Kruchy rynek

Wbrew temu, co lubimy o sobie myśleć, Polaków trudno nazwać "jajcarzami".

Konsument znad Wisły przeciętnie zjada ok. 160 jaj rocznie, czyli mniej niż jedno jajko na dwa dni.
To niewiele w porównaniu z innymi nacjami: Słowacy spożywają ich średnio 212, Francuzi i Włosi po 215, Niemcy ok. 235, a Meksykanie aż 370! Do konsumpcji nie zachęcają też coraz wyższe ceny: choć jajko jest tanie, to średniorocznie w 2018 r. jaja były droższe w handlu detalicznym o 19,4% niż rok wcześniej – najwięcej ze wszystkich podstawowych produktów spożywczych. Ceny drugiego w kolejności masła podskoczyły w tym czasie „jedynie” o 12,8%.

– Wysokie ceny jaj w ofercie handlu detalicznego są pochodną afery fipronilowej, która miała swój początek w Europie Zachodniej latem 2017 r. – mówi Katarzyna Gawrońska z Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz. – Jej konsekwencją był deficyt surowca u naszych zachodnich sąsiadów. Polska jako jeden z największych producentów i eksporterów w Unii Europejskiej zaczęła uzupełniać braki jaj w innych krajach – wyjaśnia.

Rekordowy eksport spowodował braki surowca na rynku rodzimym. Dochodziło do niespotykanych wcześniej sytuacji, że na półkach sklepowych brakowało jajek, bo hurtownicy nie byli w stanie ekonomicznie udźwignąć ciężaru wyższych cen u hodowców i realizować zobowiązań handlowych wobec detalistów. W efekcie zdarzenia te odbiły się na końcowym etapie łańcucha, czyli cenie detalicznej.

Cały wzrost przypadł jednak na końcówkę 2017 r.: w kolejnych miesiącach 2018 r. jajka głównie taniały, a całoroczny wzrost wynika z niskich cen do września 2017 r. W październiku jaja były już droższe o 5,2% niż we wrześniu, zaś w listopadzie ceny skoczyły o 30%, co w skali miesiąc do miesiąca jest poziomem rzadko spotykanym. W grudniu konsumenci płacili za jajka o 12,9% więcej niż w listopadzie. W efekcie tylko w ciągu tego kwartału ceny poszły w górę o ponad połowę (patrz wykres).

Jajeczny mit
– Wbrew pozorom Wielkanoc nie jest najgorętszym okresem w roku. Jak dowodzą wieloletnie obserwacje rynku, za najlepszy czas dla producentów jaj konsumpcyjnych uznaje się popyt bożonarodzeniowy – mówi Katarzyna Gawrońska. – Wówczas rynek detaliczny notuje najwyższą sprzedaż. Święta Wielkanocne to drugi okres w roku, w którym producenci mogą liczyć na wyjątkowo duży zbyt. Wyższy popyt generuje również rosnące  zapotrzebowanie na surowiec jajczarski ze strony przemysłu spożywczego – tłumaczy.

Nie ma jednak twardych danych, które pozwoliłyby ustalić, o ile procent rośnie sprzedaż jaj za sprawą świątecznego popytu. W ocenie Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz zależy to od dwóch kluczowych czynników: cen oferowanych konsumentom przez handel detaliczny w danym roku oraz popytu ze strony zakładów przetwórstwa w kraju i za granicą. Polscy eksporterzy najwięcej jaj przewożą jako surowiec do przetworzenia w Europie Zachodniej.

– Naszym zdaniem na słabszy popyt detaliczny w kraju mogą wpływać zbyt wysokie ceny regularne oferowane przez wiodące sieci handlowe – ocenia Katarzyna Gawrońska.

Sporne trójki
Coraz więcej sieci handlowych, ale i przetwórców korzystających z jaj przy wyrobie swoich produktów deklaruje, że wycofa się z zakupu jaj z chowu klatkowego, czyli tzw. trójek. Coraz więcej konsumentów sięga też po jaja z chowu ekologicznego lub z wolnego wybiegu, mimo że są jeszcze droższe. Statystyki pokazują jednak, że w skali całego rynku trójki wciąż dominują.

Według danych z grudnia 2018 r. w Polsce zarejestrowanych było 47,8 mln stanowisk dla kur niosek.
Przeważająca liczba jaj pozyskiwana była nadal z systemu klatkowego – ten rodzaj chowu stanowił 84,9%. Pozostałe 15,1% to produkcja w systemach alternatywnych z rozróżnieniem na: system ściółkowy (10,8%), wolny wybieg (3,6%) i produkcję ekologiczną (0,7%).

Dane pochodzą z oficjalnych rejestrów Inspekcji Weterynaryjnej i – co do zasady – zakładają maksymalną   możliwą produkcję ferm, co nie oznacza, że pojemność jest w pełni wykorzystywana.

W grudniu 2018 r. potencjał produkcji alternatywnej wynosił 7,2 mln stanowisk dla kur niosek. W 2008 r. możliwości w alternatywie nie przekraczały 2 mln – wyjaśnia.

Katarzyna Gawrońska jest zdania, że całkowite odejście od produkcji klatkowej nie jest możliwe, choć wielu producentów zdaje sobie sprawę z tego, że częściowe zmiany są nie do uniknięcia, i dlatego podjęło decyzję o dywersyfikacji ryzyka w prowadzonej działalności, aby ustrzec się przed rynkową przegraną.

Pytanie tylko, jaki poziom proporcji dla obu rodzajów produkcji okaże się optymalny dla polskiego rynku, producenci mogą bowiem „przedobrzyć”.

– To, co dzieje się ostatnio w Wielkiej Brytanii na rynku jaj wolnowybiegowych, potwierdza, że istnieją nieprzekraczalne granice dla prawa podaży i popytu, a rynek brytyjski z uwagi na specjalizowanie się w produkcji jaj z kategorii 1 powinien być dla osób śledzących trendy swojego rodzaju ostrzeżeniem – mówi Katarzyna Gawrońska.
Produkcja jaj z wolnych wybiegów – według BFREPA (British Free Range Egg Producers Association – Brytyjskie  Stowarzyszenie Producentów Jaj Wolnowybiegowych) – rośnie w Wielkiej Brytanii o 10% rocznie, podczas gdy popyt na takie jaja zwiększa się co roku jedynie o 3-4%.
Producenci jaj z wolnego wybiegu w Wielkiej Brytanii twierdzą, że przestali być już rynkową niszą, a stali się mainstreamem. W efekcie nadprodukcji jaj z wolnego wybiegu doszło do istotnych obniżek cen.

Quo vadis
– Śledząc rynek, większość osób skupia się na wydarzeniach związanych ze zwiększaniem liczby stanowisk dla kur w alternatywnych typach chowu. Z pewnością to kluczowe w tym gorącym okresie zmian, ale zwracamy uwagę na fakt, że mniej więcej równolegle miały miejsce inwestycje „klatkowe” – podkreśla przedstawicielka Izby. – Potwierdza to wcześniejsze spekulacje KIPDiP, że (przynajmniej w krótkim terminie) zwłaszcza duzi producenci nie będą rezygnować z produkcji klatkowej na rzecz alternatyw, tylko będą zwiększać możliwości produkcyjne na fermach, inwestując dodatkowo w alternatywę – informuje.

Skutkiem takiej taktyki jest ciągłe zwiększanie się pogłowia kur niosek. Dla mniejszych producentów, zdaniem Katarzyny Gawrońskiej, częściowe lub nawet całkowite przekształcenie produkcji może się okazać korzystniejszym rozwiązaniem.

W latach 2016-2018 poczyniono duże inwestycje w system ściółkowy, którego potencjał wzrósł do ponad 5 mln stanowisk. Ten typ chowu jest najbardziej popularny z wszystkich alternatyw. Wcześniej fermy ściółkowe najdynamiczniej rozwijały się w latach 2008-2012, czyli przed transformacją klatkową.

– Sądzimy, że jest to właściwe kierunkowanie się na popyt ze strony przetwórstwa z zachodu Europy, ale też jaja z 2 kategorii mogą się okazać dobrą dla handlu nowoczesnego alternatywą cenową na półce obok jaj klatkowych – opiniuje specjalistka.

Wolny jak kura
Prowadzi się także inwestycje w instalacje z dostępem do wolnego wybiegu. Przez wiele lat był to segment rynku pozostający daleko w tyle za za typami 3 i 2, choć co roku zwiększano jego potencjał, startując z poziomu 125 tys. stanowisk w 2008 r. W 2015 r. liczba stanowisk dla wolnego wybiegu przekroczyła symboliczny milion, a od 2016 r. inwestycje w kategorię jaj z 1 ruszyły bardzo dynamicznie. Produkcja ta, która kiedyś miała charakter wyłącznie rozdrobniony, o niskiej koncentracji, teraz zaczęła być prowadzona także na większą skalę. Według prognoz Izby „wolny wybieg” w krótkim terminie odnotuje dalszy wyraźny wzrost.

Rok 2018 nie należał do najlepszych. Rynek próbował osiągnąć nowy punkt równowagi po zawirowaniach związanych z gwałtownymi wahaniami podaży i popytu w wyniku afery fipronilowej. Najbardziej dotknięci kryzysem producenci w Europie Zachodniej stopniowo odtwarzali produkcję, a najwięksi eksporterzy (jak Holandia czy Belgia) zawzięcie walczyli o odzyskanie częściowo utraconych rynków eksportowych w państwach poza obszarem celnym UE.

Na ciasnym już rynku unijnym agresywniej zaczęła także działać „nowa” konkurencja z Ukrainy. Złożoność wielu czynników rynkowych, w tym rosnąca produkcja jaj, wyższe koszty surowców paszowych i coraz ciaśniejszy handel wewnątrzwspólnotowy powodowały, że producenci musieli się zmierzyć z dużymi wahaniami cen na rynku pierwotnym. Polski rynek charakteryzuje się znaczną wrażliwością na nagłe międzynarodowe zdarzenia, dlatego że jesteśmy jednym z kluczowych graczy w produkcji oraz handlu jajami i produktami z jaj.

W szklanej kuli
– Wydaje się, że problemem dla branży w 2019 r. może być obserwowane zjawisko zwiększania produkcji – przewiduje Katarzyna Gawrońska. – Obserwując rynek, widzimy, że najwięksi producenci realizują lub planują nowe inwestycje w alternatywne systemy chowu. Jednocześnie nie zmniejszają oni jednak swojego potencjału klatkowego. Nie widzimy żadnych symptomów tego, aby sytuacja miała się w 2019 r. zmieniać. W związku z tym nadpodaż jaj na polskim rynku będzie rosła – szacujemy, że w naszym kraju jest o około 30-35% jaj za dużo w stosunku do wewnętrznego wykorzystania – dodaje.

Zwiększona liczba niosek i większa podaż naturalną koleją rzeczy przełoży się na zaostrzenie walki konkurencyjnej, czyli przede wszystkim na obniżki cen, dlatego według przewidywań Izby producenci jaj nie będą mogli zaliczyć 2019 r. do szczególnie udanych.

Do tego dochodzi konkurencja importowanych jaj spoza UE, głównie z Ukrainy. Obecnie kraj ten jest największym eksporterem jaj w skorupkach i przetworów do UE. Między styczniem a wrześniem 2018 r. import jaj w skorupkach do Unii wzrósł o 177%, czyli niemal się potroił, a import przetworów z całych jaj (to największy segment rynku) wzrósł o 60%.

– Spodziewamy się, że Ukraińcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Warto także przypomnieć, że jedno z wielkich ukraińskich przedsiębiorstw jajczarskich nie tylko zwiększa eksport do UE, ale wręcz rozpoczyna produkcję w Unii – mówi Katarzyna Gawrońska.
– Ovostar Union w 2019 r. rozpocznie inwestycje na Łotwie, które finalnie mają mieć potencjał zdolny utrzymać 6 mln kur. Naszym zdaniem większość ptaków będzie utrzymywana w alternatywnych systemach chowu. W strategii długoterminowej ukraińska firma nie wyklucza także inwestycji w innych krajach unijnych, w tym w Polsce – dodaje.

Ostatnim z największych zagrożeń dla producentów jaj w Polsce byłby pozytywny wynik testów na obecność bakterii salmonelli, rząd nie zdecydował się bowiem na wypłacanie odszkodowań za likwidację stad kur na zakażonych fermach.

– Z doświadczeń 2018 r. wiemy, jak wielkim dramatem dla wielu producentów było wykrycie bakterii na fermie. Duża grupa mniejszych hodowców doświadczyła problemów finansowych, a więksi deklarowali rezygnację z planów inwestycyjnych w kolejnych latach – mówi Katarzyna Gawrońska. – Sądzimy, że decyzja Ministerstwa Rolnictwa jest swego rodzaju grą w rosyjską ruletkę. Rok 2018 był relatywnie spokojny, jeśli chodzi o zakażenia stad. Nie można jednak na tym opierać prognoz na przyszłość – przestrzega.

Reasumując, jeśli nie zdarzą się nieprzewidziane zjawiska, to tegoroczne ceny jaj będą na mniej atrakcyjnym dla producentów poziomie niż te, które obserwowano w 2018 r. Mówiąc krótko – jaja powinny być nieco tańsze.

Magdalena Weiss 2107 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }