Opakowanie, geografia i ekrany [WYWIAD STOCK POLSKA]

O miksowaniu kategorii spożywczych i o tym, czego można nauczyć się od innych branż oraz co podejrzeć w sklepach modowych, ale też o niezagrożonej roli kanału tradycyjnego w sprzedaży alkoholu, rozmawiamy z Markiem Sypkiem, dyrektorem generalnym Stock Polska.

„Handel”: Co nowego można jeszcze wymyślić w alkoholach mocnych?

Marek Sypek: Wiele, jak w każdej innej kategorii, choć od lat nie było tu większego przełomu. Pojawiła się np. gazowana wódka, ale to nie przełom, który pozwolił na zbudowanie zupełnie nowej kategorii na rynku, po prostu nowość rynkowa. Może więc już nie da się tu wywołać większego ruchu i producenci wódki są skazani na – w najlepszym wypadku – stabilną sprzedaż. Przełomy bywały i będą. Przed laty były to wódki smakowe – to kategoria, która cały czas rośnie dwucyfrowo. Jeśli popatrzymy na region Czech i Słowacji, to tam ich odpowiednikami są mocne alkohole ziołowe. Takie mikrorewolucje widać w wielu kategoriach napojów również z mniejszą zawartością alkoholu, a my powinniśmy z tego czerpać.

Czyli?
Wielką karierę w Polsce robi prosecco. Mówimy nawet o 40-procentowych wzrostach tej kategorii w ciągu roku. Dla producenta alkoholu mocnego to również cenna informacja – skoro konsument zaczął tak mocno cenić wino musujące, to warto element gazu wprowadzić i do mocniejszych alkoholi. Tak powstała nasza Lubelska Soda będąca połączeniem alkoholu smakowego i bąbelków. I to czerpanie z różnych innych rynków i odkrycia na polu kilku kategorii są kierunkiem, w którym podążamy.

W takim razie czy wzorem najnowszego alkoholowego przewrotu, czyli piw 0,0%, należy spodziewać się bezalkoholowej „wódki”?
Są już zeroprocentowe giny, ale nie przypuszczam, żeby zrezygnowanie z procentów mogło sprawdzić się w wódce. Piwa pija się w dużej mierze dla smaku, wódkę również ze względu na jej walory smakowe, skład, ale też zawartość alkoholu.  I to jest ta zasadnicza różnica. Opcję 0,0% już szybciej widziałbym w przypadku whisky.

A może zatem należy wódkę pomieszać z innymi kategoriami, które silnie rosną w ramach FMCG, np. superfoods?
Superfoods w alkoholach mocnych rzeczywiście pojawiło się już w paru miejscach na świecie. Przyglądałem się tej mikroniszy, ale mnie nie przekonała. Nie pijemy wódki ze względów zdrowotnych, więc dodawanie jakiegoś niezwykle zdrowego składnika do niej i takie jej pozycjonowanie jest dla mnie niewiarygodne. Co innego np. zmieszać wódkę z superfoods w koktajlu ze względów smakowych, ale nie o tym mówimy.

To czym branża będzie kusić handel i konsumentów w kolejnych latach?
Nowościami, również geograficznymi – laury za najlepszą whisky świata od trzech lat zgarnia… Japonia, a nie Szkocja, więc trunki importowane z tak znacznych odległości będą ciekawe dla niejednego konsumenta. Przyszłość to przyciąganie również opakowaniem. Na razie jako kraj pod tym względem raczkujemy, choć oczywiste jest, że kupujemy oczami – i to prawda, która sprawdza się również w szeregu innych kategorii.

Opakowanie jako dzieło sztuki?
Tak. I pierwsze kroki już robimy. Sprzedaliśmy w Polsce kilka butelek Belugi po 10 tys. euro. To piękny, luksusowy produkt jak z rynku zegarków, i to z jednej strony kolejny przykład na mieszanie się różnych kategorii, a z drugiej wyraźny sygnał, że rynek produktów ultraluksusowych to w Polsce także branża spożywcza – alkoholowa, co jest kolejnym ważnym sygnałem dla producentów, dystrybutorów i handlu. Na rynku bardziej przystępnym cenowo pojawia się właśnie Żołądkowa Kolonialna w nowej, pięknej butelce.

A jak wygląda sklep spożywczy, który pana zachwycił i który – pana zdaniem – jest przyszłością dla branży?
Sklepy modowe – niekoniecznie te bardzo dalekie. W Polsce rewolucję robi e-obuwie z naszpikowanymi technologią placówkami, w których proces mierzenia stopy i dopasowywania rozmiaru, wyboru koloru i modelu odbywa się na ekranie. To połączenie digitalu z doświadczaniem jest przyszłością większości, jeśli nie każdej branży. W Japonii odwiedziłem sklep spożywczy, w którym klienci wybierali wszystkie towary na wyświetlaczach, płacili i do 15 min otrzymywali zapakowany towar. Nie musieli krążyć po alejkach, szukać produktu, pchać koszyków. Wszystko odbywało się w sposób wirtualny poza odbiorem samego zamówienia.

Takie rozwiązania to podpowiedź dla małego czy dużego handlu?
Dla obu. Kolejne rozwiązania technologiczne i możliwość zrobienia zakupów na tydzień w kilka minut bez biegania po sklepie nie zmieniają jednak tego, że nasze nawyki, jeśli chodzi o zakup alkoholu to zakup na bieżąco, nie na zapas. A do tego idealnie nadaje się właśnie mniejszy sklep, który jest po drodze na imprezę u znajomych. Taki sklep nie musi i jeszcze pewnie długo nie będzie musiał mieć ekranu do złożenia zamówienia, choć pewnie już za chwilę standardem będzie w nim kasa samoobsługowa.

Tylko że w małym sklepie jest mało miejsca. A jako producenci mówicie cały czas o nowościach, poszerzacie portfolio i chcecie wstawiać na półki kolejne produkty.
Jestem przekonany, że marek w Polsce jest za dużo. Skończył się czas hipermarketów, a nastał czas sklepów convenience. Ponadto detaliści coraz bardziej profesjonalnie podchodzą do zarządzania kategorią alkoholową. W efekcie kończy się czas, gdy przedstawiciel handlowy urokiem osobistym był w stanie przekonać właściciela sklepu do dołożenia na półkę kolejnej marki. Kolejne lata przyniosą więc znaczące ograniczenie ich liczby.

Stock Polska to wicelider rynku alkoholi mocnych w Polsce. W swoim portfolio ma m.in. Żołądkową Gorzką, Lubelską, Saską i marki agencyjne takie jak Jim Beam, Beluga, Auchentoshan czy Maker's Mark.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }