Ireneusz Wróbel, Lewiatan: Dziś w Warszawie, jutro na Podkarpaciu [WYWIAD]

Recyklomaty, automaty do samodzielnego zatowarowania półek czy drony dostarczające zamówienie na balkon klienta to nie scenariusz filmu science fiction, tylko przyszłość handlu. Rozmawiamy o niej z Ireneuszem Wróblem, właścicielem sklepów Lewiatan na Podkarpaciu.

Zdjęcie: Marek Wiśniewski

"Handel": Handel nowoczesny, wielkopowierzchniowy – te pojęcia przylgnęły do dużych sklepów zagranicznych sieci. Tymczasem takie jak np. Lewiatan określane są jako handel małoformatowy, czyli w domyśle nienowoczesny. Czy ma pan poczucie niesprawiedliwego postrzegania i nazewnictwa waszych sklepów?

Ireneusz Wróbel: Rzeczywiście, nazewnictwo jest mylące, dlatego staramy się mówić, że działamy w handlu tradycyjnym i to pojęcie bardziej nam odpowiada. Sklepy Lewiatana to naprawdę coraz większe formaty. W tej chwili średnia powierzchnia Lewiatana to prawie 200 mkw. Nasze sklepy działają w sposób tradycyjny, znamy większość klientów, znamy ich preferencje zakupowe, doradzamy przy wyborze asortymentu, oferujemy świeże i regionalne produkty. Podam przykład: w jednym z naszych sklepów działającym w sercu osiedla mieszkaniowego zorganizowaliśmy kącik z krzesłami dla klientów, bo dotarły do nas głosy, że tego potrzebują. Ludzie mają ogromną potrzebę rozmowy, spotykania się, więc kącik jest czasem „okupowany” przez wiele godzin. Wielki detalista nie spełni takich oczekiwań albo proces będzie trwał miesiącami czy latami. U nas decyzje są podejmowane zdecydowanie szybciej.

Jakie są jeszcze inne przewagi lokalnych sklepów nad wielkimi sieciowymi, w tym nad dyskontami?

Stoiska z wyrobami tradycyjnymi, regionalnymi. W naszych sklepach, mimo że działają na terenach wiejskich, owoce i warzywa są obok mięsa i wędlin kluczowymi kategoriami. Ostatnio dodaliśmy chłodnie na wrażliwsze owoce i warzywa, które teraz dłużej są u nas świeże, w dodatku ładnie prezentują się dzięki specjalistycznemu oświetleniu. Wyróżniamy się też dostępnością lokalnych produktów. Mamy więc pomidory i ogórki z miejscowości Zawada czy pieczywo z sąsiednich piekarni: WM-ka Kolbuszowa, Społem Dębica czy od pana Szymaszka z Żyrakowa. Choć klienci je doskonale znają, oznaczyliśmy je odpowiednio, bo jesteśmy dumni z lokalnych produktów. Poza tym non stop wprowadzamy coś nowego, aby zaskoczyć kupujących chociażby nową odmianą ziemniaka.

Czy obecna rola sklepów małoformatowych jako miejsca robienia zakupów pierwszej potrzeby może ulec zmianie?

Już teraz widzę, że klienci dokonują u nas coraz większych zakupów, choć oczywiście wciąż wielu przychodzi, bo im zabrakło mąki czy cukru. To oznacza, że nie jeżdżą już do hipermarketów na cotygodniowe zakupy. Zmieniają się też oczekiwania klientów. Są oni coraz bardziej „smart”, czyli dokładnie wiedzą, czego poszukują, czytają opinie o produktach, znają się na składnikach. Dlatego my też zwracamy uwagę na „czyste” etykiety przy zamawianiu produktów. Na szczęście producenci też widzą ten trend i sami dbają o jakość swoich składników w produkcie.

A czy rola kasjera-sprzedawcy, najpopularniejszego obecnie stanowiska w handlu, też może się przeformatować?

Zdecydowanie tak – rynek zmusza nas do myślenia o kasach samoobsługowych.

Nawet w tak małych miejscowościach, w których pan działa?

Ależ oczywiście. Jestem przekonany, że te rozwiązania, które dziś są testowane w Warszawie, jutro zawitają na Podkarpacie. Proszę zauważyć, że dziś osoby w wieku 50+ nie mają już oporów przed płatnościami kartą, telefonem czy nawet zegarkiem. Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia. Kasy samoobsługowe też będą powszechne. Przyglądamy się im, choć na razie widzimy w nich wiele niedociągnięć. Przykład? Klientom ciężko jest rozpoznać na małym obrazku na wyświetlaczu, który rodzaj chleba czy bułek wzięli z półki, więc skutkuje to wieloma błędami. Urządzenia te mają ułatwiać zakupy, przyspieszać je, a nie komplikować. Producenci mocno pracują teraz nad czytelnym, intuicyjnym oprogramowaniem kas, więc jestem przekonany, że w ciągu najbliższych 2-3 lat zastąpią one w naszych sklepach kasy tradycyjne lub będą w przewadze użytkowania przez klienta.

Co wtedy z pracownikami?

Mamy małą rotację pracowników, więc kasy samoobsługowe nie są bolączką na wakaty. Absolutnie nie zamierzamy rozstawać się z naszymi pracownikami. Zdaję sobie sprawę, że nie da się wykluczyć ludzi z naszej działalności. Pracownicy staną się doradcami klienta, będą odpowiadać za budowanie relacji z nimi, będą ekspertami w danych kategoriach. Mogą też przygotowywać dania w sklepie czy zmienić się w dostawcę usługi dostarczenia towaru do domu.

Nad jakimi jeszcze rozwiązaniami technologicznymi pan się zastanawia?

Przy Lewiatanie Holding działa zespół ds. technologii, którego mam zaszczyt być członkiem. Dzięki działalności tej grupy ludzi testujemy i implementujemy na sklepy sprawdzone i najbardziej przydatne nowości techniczne z naszej branży. Chętnie wprowadziłbym już etykiety elektroniczne czy ekrany LED. Marzy mi się też automatyzacja dostaw, czyli system sam zamawia towar, uwzględniając rotację, zamówienie automatycznie wjeżdża w nocy na salę sprzedaży pod konkretny regał na standardowej palecie rozładowczej i automat sam uzupełnia półki, dostawiając towar od tyłu i zachowując zasadę FIFO [czyli to, co pierwsze weszło, pierwsze wychodzi – red.] Dodam, że to wszystko odbywałoby się bez udziału oświetlenia. Zyskaliby na tym wszyscy, a najwięcej nasi pracownicy, którzy byliby zdecydowanie bardziej odciążeni fizycznie.

Co więc pana powstrzymuje przed tymi inwestycjami? Finanse?

Nie da się zrobić wszystkiego naraz. Ponieważ od 1 stycznia br. płacimy aż o 72% więcej za energię elektryczną, nastawiamy się teraz na fotowoltanikę. Już dwa nasze sklepy mają ją zainstalowaną. Zwrot z inwestycji powinien nastąpić w ciągu 5-7 lat. Stosujemy też odzysk energii z mebli chłodniczych, co daje nam ciepłą wodę użytkową i do ogrzewania sklepów w zimie. Następne w kolejce są wspomniane już kasy samoobsługowe oraz wymiana urządzeń chłodniczych. Nie wykluczamy też wstawienia przepisomatów, czyli urządzenia z ekranem, w którym wpisywałoby się np. liczbę uczestników obiadu i wskazanie, czy chce się przygotować np. danie mięsne, a system wskazywałby kilka propozycji dań i drukowałby listę potrzebnych składników dostępnych w danym sklepie.

Wydaje się, że w przyszłości w sklepach zagoszczą też automaty do skupu butelek czy do sprzedaży chemii i kosmetyków do własnych, tzn. przyniesionych przez klienta, pojemników. Czy znajdzie pan na nie miejsce we własnych sklepach?

Ależ oczywiście. Życie w zgodzie z naturą to trend i obowiązek naszego pokolenia, nie ma od tego odwrotu. Jako przedsiębiorcy jesteśmy otwarci na tego typu rozwiązania, a wręcz ich wyczekujemy. Jednak kwestią recyklomatów powinien zająć się rząd lub władze powiatów, gmin, a automatów do kosmetyków – ich producenci. Przyznam się, że chciałbym doczekać takich czasów, że przyjście do sklepu z plastikową reklamówką będzie passe.

Czy już pan coś robi w tym kierunku?

Zarówno w naszej firmie, jak w Lewiatanie kładziemy duży nacisk na ekologię. Dlatego też oferujemy papierowe torby na zakupy wielokrotnego użytku. Są one bardzo wytrzymałe, do 8-10 kg. Klienci podeszli do nich bardzo entuzjastycznie. Lada moment wprowadzimy kartony na zakupy – te będą miały już udźwig 25 kg. Będzie je potem można powtórnie wykorzystać np. w garażu czy piwnicy do przechowywania w porządku różnych rzeczy lub ponownie przyjść z nimi na zakupy i wygodnie włożyć do bagażnika w samochodzie.

Czy zamierza pan uruchomić e-sklep?

Nie wykluczamy tego, choć obecnie myślimy nad uruchomieniem usługi click&collect, czyli klient zamawia towar przez aplikację i odbiera o wyznaczonej godzinie już spakowany u nas w sklepie. Chcemy wdrożyć to rozwiązanie już w przyszłym roku. Co więcej, klient będzie mógł zamówić towar, którego nie mamy standardowo w sklepie, ale ma go nasz dostawca i to on zostanie włączony w proces dostawy, dowożąc towar do nas następnego dnia rano. Dzięki temu klient dostanie każdy wymarzony asortyment właśnie w Lewiatanie.
Wracając do pani pytania: zwrócił się do mnie ostatnio klient, który zadeklarował, że jest gotowy płacić 20-30 zł za dostawę co rano ciepłych bułek, świeżego nabiału i kilku pomidorów. Powiedziałem mu, że musi jeszcze chwilę poczekać, aż będzie więcej chętnych, bo to kwestia naprawdę krótkiego czasu. Może przyszłość będzie tak wyglądać, że drony będą dostarczać takie zamówienia? Wtedy mieszkania w blokach i domu będą mieć wyznaczone lądowiska, np. na balkonach czy w ogrodach, aby paczka została właśnie tam odłożona. Potrzebna jest jedynie standaryzacja tej usługi oraz jej odpowiednia powszechność.

Jak więc mogą wyglądać pana sklepy za 5-10 lat?

10 lat to zbyt daleka przyszłość. Postęp technologiczny tak galopuje, że nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak będą wyglądać za 10 lat. Na pewno będziemy inwestować w biznes, bo kto nie inwestuje, ten odstaje od rynku. Będziemy też stawiać na ekojedzenie, w tym na produkty wegańskie, których sprzedaż już teraz bardzo mocno pnie się w górę. I tak, cały czas mówimy o sklepach prowadzonych w małych podkarpackich miejscowościach. Na pewno będzie w nich więcej automatyzacji, asortymentu eko, fit i wege, rozbudowana zostanie strefa garmażeryjna, jedzenia na miejscu lub na wynos, zwiększy się powierzchnia, będziemy oferować dodatkowe usługi dla klienta, towar dostarczany do klienta może stanowić znaczący udział w całej sprzedaży. Pokolenia takie jak Y, Z czy nawet X wymuszą na nas dostosowanie się do ich wirtualnego świata.

Na jakiej podstawie opiera pan te obserwacje? Na analizach big data?

Big data to jeszcze dla mnie Matrix, ale opieram się na lewiatanowskim Centralnym Systemie Analitycznym (CSA). Analizowanie szeroko pojętej sprzedaży jest bardzo ważne zarówno na poziomie poszczególnych sklepów, jak i całego regionu. W Lewiatanie to działa już od lat i z powodzeniem wykorzystujemy te dane jako franczyzobiorcy przy doborze asortymentu, ilości zamawianego towaru oraz trendów zakupowych. Analiza danych dotyczących klientów to przyszłość. Kto idealnie odczyta i wdroży wymagania konsumentów – wygra.

Czy podpatruje pan rozwiązania w sklepach, które pan odwiedza?

Zawsze zachwycają mnie sklepy ze świeżą żywnością, tam gdzie są owoce, warzywa, ryby i przyprawy. Ale też targi, gdzie czuć aromat, zapach, a kolory mienią się w oczach. Uważam, że ten segment zawsze będzie przyciągał rzesze klientów, gospodyń domowych, kucharzy. Tam można dotknąć jeszcze owoców mokrych od rosy, warzyw, na których wciąż są okruchy ziemi, wziąć do ręki rozmaryn i poczuć jego woń. Przepych, świeżość, różnorodność towarów bronią się same.

Jak już jesteśmy przy konkurencji: wiele sieci już nie wytrzymało presji i wycofało się z polskiego rynku. Kto najprawdopodobniej zostanie na rynku? Jak on się podzieli w starciu wielki kontra mały handel?

Sądzę, że hipermarkety będą znikać z rynku. Dyskonty z kolei muszą się zmienić. Pójdą zapewne w naszym kierunku, czyli sklepów delikatesowych, convenience, ale to im się nie uda, przerosną ich koszty. Natomiast my pozostaniemy najbliżej klienta, którego cały czas staramy się zrozumieć i zadowolić jego preferencje na najwyższym możliwym poziomie. Relacje z klientem, jakość obsługi oraz bliskość będą nas wciąż wyróżniać. I to jedyny słuszny kierunek.

Rozmawiała Katarzyna Pierzchała

Ireneusz Wróbel
Wraz z ojcem Stanisławem prowadzi rodzinną firmę handlową. Obecnie zarządzają siedmioma sklepami na Podkarpaciu w miejscowościach: Brzeźnica, Pustków Osiedle, Pustynia, Paszczyna, Ocieka, Bobrowa, Sędziszów Małopolski. Wszystkie działają pod szyldem sieci Lewiatan. Członek zespołu ds. technologii w Lewiatanie Holding. Prywatnie mąż, ojciec trójki dzieci, pasjonat żeglarstwa.

Katarzyna Pierzchała 3071 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }