Uprawy eko w Polsce wciąż są niszą

Rynek żywności ekologicznej nad Wisłą nie ruszy z miejsce bez systemowego wsparcia, którego wciąż brak. Tymczasem przykłady innych europejskich krajów pokazują, że konsumenci chcą jeść dobre, lokalne produkty.

O ile we Francji 9,5% wszystkich gospodarstw rolnych stanowią te zajmujące się uprawą bio (i z każdym rokiem te liczby rosną), o tyle w Polsce jest to najwyżej 3% (dokładnych danych nie ma) i wciąż ze strony Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie padły jasne deklaracje, co do wsparcia takich upraw. Tymczasem podczas czerwcowego Kongresu Rolnictwa i Żywności Ekologicznej Eco Food 360 Florent Gugl, dyrektor Agence Bio we Francji, przekonywał, że to właśnie zaangażowanie ze strony państwa jest niezbędne do rozwoju upraw bio.

W czym problem? Oczywiście w dofinansowaniach, których w naszym kraju praktycznie nie ma, a certyfikacja jest kosztowna. Dodatkowo rolnik potrzebuje 2-3 lat na przejście na produkcję bio i ten etap również musi przetrwać. Dlatego jak na razie to głównie sami producenci wspierają rolników i zachęcają do upraw bio (robi tak m.in. OSM Piątnica), a od niedawna również sieci (Carrefour).

Wsparcia systemowego próżno szukać nawet w słynnym, głoszonym w ub.r. przez resort rolnictwa Planie dla wsi, jednak jak przekonywał podczas wspomnianego już kongresu Eco Food 360 Karol Krajewski, przedstawiciel Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, przedstawiciele rządu zdają sobie sprawę z konieczności wprowadzenia zmian w tym zakresie. W Planie dla wsi jest bowiem zdanie "zwiększona zostanie pomoc w rozwoju produkcji żywności wysokiej jakości, szczególnie ekologicznej, tradycyjnej i regionalnej, która ma stać się rozpoznawalnym znakiem polskiego rolnictwa".

W tych europejskich krajach, w których rozwój rolnictwa ekologicznego jest bardzo dynamiczny (obok Francji są to m.in. Włochy, Dania, Szwecja i Niemcy) żywność ekologiczna podawana jest właśnie w stołówkach szkolnych (rzadziej szpitalnych, choć również), co w Polsce wydaje się na razie tematem bardzo odległym. - Będziemy doprecyzowywali Plan dla Wsi - zadeklarował Karol Krajewski. - Być może już we wrześniu w wybranych przedszkolach rzeczywiście pojawi się żywność eko z najbliższych regionów - mówił.

W Danii już w latach 90. rząd rozpoczął finansowe wsparcie dla rozwoju rolnictwa ekologicznego. W kolejnych latach do inicjatywy przyłączyły się największe sieci handlowe (m.in. Netto), dzięki którym nastąpiła tzw. demokratyzacja cen, co z kolej przyczyniło się do rozpowszechnienia eko żywności. Tym samym produkty te dotarły do gastronomii i właśnie do szkolnych stołówek. W Szwecji już 20% obszarów upraw stanowią ekologiczne, celem jest co najmniej 30%, a do 2030 r. aż 60% żywności we wszystkich państwowych stołówkach ma stanowić żywność eko.

Rynek żywności ekologicznej we Francji wart był w 2018 r. 9,7 mld euro, co oznacza ok. 5% konsumpcji spożywczej w ogóle. - Jeśli tylko jest to możliwe konsumenci we Francji wolą jeść lokalne produkty bio niż importowane - zapewniał Florent Gugl. Podobnie jest w Danii, Szwecji czy we Włoszech.

Pod względem powierzchni upraw bio w UE pierwsze miejsce zajmuje Hiszpania z liczbą 2,1 mln ha, drugie Włochy (1,9 mln ha), trzecie Francja (1,7 mln ha), a czwarte Niemcy (1,3 mln ha). Powierzchnia upraw bio w Unii Europejskiej w ciągu ostatniej dekady podwoiła się osiągając poziom 12,8 mln ha.

W Polsce trend jest odwrotny. Jak wskazywała w lipcu 2018 r. Najwyższa Izba Kontroli, rolnictwo ekologiczne w naszym kraju zamiast spodziewanego dynamicznego rozwoju przeżywa okres stagnacji i spadków. Podczas gdy liczba producentów zatrzymała się na granicy ok. 23 tysięcy, powierzchnia upraw skurczyła się z 670 tys. ha w 2013 r. do ok. 500 tys. ha obecnie, to jest do stanu z 2010 r. Część gospodarstw wstrzymuje produkcję ekologiczną wraz z końcem dopłat (mowa głównie o dopłatach unijnych), bo bez nich staje się ona nieopłacalna.

Dlaczego Polska, która ma potencjał, by stać się europejskim liderem w produkcji żywności ekologicznej, nie jest w stanie wznieść się nawet ponad europejską średnią? Według zaproszonych na debatę do NIK ekspertów przyczyn jest kilka. Po pierwsze Polacy wciąż bardzo mało wydają na produkty ekologiczne. Przeciętny mieszkaniec naszego kraju przeznacza na nie rocznie 4 euro. Dla porównania Niemiec 100 euro, a Duńczyk 200 euro. Średnia europejska to 44 euro. Jesteśmy nawet poniżej średniej światowej, która wynosi 11 euro.

Póki co jednak żywność eko jest znacznie droższa od konwencjonalnej. Dzieje się tak m.in. dlatego, że produktów jest w sklepach mało. Z kolei specjaliści podkreślają, że negatywny wpływ na ceny mają rozciągnięte łańcuchy dystrybucji. I w ten sposób mamy do czynienia z błędnym kołem. Rolnicy bowiem narzekają, że nie mogą sprzedać swoich produktów, i w rezultacie albo przestawiają się z powrotem na produkcję konwencjonalną, albo znajdują zagranicznego odbiorcę. Tam z polskiego surowca robi się ekologiczną żywność przetworzoną, na której niemieccy, francuscy, duńscy czy holenderscy producenci zarabiają duże pieniądze. Zmiany są więc nieuniknione.

Zdjęcie: Shutterstock

Ilona Mrozowska 3137 Artykuły

W „Handlu” od 2005 r. Blisko tematyki przemysłowej i producenckiej. Właścicielka białej kulki, czyli szynszyli o imieniu Tula.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }