Podatek handlowy: Polsce przeszło 4,5 mld zł koło nosa

Gdyby dialog z Komisją Europejską prowadzony był na wcześniejszym etapie, byłaby szansa, że Komisja ostatecznie nie zakwestionowałaby podatku handlowego - uważa Magdalena Porzeżyńska (na zdjęciu) z Kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.

Sąd Unii Europejskiej wydał 16 maja wyrok w sprawach połączonych o sygn. T-836/16 oraz T-624/17 dotyczący wprowadzonego w Polsce w 2016 r. tzw. podatku handlowego, nałożonego na przedsiębiorstwa z sektora sprzedaży detalicznej. Miał on charakter progresywny, gdyż wysokość stawki podatku była zależna od miesięcznego przychodu ze sprzedaży detalicznej – pierwsza stawka podatku w wysokości 0,8% miała zastosowanie do obrotu w przedziale między 17 mln a 170 mln zł, a druga w wysokości 1,4% dotyczyła obrotu powyżej 170 mln zł miesięcznie.

Podatek ten uderzał zatem w największych detalistów w Polsce, mając zasilić wpływy podatkowe do budżetu państwa w szczególności od dużych sieci handlowych. Polska ostatecznie wstrzymała się jednak z jego poborem na skutek zastrzeżeń Komisji Europejskiej, która wszczęła wobec Polski postępowanie wyjaśniające i nakazała zawieszenie podatku, a ostatecznie uznała, iż stanowi on pomoc publiczną niezgodną z rynkiem wewnętrznym.

W swoim wyroku Sąd stwierdził nieważność zaskarżonych przez Polskę decyzji Komisji Europejskiej w sprawie podatku handlowego. Zdaniem Sądu Komisja błędnie uznała, iż środek ten stanowi pomoc publiczną, tym samym przychylając się do stanowiska polskiego rządu. Szczegóły są tutaj.

- W tym miejscu warto przypomnieć, że pomoc publiczna występuje, jeśli spełnione są określone warunki, tj. jej beneficjentami są przedsiębiorstwa w rozumieniu unijnego prawa konkurencji; można przypisać ją państwu lub finansowana jest przy użyciu zasobów państwowych – wymienia dr Magdalena Porzeżyńska z Kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.

Dodaje, że występuje też wtedy, gdy stanowi korzyść, której przedsiębiorstwo nie mogłoby uzyskać w normalnych warunkach rynkowych; gdy jest selektywna poprzez sprzyjanie niektórym przedsiębiorstwom lub produkcji niektórych towarów; gdy zakłóca lub grozi zakłóceniem konkurencji oraz jest w stanie wpłynąć na wymianę handlową między państwami członkowskimi.

- Co istotne, pomoc publiczna występuje tylko jeśli spełnione są łącznie wszystkie wymienione wyżej przesłanki – zauważa ekspertka.

Rząd polski w sporze z Komisją argumentował, że dokonano błędnej oceny warunku selektywności, gdyż samego progresywnego charakteru podatku nie można uznać za przejaw selektywnej korzyści na rzecz niektórych przedsiębiorstw. Zdaniem polskiego rządu, wprost przeciwnie, jest to środek ogólny lub środek, który - choć mógłby ewentualnie zostać uznany za selektywny na pierwszy rzut oka - w ostateczności taki nie jest, gdyż jest uzasadniony charakterem i ogólną strukturą omawianego systemu podatkowego.

Sąd podzielił to stanowisko, dochodząc do wniosku, że Komisja nie mogła wywieść istnienia selektywnych korzyści towarzyszących podatkowi od sprzedaży detalicznej z samej tylko progresywnej budowy tego podatku. Sąd zauważył, że progresywne struktury opodatkowania nie są wyjątkowe w podatkach państw członkowskich i same w sobie nie warunkują istnienia elementów pomocy publicznej. Komisja zaś nie wykazała, by struktura polskiego podatku prowadziła do traktowania w różny sposób przedsiębiorstw znajdujących się w porównywalnej sytuacji faktycznej i prawnej, wobec czego nie można mówić o selektywności tego środka.

W zakwestionowanej przez Komisję ustawie o podatku detalicznym wprowadzono przepis, zgodnie z którym stosuje się do przychodów ze sprzedaży detalicznej osiągniętych od dnia 1 stycznia 2020 r. - W świetle zapadłego wyroku Sądu, Polska będzie mogła rozpocząć pobieranie podatku, chyba że Komisja zdecyduje się wnieść odwołanie od wyroku Sądu do Trybunału Sprawiedliwości. Na tę chwilę nie wiadomo jeszcze, czy Komisja zdecyduje się je wnieść – mówi dr Magdalena Porzeżyńska.

Jej zdaniem choć Polska wygrała przed Sądem i zasadniczo należy podzielić stanowisko Sądu co do oceny spornego podatku, to jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, iż poprzez zaniechanie podjęcia kontaktu z Komisją na wcześniejszym etapie, nie pierwszy raz zignorowano unijne przepisy o pomocy publicznej.

Zauważa, że Komisja dowiedziała się z informacji prasowych o pracach nad projektem ustawy wprowadzającej podatek obrotowy od sprzedaży detalicznej, zaś sama ustawa została uchwalona przed zajęciem przez Komisję stanowiska w sprawie, pomimo wyrażanych przez nią zastrzeżeń.

- Gdyby dialog z Komisją prowadzony był na wcześniejszym etapie, np. w trybie procedury prenotyfikacji, gdzie istniałaby możliwość przedyskutowania i szczegółowego wyjaśnienia wszystkich aspektów projektowanego podatku, byłaby szansa, by Komisja ostatecznie by go nie zakwestionowała – uważa Magdalena Porzeżyńska. - Potencjalnego sporu z Komisją warto było uniknąć tym bardziej, że wpływy z tego podatku miały wynosić ok. 1,5 mld zł rocznie, a finalnie podatek ten nie był pobierany przez trzy lata w wyniku jego zawieszenia - konkluduje. Daje to łącznie 4,5 mld zł, które mogły znaleźć się w państwowej kasie.

 

Katarzyna Pierzchała 2801 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }