Polski Koszyk już zarabia

Spółka Polski Koszyk prowadząca sklep internetowy polskikoszyk.pl przekroczył próg rentowności. Firma zamierza intensywnie rozwijać sprzedaż za granicą, wybiera się też na giełdę.

Działający od niespełna trzech lat polskikoszyk.pl chce utrzymać dotychczasowe średnie roczne tempo wzrostu (CAGR), które wyniosło 122%. W 2018 r. przychody spółki wyniosły 4,5 mln zł. Plany na obecny rok zakładają co najmniej 67-proc. wzrost do 7,5 mln zł.

– W każdym miesiącu 2018 r. w segmencie B2C [business to consumer] notowaliśmy wzrosty sprzedaży rzędu 100–200% w ujęciu rok do roku, dzięki czemu już w grudniu przekroczyliśmy próg rentowności – mówi Piotr Kondraciuk, prezes spółki Polski Koszyk. – Pierwsze miesiące bieżącego roku wyglądają równie dobrze. Sukces Polskiego Koszyka to efekt najlepszego na rynku wypełniania potrzeb konsumentów dzięki unikalnemu połączeniu kompetencji. Nasz zespół to specjaliści od handlu i logistyki, ale przede wszystkim od IT – wskazuje.

Polski Koszyk obecnie ma w ofercie 23 tys. produktów, podczas gdy oferta dyskontów zamyka się zwykle w 3-6 tys. produktów, a sklepów wielkopowierzchniowych sięga 17–19 tys. indeksów. W ofercie polskikoszyk.pl znajduje się też ponad 3 tys. produktów ekologicznych, dwa razy więcej niż w dużych e-sklepach lub hipermarketach), a także kilkaset wyrobów małych, lokalnych dostawców, dostępnych w stałej ofercie. W tym roku sklep chce poszerzyć ofertę o co najmniej kolejne 4 tys. SKU, a po 2020 oferować 50 tys. produktów.

Filarem wzrostu obrotów Koszyka ma być nie tylko sprzedaż w kraju, ale i za granicą, gdzie zaopatrują się Polacy mieszkający na stałe poza krajem, ale także właściciele sklepów czy cudzoziemcy. Na razie Polski Koszyk operuje głównie w Europie, ale już wkrótce rozpocznie sprzedaż na inne kontynenty.

– Dynamizujemy ekspansję zagraniczną. Umożliwimy jeszcze w tym roku korzystanie z naszego sklepu klientom z większości krajów świata. Już teraz sprzedaż zagraniczna zbliża się do 10% obrotów, a logistyka – szczególnie w Europie – nie jest dużym wyzwaniem – mówi Piotr Kondraciuk.

Szczególnie dużo zapytań właściciele firmy otrzymują ze Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza o słodycze i kosmetyki. Jak podaje Robert Chojnacki, wiceprezes spółki, Chicago znalazło się pod tym względem na ósmym miejscu zaraz po dużych polskich miastach. Dużo zapytań o możliwość wysyłki przychodzi także z Sydney.

Rynek zakupów online artykułów spożywczych tylko na dwóch największych rynkach europejskich – Wlk. Brytanii i Francji – to 23 mld euro w 2018 r. z perspektywą wzrostu do ok. 35 mld euro w 2023 r. (dane IGD). Z kolei np. w Niemczech rynek ten rośnie o ponad 20% rocznie, dzięki czemu w 2023 r. powinien być trzy razy większy niż w zeszłym roku (3,3 mld euro). Nad Wisłą można również spodziewać się bardzo dynamicznych wzrostów – o ile w Wlk. Brytanii 7% zakupów spożywczych przechodzi przez kanał e-commerce, o tyle w kraju jest to wciąż zaledwie 0,7%.

– Widzimy dużo miejsca do rozwoju w Polsce, ale rynki zagraniczne są dla nas również bardzo interesujące. Dużo wyższy dochód rozporządzalny w Europie Zachodniej przekłada się na wartość koszyka zakupów online, która jest we Francji czy Wlk. Brytanii 2–3 razy wyższa niż w naszym kraju – zauważa prezes Piotr Kondraciuk. Jak mówi, podwojenie sprzedaży zagranicznej jest możliwe nawet w dość krótkim czasie.

Jak podkreślają pomysłodawcy Polskiego Koszyka, zarówno na rynku krajowym, jak i za granicą, z zamówień najchętniej korzystają mieszkańcy małych miejscowości.

Skok na giełdę

Wśród planów na 2020 r. jest tez przewidziany ewentualny debiut giełdowy, na początek na alternatywnym rynku obrotu – NewConnect. To, czy dojdzie on do skutku zależeć będzie przede wszystkim od rynkowej koniunktury. Na razie spółka jest własnością czterech prywatnych udziałowców, którzy finansowali rozwój ze środków własnych. Nawet jednak jeśli dojdzie do debiutu, nie jest przesądzone, czy nastąpi nowa emisja akcji. Jednak, jak zapewnia Robert Chojnacki, jeśli tak się stanie, to będzie ona pokaźna.

– Debiut na GPW to dla nas przede wszystkim możliwość większej rozpoznawalności marki – mówi wiceprezes Polskiego Koszyka. – Jeśli będziemy chcieli przyspieszyć rozwój i z poziomu kilku–kilkunastu milionów złotych przychodu wskoczyć od razu na poziom 100 mln, to wtedy sięgniemy po środki inwestorów – dodaje.

Także na przyszły rok zaplanowane zostało wprowadzenie nowych rozwiązań technologicznych pod nazwą "polskikoszyk.pl 2.0". Chodzi w nim o to, by w nienachalny, nieirytujący klienta sposób zaproponować mu produkty, które mogą mu się wydać atrakcyjne, a których sam by nie wyszukał, bo nie wie o ich istnieniu.

Kurierem i w dostawie własnej

Polski Koszyk własny dowóz stosuje jedynie w Warszawie i okolicach i nie planuje rozwinięcia tego sposobu dostawy na inne miasta. Także usługi click & collect w ofercie firmy nie ma i nie będzie, choć w niektórych miejscach można otrzymać zakupy do paczkomatu. Klienci jednak niezbyt chętnie korzystają z tej formy dostawy. Polski Koszyk ma jeden magazyn w Warszawie, jednak w większości polega na bezpośrednich dostawach od producentów. Dzięki zaawansowaniu technologicznemu systemu, który został autorsko stworzony w firmie na własne potrzeby, klient widzi tylko dostępne produkty, unika więc sytuacji, gdy dostawa jest niepełna lub zamówione produkty zastąpione innymi. Czas dostawy w Warszawie, o ile zamówienie zostanie złożone do godziny 20.59 trwa jeden dzień, w pozostałej części kraju, gdzie dostawami zajmują się kurierzy – 2 dni, a poza granice Polski od 2 do 4 dni. Stolica i jej okolice odpowiadają za około połowę obrotów Polskiego Koszyka.

W ofercie sklepu ponad połowa indeksów to produkty krajowe (55-56%). Wszystkie zresztą oznaczone są flagą kraju pochodzenia. W obrotach polskie wyroby stanowią 75% sprzedaży.

– Zależy nam na utrzymaniu stałych klientów, na powtarzalności wejść – mówi Piotr Kondraciuk. – Koszt pozyskania nowego klienta jest wysoki, nie zwraca się po jednej transakcji, choć różni się w zależności od miejsca zamieszkania zamawiającego. W przypadku Warszawy jest 10 razy wyższy niż w przypadku zagranicy – dodaje. Jednak w stolicy klienci powracający (tacy, którzy dokonali zakupu co najmniej 4 razy w roku) odpowiadają za 79% przychodów. W sprzedaży ogółem stanowią oni 55%. Piotr Kondraciuk tłumaczy ten poziom dużą liczbą nowych klientów, którzy po raz pierwszy skorzystali z usług Polskiego Koszyka w II połowie 2018 roku i nie zdążyli jeszcze powtórzyć zakupu trzy razy.

Wynika to przede wszystkim z wartości koszyka zakupowego. W transporcie własnym ma on zazwyczaj wartość 300 zł brutto, a w usłudze kurierskiej 120 zł. Zamówienia z zagranicy średnio są warte 600 zł brutto.

Magdalena Weiss 2100 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }