Branża spirytusowa: niech płacą wszyscy, nie tylko producenci małpek

Planowana przez rząd dodatkowa opłata w kwocie 1 zł za każdą sprzedaną w sklepie małpkę wywołała poruszenie w branży spirytusowej. Jej przedstawiciele uważają ten pomysł za "atak na branżę, która lat nie jest odpowiedzialna za wysoką konsumpcję alkoholu w Polsce". Przeciwnie do browarów.

Małpki, czyli małe buteleczki wódki, których wielkość nie przekracza 300 ml, stanowią obecnie ok. 30% sprzedaży ilościowej sprzedaży wódki w Polsce w ogóle. Z wyliczeń Nielsena, na które powołują się przedstawiciele branży spirytusowej wynika, że codziennie małpkę kupuje 3% Polaków w wieku produkcyjnym, a litr piwa (czyli dwie duże puszki lub butelki) - 33%.

Firmy zrzeszone w Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy (ZP PPS) alarmują: polskie państwo preferuje piwo – najpopularniejszy napój alkoholowy, który choć zawiera ten sam etanol, co wyroby spirytusowe, może być reklamowany, a dla większości społeczeństwa już przestał jednoznacznie kojarzyć się z alkoholem. Po niespodziewanie wysokiej podwyżce akcyzy – od 2020 r. – rząd kolejny raz wzmacnia uprzywilejowaną pozycję piwa.

W Polsce wypija się rocznie około 256 milionów litrów wódki i prawie 3,2 miliarda litrów piwa, czyli 12,4 razy więcej (CEDC za Nielsenem). 

– Na podstawie fałszywych informacji wykreowanych w mediach przez branżę piwowarską, rząd podejmuje błędne decyzje dot. rynku alkoholi.  Nierzetelny raport firmy Synergion, który powstał na zlecenie producentów piwa wykreował w społeczeństwie fałszywe przekonanie, że to małpki rozpijają Polaków – mówi Witold Włodarczyk, prezes zarządu ZP PPS. – Z liczb wynika jednak coś zupełnie innego – konsumenci wypijają najwięcej alkoholu etylowego właśnie w piwie. Branża piwowarska nie dość, że wykorzystuje możliwość reklamy, to równocześnie łamie przepisy i buduje skojarzenia radości dzięki konsumpcji piwa. Alkohol to alkohol i należy zawsze spożywać go odpowiedzialnie. Tymczasem browarom udało się uśpić społeczeństwo. Efekt? Tylko 46% Polaków jednoznacznie uważa piwo za napój alkoholowy – podaje Witold Włodarczyk, powołując się na badanie Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych „Opinie Polaków o alkoholu”, XI 2019. 

Członkowie ZP PPS nawołują instytucje państwowe do pilnego przeanalizowania aktualnej struktury spożycia napojów alkoholowych i bardzo wysokiego wzrostu sprzedaży piwa, które ma taki sam wpływ na zdrowie ludzi, jak pozostałe napoje alkoholowe podlegające licznym restrykcjom prawnym. Piwo bezalkoholowe, występujące pod takimi samymi markami jak te alkoholowe, są potencjalnym zagrożeniem dla nieletnich, którzy od najmłodszych lat mogą przyzwyczajać do picia – zaznaczają członkowie ZP PPS. 

Wskazują też, że opłata od małpek nie rozwiąże problemu nadmiernego spożywania alkoholu i spowoduje jedynie dalsze uprzywilejowanie branży piwnej. I podają, że w naszym kraju dziennie sprzedawanych jest 811 tys. sztuk małpek 100-ml, czyli 0,081 mln litrów, podczas gdy codziennie Polacy kupują 8,7 mln litrów piwa.

– Segment piw bezalkoholowych, mimo wzrostu, to wbrew propagandzie wciąż margines. Jest on dodatkowo niebezpieczny, gdyż przyzwyczaja do marek piwa, wzmacnia najgroźniejszy mit, że „piwo to nie alkohol” i zgodnie z prawem piwa bezalkoholowe mogą być kupowane przez nieletnich – komentuje Marek Sypek, dyrektor generalny Stock Polska.

Według przedstawicieli branży spirytusowej, to właśnie ten brak wiedzy przekłada się na większe przyzwolenie na spożywanie piwa przez nieletnich i prowadzenie samochodu po wypiciu „złocistego trunku”. Apelują też do rządu o dokładną analizę struktury spożywania alkoholu przez Polaków i na jej podstawie opracowanie programu walki ze szkodliwą i ryzykowną konsumpcją alkoholu – piwa, wina i wyrobów spirytusowych. Przypominają ponadto, że od lat postulują o napisanie zupełnie nowej ustawy alkoholowej, ponieważ ta, która obowiązuje obecnie powstała prawie 40 lat temu w zupełnie innej rzeczywistości rynkowej.

O ustawie alkoholowej i konieczności zmian pisaliśmy tutaj, zaś o małpkach między innymi tu.

Branża spirytusowa zastrzega ponadto, że nie odżegnuje się od dodatkowej opłaty za sprzedaż na przykład każdej butelki alkoholu, ale pod jednym warunkiem – taka opłata ma dotyczyć każdego uczestnika rynku i każdego alkoholu, a nie wyłącznie małpek. 

– Gdyby w ten sposób uzyskane środki z automatu trafiały do budżetu NFZ, a ten spożytkowałby je na walkę z alkoholizmem wśród Polaków, to w porządku – mówi Witold Włodarczyk. – Takich planów jednak nie ma – dodaje. I zastrzega, że choć zdaniem rządu opodatkowanie małpek przyniesie dodatkowe wpływy do budżetu państwa, tak się nie stanie. – Gdy małpki zdrożeją, konsumenci odwrócą się od nich i sięgną... po piwo. A piwo, jak wiadomo, ma najniższą akcyzę, stąd do państwowej kasy znów wpadnie mniej pieniędzy. Rządzący chyba nie zdają sobie z tego sprawy – konkluduje.

Zdjęcie: Shutterstock

Ilona Mrozowska 3427 Artykuły

W „Handlu” od 2005 r. Blisko tematyki przemysłowej i producenckiej. Właścicielka białej kulki, czyli szynszyli o imieniu Tula.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }