Lidl, wzorem innych sieci, przetestuje kasy samoobsługowe

- Chcemy, aby zakupy w sklepach naszej sieci były wygodne, proste oraz szybkie, dlatego jeszcze w tym roku przeprowadzimy pilotaż pierwszych kas bezobsługowych - deklaruje Aleksandra Robaszkiewicz, communications manager, Lidl Polska.

Na zdjęciu: Biedronka w Warszawie u zbiegu Al. Jerozolimskich i ul. Kruczej

Na razie firma nie zdradza więcej szczegółów, ale Aleksandra Robaszkiewicz przyznaje, że zmieniają się oczekiwania klientów a Lidl zawsze stara się na nowe trendy odpowiadać. - Wszystkie sklepy Lidl mają ergonomiczne wnętrza, szerokie alejki sklepowe, kasy pierwszeństwa dla kobiet w ciąży oraz osób z niepełnosprawnością, liczne miejsca parkingowe i wiele innych udogodnień - podkreśla Robaszkiewicz. - Jesteśmy świadomi, że duża część klientów jest zainteresowana korzystaniem z kas samoobsługowych. Chcemy, aby zakupy w sklepach naszej sieci były wygodne, proste oraz szybkie, dlatego jeszcze w tym roku przeprowadzimy pilotaż pierwszych kas bezobsługowych. Chcielibyśmy również podkreślić, że bardzo cenimy pracę naszych pracowników sprzedaży - dodaje.

W Kauflandzie, choć kasy samoobsługowe znajdują się w 50 sklepach a w planach jest wdrożenie kolejnych, nie zmniejsza się zatrudnienie w sklepach. - Staramy się zachować równowagę pomiędzy kasami zwykłymi a samoobsługowymi, aby klienci mogli swobodnie wybierać, w jaki dla nich najwygodniejszy sposób chcą sfinalizować zakupy. Z naszych obserwacji wynika, iż z kas samoobsługowych chętniej korzystają klienci z mniejszą liczbą artykułów w koszykach, dzięki czemu mogą szybko sami się obsłużyć - mówi Daria Tworek
z biura prasowego Kaufland Polska Markety.

Biedronka takie kasy testuje w siedmiu sklepach na terenie Warszawy i Gdańska. Wybierając sklep do tego rozwiązania, sieć bierze pod uwagę w pierwszej kolejności skłonność jego klientów do płacenia kartą.

- Jesteśmy przekonani, że w przyszłości coraz więcej sklepów stacjonarnych będzie oferowało również kasy samoobsługowe, jednak jest to proces powolny - uważa Karol Sęktas, kierownik działu doskonalenia pracy sklepu w Jeronimo Martins Polska. - Z jednej strony wpływ mają na to ograniczenia technologiczne i wymagane nakłady inwestycyjne, a z drugiej przyzwyczajenia klientów. Znaczna część klientów woli profesjonalną obsługę kasjerską, tym bardziej, że dla dużych koszyków jest ona szybsza. Z drugiej strony, klienci robiący małe zakupy cenią sobie szybkość, brak kolejek i brak konieczności kontaktu z kasjerem oraz poczucie większej kontroli nad swoimi zakupami - dodaje.

Również Carrefour poinformował właśnie, że rozwija projekt mini kas samoobsługowych w swoich sklepach formatu convenience. - Nasi franczyzobiorcy chętnie korzystają z nowych rozwiązań, bo pozwalają im one zaoferować klientom lepsze i wygodniejsze zakupy, a przede wszystkim efektywniej zarządzać sklepami - mówi Michał Florkiewicz, dyrektor sklepów convenience w Carrefour Polska. 

Zdradza, że nad wdrożeniem minikas samoobsługowych sieć pracowała kilka ostatnich miesięcy. Kasy znacząco przyspieszyły obsługę klientów w testowanych placówkach, co przełożyło się na ich wymierne wyniki biznesowe. Z tego powodu sieć zdecydowała się wprowadzić minikasy do kolejnych kilkudziesięciu sklepów swoich franczyzobiorców. Obecnie działają one w 22 sklepach franczyzowych i średnio korzysta z nich 20% klientów. - Dlatego docelowo chcielibyśmy uruchomić je we wszystkich sklepach naszego pomarańczowego konceptu franczyzowego Carrefour Express convenience – dodaje Florkiewicz.

Z badań wynika jednak, że choć kasy samoobsługowe rzeczywiście są potrzebne i często oczekiwane przez klientów, to ich obecność w placówce może przysporzyć kłopotów.

Z badań, w ramach których firma ECR przeanalizowała dane dostarczone przez 13 przedsiębiorstw handlu detalicznego w Stanach Zjednoczonych i Europie oraz dwóch producentów technologii SCO, wynika, że im szerzej sieć detaliczna wykorzystuje kasy samoobsługowe, tym większe odnotowuje straty.

Badania objęły trzy typy systemów SCO: Fixed SCO (skanowanie produktów przy kasie samoobsługowej), Scan and Go (korzystanie z urządzenia skanującego udostępnionego przez sklep) oraz mobile scan and go (skanowanie produktów za pomocą własnego smartfona). Okazuje się, że w sklepach, gdzie 55-60% transakcji realizowano w punktach Fixed SCO, straty były większe o 31%, natomiast w sklepach stosujących systemy scan and go ― nawet o 18% w porównaniu ze sklepami, które w ogóle nie używały technologii SCO.

Badania wykazały, że klienci korzystający z tej technologii popełniają wiele błędów. Im więcej produktów w koszyku, tym większe ryzyko wielokrotnego zeskanowania ceny tego samego produktu lub pominięcia niektórych pozycji. Z raportu wynika, że jeśli koszyk zawiera 50 produktów, to prawdopodobieństwo popełnienia przez klienta co najmniej jednego błędu wzrasta do 60%, natomiast w przypadku 100 - wskaźnik ten rośnie nawet do 90%. Szczegóły tutaj.

 

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }