Raj dla łasuchów, czyli American Candy Shop

Bezbarwna czy bezkofeinowa Coca-Cola, KitKat o smaku herbaty z mlekiem a może kultowe amerykańskie słodycze z masłem orzechowym marki Reese’s - wszystkie te specjały można kupić w warszawskim American Candy Shop.

Od jakiegoś czasu po głowie Jakuba Bojko pracującego w branży odzieżowej krążyła myśl o uruchomieniu własnego biznesu. W każdej wolnej chwili myślał o tym, jaki typ działalności i jaka branża byłyby dla niego odpowiednie. – Chciałem stworzyć coś nieszablonowego – wspomina.

Rozważania zaprowadziły go do uruchomienia e-sklepu ze słodyczami, ale nie takimi ogólnodostępnymi w Polsce, tylko sprowadzanymi z USA i Wielkiej Brytanii.
– Każdy lub prawie każdy lubi słodycze. Dodatkowo są one bardzo wdzięcznym towarem do sprzedaży – tak Jakub Bojko tłumaczy ideę powstania American Candy Shop.

Na pytanie, dlaczego zdecydował się na import łakoci akurat z tych krajów, odpowiada: – Stany Zjednoczone i Wielka Brytania mają bardzo rozbudowaną ofertę słodyczy. Co więcej, ich skład w znacznej mierze jest dużo lepszy niż ich polskich odpowiedników – tłumaczy. Po chwili dodaje, że niemałą rolę odegrały też wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to jego tata sprowadzał z USA żywność czy samochody. Zawsze przywoził synowi też słodycze, które do tej pory znał tylko z amerykańskich filmów czy seriali.

Najpierw był e-sklep
Początki oczywiście nie należały do najłatwiejszych. Ze swoim e-sklepem wystartował osiem lat temu. Początkowo działał w malutkim pomieszczeniu przy ul. Dzielnej w Warszawie. Z czasem klienci zaczęli dopominać się o możliwość osobistego odbioru zamówienia, co szybko poskutkowało decyzją o poszukiwaniu większego lokalu, w którym zarazem można by prowadzić stacjonarną sprzedaż słodyczy.

Wybór padł na ponad 100-metrowy punkt na parterze kamienicy przy ul. Puławskiej, czyli przy jednym z głównych ciągów komunikacyjnych stolicy. W okolicy są biura, mieszkania, wiele drobnych sklepików i punktów usługowych. – Jestem bardzo zadowolony z tego miejsca. Dzięki niemu zyskaliśmy wielu klientów, którzy po prostu „wpadają” na mój sklep – przyznaje Bojko.

Słodycze kojarzą się z dziećmi, ale to nie najmłodsi są najczęstszymi klientami sklepu. – Rzeczywiście, mamy spory przedział wiekowy kupujących. Większość to Polacy, ale jest też spora grupa mieszkających w Polsce Amerykanów, którzy mają u nas 15% rabatu po okazaniu paszportu – wyjaśnia przedsiębiorca.

Ruch w sklepie jest praktycznie przez cały dzień, choć oczywiście największy trwa w piątki i soboty. Na co dzień placówkę odwiedzają stali i nowi klienci, ale też osoby odbierające zamówienie ze sklepu internetowego. American Candy Shop jest też miejscem nadawania i odbierania paczek InPost i GLS. Przed ostatnim Bożym Narodzeniem do sklepu przychodziło nawet 200-300 przesyłek.

– Ja się z tej współpracy bardzo cieszę, na zapleczu mam dużo miejsca, od każdej wydanej paczki mam prowizję, a dodatkowo zwykle ktoś się skusi na coś słodkiego – wymienia Jakub Bojko.

Także z innych krajów
Z czasem oferta sklepu poszerzyła się o słodycze z Kanady, Japonii, Australii i Niemiec, ale także o takie produkty spożywcze z USA jak kultowe zupy Campbell’s czy gotowy makaron z serem (Macaroni & Cheese, Kraft). – Non stop wprowadzam coś nowego. Niektóre produkty wprowadzam i wycofuję kilkakrotnie. Tak było np. z waflami przekładanymi karmelem marki Tunnock’s, które zyskały uznanie klientów dopiero za czwartym razem – przyznaje detalista.

Nie ukrywa, że ma w zanadrzu jeszcze wiele nowych propozycji produktowych, ale jego zdaniem w Polsce jest jeszcze za wcześnie na ich wprowadzenie.

Oferta sklepu ewoluuje też w zależności od sezonu i od różnorodnych okazji zakupowych związanych np. z walentynkami, Halloween czy mikołajkami. Niezwykłą popularnością cieszą się też oferty specjalne, wprowadzane okazjonalnie, gdy produkt uda się ściągnąć do Polski. Przykładem takiej udanej akcji jest sprzedaż 288 sztuk bezbarwnej Coca-Coli w ciągu tygodnia.

Niezmiennie najlepiej sprzedają się tu znane marki typu Pringles, Hershey’s, M&M’s (np. z tajskim kokosem, papryczką jalapeno i tofi) czy płatki śniadaniowe Lucky Charms firmy General Mills (charakterystyczne opakowania z jednorożcem). Ostatnio do stałej sprzedaży Bojko wprowadził kawy i herbaty, a także świeże ciasta typu brownie, które zamawia w zaprzyjaźnionej cukierni.

Większość towaru właściciel sklepu importuje samodzielnie. Dostawców wyszukuje przez internet, ale także na różnorodnych targach. Ostatnio został zaproszony przez ambasadę USA w Polsce na targi spożywcze w Nowym Jorku. Wyjazd poskutkował m.in. kontaktami z dostawcami, którzy przygotowują teraz polskiemu przedsiębiorcy miksy palet z różnymi produktami, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem.

Dwa światy
Wizualnie sklep jest podzielony na dwie części. Po prawej od wejścia jest bardzo przyjemnie zaaranżowana strefa kasowo-sklepowo- kawiarniana. Można tu usiąść w zacisznym kąciku w wygodnych fotelach i – odpoczywając od zakupów – napić się np. kawy pumpkin spice latte czy blackberry cookie latte.

Druga strona sklepu już bardziej przypomina nasze klimaty – jest tu wielka witryna, trudna do zagospodarowania, przez którą w słoneczne dni wpada dużo światła ogrzewającego produkty. Są też standardowe jasne regały metalowe, filar pośrodku. Mimo tych trudności towar na półkach ułożony jest w żołnierskim szyku i kusi wyszukanymi smakami.

Średnia wartość paragonu wynosi 100 zł, czyli niemało. Wynika ona z dość wysokich cen, np. pudełko płatków śniadaniowych Lucky Charms kosztuje powyżej 30 zł. – Wiem, że ceny u mnie są wyższe niż w przeciętnym sklepie – mówi Jakub Bojko. – Klienci jednak rozumieją, że coś, co jest wyprodukowane na drugim końcu świata, jest droższe niż rodzimy produkt. Jego sprowadzenie przecież kosztuje  – argumentuje.

American Candy Shop mocno zabiega o klienta. Dla stałych bywalców jest karta lojalnościowa uprawniająca do zbierania punktów, które potem wymienia się na słodycze. Wysyłane są im też SMS-y, maile i newslettery o nowościach i promocjach. Same promocje w sklepie są skupione w jednym miejscu – naprzeciwko wejścia na specjalnym stole, odpowiednio oznakowanym. W placówce odbywają się też degustacje nowych produktów, o których można się dowiedzieć m.in. z mediów społecznościowych, w których American Candy Shop jest bardzo aktywny.

Lada dzień w sklepie stanie nowa, większa lodówka na lody Ben & Jerry's. Pozwoli to na znaczne rozszerzenie oferty tych kultowych lodów, o czym zapewne Jakub Bojko poinformuje m.in. na Facebooku i Instagramie.

SKLEP W LICZBACH American Candy Shop
Adres: Puławska 67/43, 02-595 Warszawa
Powierzchnia: 102 mkw. z zapleczem
Liczba SKU: 3,5 tys.
Średnia wartość koszyka: 100 zł
Personel: 2 osoby
Godziny otwarcia: pn.-pt. 10.00-18.00, sb. 11.00-17.00

Katarzyna Pierzchała 2772 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }