Z wizytą w sklepie: Kiszeczka

Ten sklep jest szczególny - działa przy zakładzie firmowym, przy domu rodzinnym klanu Trzaskowskich i w amym centrum podwarszawskiej miejscowości. Karczewska placówka sieci Kiszeczka obchodziła właśnie 10. urodziny.

– Od niego zaczęła się budowa naszej sieci sklepów firmowych. Jest pierwszym i najważniejszym, bo to tu testujemy nasze pomysły – przyznaje Paweł Trzaskowski, współwłaściciel Kiszeczki.

Jest to firma rodzinna prowadzona przez dwóch braci – Pawła i Marka – których wspomagają rodzice. Kiszeczka zajmuje się produkcją wędlin oraz prowadzi sześć sklepów firmowych oraz jeden mobilny. Wszystkie działają na terenie Mazowsza.

– Rozwijamy się powoli, sukcesywnie. W każdym nowo otwieranym sklepie staramy się zaskakiwać klientów czymś innym. Bardzo dużą wagę przywiązujemy nie tylko do jakości wędlin, ale również do wystroju naszych placówek handlowych – opowiada Paweł Trzaskowski.

Przyznaje, że w Karczewie przez 10 lat niewiele się zmieniło pod względem wizualnym, co dla niektórych klientów jest pozytywem kojarzącym się z dobrą, polską tradycją. Są tu więc białe płytki na ścianach, drewniane lady, drewniane regaliki na produkty w słoikach, dwie kasy. Przedsmakiem nowej jakości jest szafa do sezonowania wołowiny, która stanęła tuż przy wejściu.
Potężne kawałki mięsa przyciągają wzrok, szczególnie panów. Niezwykle efektownie prezentują się eleganckie, czarne tabliczki z nadrukowanymi nazwami wyrobów, ceną oraz logo Kiszeczki. Są tu też lśniące stalą wszelkie maszyny typu: krajalnice, kotleciarka czy maszyna do próżniowego pakowania, dzięki której wyroby zachowują świeżość nawet do kilkunastu dni.

Sklep ma zyskać nowe oblicze w przyszłym roku.

– Zdajemy sobie sprawę, że nie możemy inwestować tylko w nowe sklepy. Chcemy tu zmienić praktycznie wszystko, od wystroju po sprzęt – ujawnia nasz rozmówca.

Będą m.in. głębsze lady. W planach jest też rezygnacja z osobnych stanowisk kasowych i umiejscowienie ich na blacie roboczym po to, by zyskać większą powierzchnię ekspozycyjną dla asortymentu, który też ma ulec rozszerzeniu.

– Chcemy wprowadzić do sprzedaży sery od lokalnych producentów. Będą z wyższej półki, skomponują
się z wysoką jakością wyrobów Kiszeczki – podkreśla Paweł Trzaskowski.

Dwa tygodnie emerytury
Karczewski sklep matka ma niewielką powierzchnię – ok. 40 mkw. sali sprzedaży. Zatrudnia sześć osób. Trzy sprzedawczynie pracują tu prawie od początku. Ich opiekunem jest mama braci Trzaskowskich – pani Hanna. To ona od początku była wieloletnią kierowniczką placówki. Ostatnio przeszła na emeryturę, ale wytrzymała na niej... dwa tygodnie.

– Naraz rozchorowały się trzy pracownice, więc musiałam wrócić za ladę – uśmiecha się pani Hanna. – A potem już tak wyszło, że zostałam, bo kocham tę pracę. Nie potrafię bez niej żyć – przyznaje.

Zdarza się więc, że otwiera sklep, zamyka, interweniuje w nagłych sytuacjach oraz oczywiście obsługuje klientów. Jest wytrawną sprzedawczynią. Gdy usłyszała moją rozmowę z synem, abyśmy kupili dziadkowi trochę kaszanki, natychmiast poleciła salceson.

– Znam się na ludziach, wiem, jakie produkty posmakują młodzieży, a jakie starszym – przyznaje.

Do częstych należą też sytuacje, że przychodzi stały klient, którego pani Hanna lub inne sprzedawczynie pytają tylko: – Czy to co zwykle?

I wystarczy skinienie głową i już na wadze lądują kiełbasa czy ulubiona kaszanka pana Janka czy Henia z sąsiedniej miejscowości. – Nasi klienci to przede wszystkim mieszkańcy naszej i okolicznych miejscowości, ale mamy też takich, którzy przyjeżdżają specjalnie po nasze wyroby z Warszawy czy Grójca – usłyszeliśmy w  karczewskiej Kiszeczce. Co więc przyciąga ich aż tu?

Przede wszystkim bardzo dobry jakościowo asortyment. I świeży, bo na tyłach sklepu działa zakład produkcyjny. Zdarza się, że wędliny w sklepie są jeszcze ciepłe. Flagowym produktem Kiszeczki jest kiełbasa Biała Surowa Karczewska. Bardzo dobrze sprzedają się tu też wspomniane kaszanki czy szynka eko (naturalna, bez peklosoli). Ostatnio właściciele sklepu zauważyli zwiększone zainteresowanie klientów parówkami (cielęcymi z bazylią, z indyka, wieprzowymi), serdelkami, kiełbaskami koktajlowymi drobiowymi. – Nie mogę narzekać, praktycznie wszystkie nasze wyroby sprzedają się tu bardzo dobrze – Paweł Trzaskowski nie ukrywa zadowolenia. – Zwiększamy jednak segment drobiarski w wędlinach, bo tego oczekują od nas klienci. Bardzo nas cieszy, że wzrosty sprzedaży w wędlinach drobiowych, których mamy ok. 60 SKU, nie powodują spadku obrotów w innych segmentach.

Rodzinnie zastanawiają się też nad produktami dla wegetarian, np. pasztetami, mortadelą czy parówkami wegańskimi. – Pierwsze próby już były – ujawnia pan Paweł.

Kiszeczka to również sprzedaż mięs, szczególnie wieprzowego i wołowego, ale także drobiowego. Pochodzi ono od pięciu lokalnych dostawców.

Dbałość o klienta
Firma dużą dbałość przywiązuje do dopieszczania klienta. Objawia się to w indywidualnym podejściu sprzedawczyń, ale również poprzez program lojalnościowy, w którym za uzbierane 10 pieczątek uzyskuje się 30 zł rabatu na zakupy. – W skali naszej sieci firmowej wydajemy co dwa miesiące ok. 3 tysiące Kart Kiszeczkowego Smakosza – usłyszeliśmy.

Z okazji świąt i różnych okazji typu mikołajki czy Dzień Dziecka firma drukuje też okolicznościowe kolorowanki dla dzieci, częstuje krówkami. Ostatnio z okazji 10. urodzin sklepu zorganizowano grilla, na który przygotowano ok. 150 kg mięs i wędlin, rozdano 750 talerzyków.
Impreza zaplanowana była do godz. 14.00. Nie udało się jej skończyć o czasie ze względu na niekończącą się kolejkę po steki, kaszankę czy kiełbaski. Dodatkowo dla klientów przygotowano 500 losów – do wygrania były kupony rabatowe, noże do mięsa, a nagrodą główną został szybkowar.

Największy ruch w sklepie jest w piątki i soboty, kiedy to kolejka potrafi wić się aż na zewnątrz budynku. – Niektórzy dziękują nam za to, że wrócili dzięki nam do czytania książek, bo kiedy się stoi 40 minut w kolejce, trzeba czymś ten czas wypełnić – śmieje się Paweł Trzaskowski.

Rozwiązaniem na rozładowanie weekendowych kolejek jest możliwość zamówienia towaru online ze wskazaniem konkretnej godziny odbioru. Wtedy klient po prostu podchodzi do lady – już bez czekania – i odbiera zamówienie. Usługa ta na tyle spodobała się klientom, że w soboty jest ich już ok. 50.

Wyróżnikiem Kiszeczki jest też czystość w sklepie.
Każda z pracownic codziennie po zakończeniu sprzedaży porządkuje towar i chowa go do pojemników, które następnie są przenoszone do chłodni na zapleczu.
Dzięki temu, że lady są puste, ekipa sprzątająca, która przychodzi po zamknięciu sklepu, może wyczyścić je gruntownie.
Docelowo właściciele Kiszeczki chcą mieć 20 sklepów. Dostarczają też swoje wyroby do ok. 80 sieciowych i niezależnych placówek w regionie.

SKLEP W LICZBACH - KISZECZKA
Adres: ul. Żaboklickiego 2, 05-480 Karczew
Liczba klientów: 400 dziennie
Liczba pracowników: 6

Katarzyna Pierzchała 3015 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }