie oparte na wiedzy. Fakt zabijania zwierząt te emocje budzi, a przy tym nikt nie prowadzi merytorycznej dyskusji o pewnej konieczności – konieczności zapewnienia wartościowego białka zwierzęcego. Do tego dochodzi fakt, że jako branża odnieśliśmy porażkę właśnie w sferze komunikacji, tzn. nie potrafiliśmy dotrzeć z przekazem do ludzi.

To może warto, by wzorem chociażby niemieckich przetwórców mięsa polska branża zaczęła na masową skalę budować drugą, bezmięsną nogę biznesu i produkować roślinne odpowiedniki kiełbas, kotletów itd.? Niemiecki Ruuegenwalder Muehle ogłosił we wrześniu zeszłego roku, że zakończył produkcję currywurstów w jednej ze swoich fabryk, bo potrzebuje więcej mocy produkcyjnych na wytwarzanie ich wegetariańskiej alternatywy.
Do każdego przedsiębiorcy należy wybór, co będzie wytwarzać. Jeśli rośnie liczba klientów, którzy szukają takich produktów, to rolą detalisty jest umożliwienie ich zakupu. A pana rolą – ich produkcja. Niekoniecznie. Każdy przedsiębiorca powinien robić to, w co wierzy. Tylko wtedy będzie w danej dziedzinie ponadprzeciętnie dobry. Jeśli ja nie wierzę w historię związaną z dietą wegańską jako cudownym remedium na bolączki człowieka i klimatu, to nie mam prawa brać się do takiej produkcji.

Ale ma pan prawo chcieć zarobić i się rozwijać – inwestować, zwiększać moce produkcyjne, zatrudniać. A tu pojawia się taka nowa kategoria jak produkty wegańskie.
Inni będą je wytwarzać efektywniej ode mnie, bo są całym sobą w to zaangażowani. Nie ma sensu, żebym się ścigał i został na końcu peletonu.

A nie ma pan obaw, że w perspektywie 5-10 lat np. 90% polskiego drobiu będzie musiało wyjeżdżać z kraju, bo konsumenci w tej części świata aż w takim stopniu zrezygnują z mięsa?
Jest grupa konsumentów, którzy nie są w stanie zaakceptować jedzenia mięsa, bo oznacza to zabijanie zwierząt. I ja to rozumiem. To, co mogę zrobić jako prezes firmy mięsnej, to przeznaczyć więcej funduszy na zapewnienie zwierzętom dobrostanu – i to robię.

Ale to znaczy, że nie wierzy pan w to, iż coraz większa grupa konsumentów będzie weganami?
Wierzę, że pozostanie silna, duża grupa konsumentów chcących odżywiać się zdrowo, czyli przy użyciu mięsa, która jednocześnie będzie zainteresowana nabyciem mięsa i jego przetworów wyprodukowanych z większym poszanowaniem środowiska, zwierząt, a więc zainteresowana etycznym zapleczem danej firmy. Oczywiście zawsze będzie też istniała grupa, dla której wyznacznikiem będzie cena. My dedykujemy produkt tej pierwszej grupie. Naszą odpowiedzią na ich zainteresowanie dobrostanem, ale i środowiskiem, jest np. wprowadzanie w firmie różnych niskoemisyjnych rozwiązań oszczędzających energię. Od wielu lat nie wykorzystujemy bezpośrednio węgla, a w tym roku wchodzimy w produkcję prądu z gazu. Mamy gigantyczne postępy w zmniejszaniu zużycia wody. W efekcie kilogram naszego produktu staje się z roku na rok coraz mniej obciążający dla środowiska.

Czy to wystarczy, żeby nie być skazanym na eksport prawie całej produkcji w przyszłości?
Wegetarian przybywa, ale nie aż tylu, żebyśmy w ciągu dekady musieli wszystko wysyłać poza Polskę. Oczywiście z perspektywy Warszawy może się wydawać, że to duża grupa, a z punktu widzenia badań europejskich – już nie. Według prognoz unijnych konsumpcja drobiu będzie rosła w perspektywie kilku lat o 1,5-3%. Jeśli patrzymy na prognozy światowe, to mięsa będzie wręcz brakowało w związku z coraz zamożniejszymi społeczeństwami m.in. afrykańskimi. Warto, by ów brak uzupełniała więc Polska, a nie Brazylia czy USA. Wbrew płynącym emocjonalnym komunikatom mięso ma przyszłość i może być coraz ważniejszą gałęzią gospodarki odpowiedzialną za jej wzrost. Ponieważ jesteśmy jako branża w ogniu krytyki, przeczytałem dokładnie gros różnych artykułów o weganizmie/wegetarianizmie oraz diecie mięsnej. I jestem głęboko przekonany, że większości ludzi mięso jest potrzebne. Pytanie o jego wolumen i znalezienie równowagi w diecie pomiędzy warzywami i mięsem. Ale to jak ze wszystkim – bycie zerojedynkowym może jest medialne, ale nie odpowiada rzeczywistości. Dostrzegam więc boom na wegańskie firmy i technologie zastępowania mięsa. Dostrzegam również nakręcany strach przed niektórymi produktami żywnościowymi oraz celebrytów, którzy bezrefleksyjnie w imię ochrony środowiska promują dietę wegańską i... skrajny konsumpcjonizm. Jednocześnie jestem przekonany, że powinniśmy robić swoje. I robimy.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }